Ja tu zostaję
Czasami zastanawiam się, czy ludzie naprawdę czytają ze zrozumieniem, czy tylko reagują odruchowo. Mój poprzedni artykuł — „Jesteś AI czy człowiekiem korzystającym z AI?” — wywołał małe zamieszanie. I choć nie o to mi chodziło, by kogokolwiek obrazić, świat pokazał swoją prawdziwą twarz: niecierpliwą, łatwo obrażającą się, gotową do skakania po wszystkim, co różni się od jej własnych wyobrażeń. I w tym chaosie ja, lekko przeziębiony, z kubkiem gorącej herbaty w ręku, wiem jedno: pisanie jest moją przystanią, moją przestrzenią wolności, moją formą oporu wobec hałasu i presji, które zdają się wdzierać do każdej szczeliny życia.
Bo życie — jeśli masz odwagę je zobaczyć naprawdę — nie jest delikatną równiną. Jest gęstym, nieprzewidywalnym lasem pełnym cieni, w których ludzie chowają swoje frustracje, uprzedzenia i lęki. I tak, jakby w odpowiedzi na moje słowa, pojawiła się fala komentarzy, które mówiły jedno: „Nie zgadzam się z Tobą”. Czasem wprost, czasem w sposób przebiegły, ukryty w półsłówkach i aluzjach. I choć większość z nich nie jest warta mojego gniewu, każdy z nich przypomina, że świat nie oczekuje, że będziesz sobą, tylko że będziesz wygodny dla innych.
W tym miejscu pojawia się olewka — nie jako cyniczne narzędzie obrony, ale jako sztuka przetrwania w świecie, który woli drwić niż słuchać. To nie jest rezygnacja. To selekcja bodźców, które pozwalają Ci zachować spokój i klarowność myśli, gdy wokół wszystko próbuje Cię wciągnąć w chaos. Kiedy cytuję klasyka:
„Olewka, tajna broń dla wrażliwych, uwalnia od stresów nad pobudliwych.
Nic cię nie ruszy, olewka zagłuszy, zapewni spokój niepokornej duszy.”
— wiem, że nie jest to pusty frazes. W świecie, gdzie każda opinia jest traktowana jak atak, odporność emocjonalna staje się luksusem, a jednocześnie koniecznością.
Bo prawda jest nieubłagana: nie zadowolisz wszystkich. Nigdy. Niezależnie od tego, jak bardzo będziesz się starał, zawsze znajdą się tacy, którzy Cię skrytykują, którzy będą chcieli Cię złamać, sprowadzić do ich własnej miary wartości. I w tym wszystkim ja stawiam sobie pytanie: czy moim obowiązkiem jest dopasować się do nich, czy bronić własnej przestrzeni i własnego głosu?
Mówię Wam — przestrzeń własna jest święta. Pisząc, mogę mówić wprost, mogę pytać głośno i mogę obserwować świat z bliska, bez upiększeń. Mogę analizować ludzi, którzy krzyczą, bo boją się ciszy, którzy obrażają, bo nie potrafią konfrontować swoich słabości. I choć to brzmi brutalnie, nie chcę się wycofać. Nie chcę udawać, że wszystko jest miłe i proste, bo wtedy tracę to, co w pisaniu najważniejsze: prawdę i kontakt z czytelnikiem, który jeszcze potrafi myśleć samodzielnie.
I tu zaczyna się prawdziwy wstęp do tego felietonu: nie jako zwykły tekst, ale jako manifest wierności sobie. Bo choć życie uderza w oczy wiatr, choć czasem czujesz, że jesteś małym, bezradnym człowiekiem w obliczu gigantycznego świata, możesz wziąć oddech i powiedzieć: „Ja tu zostaję”. Nie dla innych, nie dla opinii, nie dla lajków ani krytyki, ale dla siebie.
Pisanie, obserwacja, analiza — to wszystko nie jest tylko wyrażaniem siebie. To walka o spokój, o przestrzeń, o prawo do błędu i do sprzeciwu. To pokazanie, że można patrzeć na świat bez maski, że można mieć własny pogląd i nie dać się zgasić przez tłum, który woli powtarzać bezmyślnie cudze opinie.
Ten felieton jest więc początkiem czegoś więcej niż tylko tekstu. Jest przestrzenią, w której nie boję się mówić o tym, co trudne, skomplikowane i niekomfortowe. Jest miejscem, w którym mogę wprost zapytać: dlaczego ludzie czasem działają wbrew sobie? Dlaczego pozwalamy, aby emocje innych kontrolowały nasze decyzje? Dlaczego kultura „trollowania i krytyki” stała się standardem, a nie wyjątkiem?
I właśnie w tym wstępie chcę zostawić czytelnika z jednym jasnym przesłaniem: nie musisz zgadzać się ze mną, ale nie pozwól, aby świat uciszył Twój głos. Bo każdy z nas ma prawo powiedzieć „ja tu zostaję”, nawet jeśli wiatr wieje w oczy, nawet jeśli przed nami stoją trolle, krytycy i wampiry energetyczne.
Olewka, rzeczywistość i walka o własną przestrzeń
Wchodząc w świat komentarzy, opinii i nieskończonej krytyki, natychmiast zauważam, że większość ludzi nie potrafi spojrzeć na sytuację spokojnie. Reagują impulsywnie, jakby każde słowo było atakiem, a każda myśl wyzwaniem do wojny. To jest świat, w którym emocje stały się walutą, a zdrowy rozsądek — rzadkim luksusem. I właśnie tu, w tym chaosie, olewka staje się strategią życia, a nie tylko obroną.
Bo życie nauczyło mnie jednej rzeczy: jeśli pozwolisz, aby każdy głos narzucał Ci perspektywę, jeśli będziesz próbował zadowolić wszystkich, skończysz pusty, zagubiony i zmęczony. Dlatego uczę się oddzielać szum od wartości. Olewka nie jest brakiem empatii — jest sztuką przetrwania w świecie, który nie zawsze chce Cię zrozumieć.
Kiedy ktoś próbuje Cię sprowadzić do swoich standardów, reagować według cudzych norm czy wymagań, możesz się poddać lub wybrać własną drogę. Ja wybrałem tę drugą. I choć czasem czuję ciężar bycia niepopularnym, izolowanym w swojej prawdzie, wiem, że ta droga jest jedyną, która pozwala zachować integralność.
Nie chodzi tylko o odporność emocjonalną. Chodzi o świadomość siebie i odwagi do bycia sobą. Bo człowiek, który nie potrafi być autentyczny, łatwo staje się ofiarą własnych kompromisów. Widzę to codziennie: ludzie, którzy starają się przypodobać, tłamszą w sobie instynkty, pasje i pragnienia. Stają się bierni, przewidywalni, jakby życie miało ich trzymać w klatce.
A ja wolę działać inaczej. Wolę stawić czoła rzeczywistości z pełną świadomością, że nie jestem idealny, że mogę się mylić, że popełniam błędy, ale żyję prawdziwie. Bo prawdziwe życie nie jest opowieścią idealną, jest brutalne, nieprzewidywalne, pełne bólu i pasji jednocześnie.
Czasem czuję się jak obserwator w świecie, który lubi udawać, że rozumie. Widzę ludzi, którzy walczą o pozory, którzy szukają aprobaty, zamiast własnej drogi. I w tym wszystkim przypomina mi się wartość olewki. Bo olewka nie oznacza ignorowania świata — oznacza świadome wybieranie, co Cię dotyka, a co odbija się od Ciebie jak woda od gładkiego kamienia.
A przecież życie jest pełne tych momentów, kiedy trzeba zdecydować: czy reagować, czy zostawić za sobą chaos. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że reakcja na każdy bodziec jest wyczerpująca. Reagowanie na krytykę, trolli, złośliwe komentarze, fałszywe intencje — to wszystko wysysa energię. Dlatego wybrałem inną drogę: oddzielam to, co wartościowe, od tego, co szkodliwe, i w tym jest moja siła.
Ale nie myśl, że olewka jest łatwa. To wymaga dyscypliny, odwagi i świadomości własnej wartości. Każdy, kto myśli, że to bierna rezygnacja, nie rozumie, że to narzędzie w rękach świadomego człowieka, który wie, że życie nie kończy się na opinii innych. Bo opinia innych nie nakarmi Twojej duszy, nie zbuduje Twojej pasji i nie sprawi, że poczujesz, że jesteś naprawdę obecny w swoim życiu.
W tym kontekście pojawia się pytanie: co naprawdę chcemy osiągnąć w świecie pełnym hałasu i presji? Chcemy aprobaty? Chcemy ciepłych słów, które ulotnie się pojawiają i znikają? Czy chcemy żyć autentycznie, z pełnym poczuciem własnej mocy, nawet jeśli oznacza to konfrontację z niezrozumieniem innych? Ja wybieram to drugie.
I nie chodzi tu o egoizm. Chodzi o zdolność do zachowania swojej przestrzeni, do bycia człowiekiem, który nie ulega presji tłumu. Ludzie często nie rozumieją, że ignorowanie szumu nie jest brakiem wrażliwości, ale świadomym wyborem. Wyborem, który pozwala przetrawić świat, nie tracąc przy tym siebie.
Głód prawdy, wampiry energii i ogień w życiu
Widzisz, świat często wydaje się miejscem, gdzie trzeba udawać. Udawać, że wszystko jest w porządku, udawać spokój, udawać radość, nawet jeśli w środku burza. Ludzie boją się prawdy — swojej, cudzej, ogólnej. A ja nie boję się spojrzeć w oczy rzeczywistości, nawet jeśli czasem boli. Bo prawda, choć czasem ostra jak nóż, jest jedyną walutą, która naprawdę się liczy.
Nie jeden wampir energii stanie Ci na drodze. Ludzie, którzy chcą wysysać siłę, kontrolować emocje, manipulować oczekiwaniami. Ale ja się nie poddam. Nigdy. Nie chodzi o hajs, o sukces, o aprobatę tłumu. Chodzi o zrozumienie, o poczucie, że żyjesz autentycznie, że Twoje działania mają sens, że nie tracisz czasu na udawanie kogoś innego.
Człowiek nie rodzi się doskonały, a mimo to społeczeństwo wymaga od nas perfekcji. Ale nie jest człowiekiem ten, kto nie myli się wcale. Każdy błąd, każdy upadek, każda nieprzespana noc, każda łza jest częścią życia. Gdy wiatr wieje w oczy, ja dosypuję chili — metaforycznie i dosłownie. Bo życie bez ognia jest mdłe, bez pasji, bez prawdziwego smaku.
Chcę pisać dla tych, którzy czują, że coś w nich się pali. Dla tych, którzy wiedzą, że życie to nie tylko przetrwanie, ale walka o sens, o autentyczność i własny głos. Nie dla tłumu, który krytykuje, nie dla ludzi, którzy chcą Cię zredukować do swojego wyobrażenia. Dla Ciebie. Dla mnie. Dla nas, którzy jeszcze nie zgubiliśmy w sobie iskry.
Zrozumienie — to słowo, którego często brakuje. Bo w człowieku, niestety, często rodzi się kurestwo: z zazdrości, z lęku, z frustracji. Ale możemy temu przeciwstawić świadomą postawę, dystans i selekcję bodźców. Bo każdy z nas ma prawo powiedzieć „ja tu zostaję” — i zostać w świecie, który czasem nas rani, ale też pozwala doświadczać piękna.
Nie chcę być człowiekiem, który tylko reaguje. Chcę być aktywnym uczestnikiem życia, świadomym swoich błędów, swoich sił, swoich słabości. Każda łza, każdy upadek, każda strata jest lekcją. Odwrócona klepsydra czasu przypomina, że nie ma sensu marnować chwil, że każda decyzja, każda reakcja, każda odwaga ma znaczenie.
W tym wszystkim pojawia się muzyka, rytm życia, który nadaje sens codzienności. Bo nawet w chaosie, w gąszczu emocji, w świecie pełnym trolli, hejterów i ludzi pełnych wątpliwości, istnieje przestrzeń, w której możemy krzyczeć w wniebogłosy, śmiać się, płakać i kochać, bez poczucia winy i bez fałszu.
Diabeł bywa straszny tylko wtedy, gdy go malują. Ale kto maluje, a kto obserwuje? Kto decyduje, że to, co widzisz, jest prawdą, a co fałszem? W tym świecie musisz mieć w sobie coś, czego nie kupisz w sklepie. To świadomość, odporność, autentyczność. I pamiętaj — ty wybierasz, co wpuszczasz do swojej duszy, co daje Ci energię, a co ją odbiera.
Brat, bratu bratem — razem możemy podbijać świat. Nie dla innych, nie dla opinii, nie dla lajków, nie dla aprobaty. Ale dla siebie i dla ludzi, którzy mają odwagę być prawdziwi. Bo w tym świecie, pełnym sztuczności i presji, prawdziwa siła polega na pozostaniu sobą, niezależnie od tego, co mówią inni.
I to jest sedno. Olewka, dystans, świadomość własnej wartości, odwaga, by patrzeć prawdzie w oczy. To nie jest lekceważenie życia ani innych ludzi. To strategia, która pozwala zachować spokój, równowagę i pasję, nawet gdy świat wokół szaleje.
Ja tu zostaję – manifest życia w chaosie
Ja tu zostaję. Nie dla tłumu, nie dla lajków, nie dla cudzych oczekiwań. Ja tu zostaję dla siebie — dla tego wewnętrznego ognia, który nie pozwala mi uciekać od życia, nawet gdy wiatr wieje w oczy, nawet gdy świat stara się zgasić moją iskrę.
Nie ma nic piękniejszego niż świadomość własnej wartości, świadomość, że każdy upadek, każda strata, każda nieprzespana noc jest lekcją, która buduje siłę i charakter. W tym świecie pełnym wampirów energetycznych, ludzi żądnych kontroli, manipulacji i fałszu, olewka nie jest luksusem — jest tarczą, jest strategią, jest twoją własną wolnością.
Nie chodzi o to, aby być najlepszym, aby nigdy się nie mylić. Nie jest człowiekiem ten, kto nie popełnia błędów. Chodzi o to, aby mieć odwagę stać w prawdzie, nawet jeśli oznacza to samotność, krytykę i nieporozumienie. Każda łza, każdy gniew, każda radość — wszystko ma sens, jeśli jest autentyczne.
Niech nikt Ci nie mówi, że musisz ulegać, że musisz się zgadzać, że musisz cicho patrzeć, jak życie przepływa obok Ciebie. Ty decydujesz, jakie słowa wpuszczasz do swojego świata, jakie emocje karmią Twój ogień, a jakie wypalasz w olewce ciszy i spokoju.
Czasem w życiu trzeba krzyczeć w niebogłosy, biegać po deszczu, kochać bez ograniczeń i walczyć o siebie, nawet gdy wszyscy inni milczą lub krytykują. Bo życie nie czeka. Czas przelatuje, odwrócona klepsydra uświadamia, że każdy moment jest niepowtarzalny. Nie możesz pozwolić, aby złe fazy, hejt czy fałsz innych odebrały Ci prawdę i energię.
Kocham olewkę. Topię w niej wrogów jak w tanim winie. Jest moją tarczą, moją receptą, moją wolnością. I tak jak każdy z nas ma prawo popełniać błędy, tak samo każdy ma prawo powiedzieć: „Ja tu zostaję” — niezależnie od tego, co mówią inni, niezależnie od presji społeczeństwa, niezależnie od wampirów energii i chaosu świata.
Nie dla aprobaty, nie dla nagród, nie dla pieniędzy. Dla autentyczności. Dla pasji. Dla życia, które nie ucieka, które pali się w Tobie niczym ognisko w ciemności. Brat, bratu bratem. Razem możemy patrzeć w oczy trudnościom, razem możemy krzyczeć, tańczyć, pisać, kochać. Bo w tym świecie, który tak często próbuje nas złamać, największą siłą jest pozostanie sobą, nieugięcie, świadomie, z pełnym ogniem w sercu.
I choć świat będzie próbował nam wmówić, że musimy milczeć, że musimy dostosować się do wygodnych narracji, że powinniśmy bać się własnych emocji — my wybieramy inaczej. My zostajemy. My żyjemy. My czujemy.
Ja tu zostaję. Ty też możesz zostać. I w tym pozostaniu kryje się cała moc, cała siła i cała prawda życia. Bo nikt, nawet świat, nie może Ci odebrać tego, kim naprawdę jesteś.
PS:
Jeśli przeczytałeś/przeczytałaś cały tekst, to gratuluję. Jesteś wśród nielicznych, którzy go przeczytają w pierwszych dniach publikacji.Dziękuję wszystkim, za dobre słowo i wsparcie. Buzi, kocham cię, tęskniłem, przytul mnie, jesteś dla mnie wszystkim.

Przeczytałam, nawet do niektórych fragmentów wracałam. Właśnie, cenię w ludziach autentyczność, odwagę bycia sobą, wypowiadanie własnych opinii, kiedy inni wokół są zupełnie po przeciwnej stronie, bo muszą być tak bardzo poprawni i wola być z większością.
OdpowiedzUsuńDokładnie, to jest coś, co naprawdę wyróżnia ludzi — odwaga, żeby być sobą, nawet jeśli to oznacza iść pod prąd. Czasem to właśnie te osoby wnoszą świeże spojrzenie i inspirują innych do myślenia własną głową. Autentyczność zawsze ma większą wartość niż ślepe dopasowanie do większości.
Usuńgównoburze blogowe wywołują u mnie dość mieszane odczucia, z jednej strony jarmarczną uciechę /leją się! leją! LOL/, a z drugiej strony niesmak, że ludzie tak bardzo nie potrafią ze sobą rozmawiać... a to wszystko jest przyprawione pewną dozą empatii i zrozumienia, bo kto się w taką aferę nigdy nie wkręcił, to niech pierwszy rzuci kamieniem...
OdpowiedzUsuńnatomiast co do meritum, to powiem tak: blogosfera jest dla wszystkich, bez względu na rodzaj twórczości, bez względu na jej treść i formę... jeśli coś mi się nie podoba lub mnie nie interesuje, to po prostu nie czytam i odnoszę się do tego w komentarzach... więc choćby z tego powodu ani myślę Cię stąd wyganiać... a drugi powód taki, że nie jestem władny wyganiać stąd kogokolwiek, a także za kogoś decydować, co ma ze swoją obecnością tu zrobić... więc po prostu rób swoje, mnie nic do tego...
aha, bywają blogerzy, który kokietują odbiorców wizją swojego odejścia... to jest taka przypadłość, która się trafia niektórym w pewnych wczesnych okresach ich działalności... mnie się akurat nigdy nie trafiło, ale nieraz to widziałem... większości to przechodzi samo, niczym odra w dzieciństwie... więc nie ma co tworzyć z tego zagadnienia... a ja takich prosić nie będę, aby zostali, bo to tylko wzmacniałoby ich chorobę... wystarczy poczekać, sprawa się w końcu wyjaśni bez mojego udziału...
p.jzns :)
Twój opis „gównoburzy” idealnie oddaje to, co widzimy w sieci. Masz rację, że czasem to po prostu spektakl emocji, a nie prawdziwa rozmowa. Fajne jest też Twoje podejście do blog sfery — pełen luz, tolerancja i świadomość, że każdy ma prawo tworzyć i być sobą. To bardzo zdrowe podejście: nie angażować się w niepotrzebne dramaty, a po prostu robić swoje i obserwować z dystansem.
UsuńBardzo mnie rozczarowal Twoj PS2, nie spodziewalabym sie po Tobie takiego braku manier. Ja wiem, ze blog to Twoje terytorium, piszesz, co Ci lezy na duszy i jesli komus sie to nie podoba, nie musi czytac, ale takie sformulowania "pier*ol się i nigdy nie wracaj" sa raczej godne menela spod budki z piwem. Cos malo jestes, jak widac, odporny na krytyke.
OdpowiedzUsuńPrzyznaję, że moje słowa były ostre. Czasem emocje biorą górę i człowiek pisze coś, czego potem żałuje. Dzięki za szczerą opinię, na pewno postaram się bardziej uważać na formę, nawet jeśli temat mnie poruszy. Przyznaje się bez bicia i wszystko biorę na klatę
UsuńPrzyznaje, że często najpierw przewijam stronę u Ciebie, bo piszesz bardzo długie teksty, czasami zbyt długie, ale to moje zdanie.
OdpowiedzUsuńPS 2 bardzo emocjonalne, ale i mało dojrzałe, przemyśl to.
Masz całkowitą rację, czasem piszę naprawdę długo i wiem, że dla niektórych to może być męczące ale lubię pisać😅. Co do PS2, dzięki za szczerość. Faktycznie emocje wzięły górę i mogło to zabrzmieć mało przemyślanie. Doceniam, że dałaś znać, postaram się w przyszłości bardziej nad tym panować.
UsuńNiestety pisząc publiczne teksty czy nagrywając rolki do internetu trzeba liczyć się z tym, że znajdzie się zawsze ktoś kto napisze coś dla nas nieprzychylnego. Intencje bywają różne, czasami wynika to z nieporozumień, czasami z zazdrości, a czasami z zawiści ludzkiej.
OdpowiedzUsuńTo, że zapytano czy jesteś AI potraktowałabym jako komplement ;) Choć przyznam, że w pierwszej chwili jest to oburzające :) (mój komentarz do poprzedniego posta- siostra zapytała czy mój wywód to IA). Jakby nie było trzeba się uodpornić na takie zdarzenia bo pytanie FrauBe mimo, że jest kłujące to jeszcze nie hejterskie, a przed Tobą na pewno jeszcze sporo hejtu bo taki jest internet niestety.
Całkowicie rozumiem, że cię to ubodło. Nie zrozumie nikt, kto nie miał podobnej sytuacji w życiu ;) No bo robisz coś człowieku. Starasz się, dopieszczasz i gdy w końcu jesteś z siebie dumny i publikujesz owe dzieło to myślą, że IA. Kiedyś nikt by nie zapytał czy to IA, teraz zapyta co drugi.
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że to co robisz sprawia ci frajdę i jest dla Ciebie pasją i poniekąd też terapią, tak jak dla mnie moje konie. I najważniejsze to robić swoje i nie oglądać się na innych :) Bywaj!
To, że ktoś kwestionuje naszą pracę, naprawdę może zaboleć, zwłaszcza gdy wkładamy w nią całe serce 😔. Ale uwielbiam Twój sposób myślenia: traktować to jako część gry internetu, a nie atak personalny. To, co piszesz o pasji i przyjemności z tworzenia, jest kluczowe – w końcu to dla siebie robimy, nie dla komentarzy innych ludzi 😊. Czasami naprawdę najlepszym sposobem na hejt czy docinki jest po prostu uśmiechnąć się i iść dalej, bo nikt nie zna tej radości, jaką daje nam nasze własne „dzieło”. Twój przykład z końmi świetnie to pokazuje – pasja daje siłę. Szkoda że tak daleko mieszkamy, uwielbiam konie bo to jedne z najlepszych i najładniejszych zwierząt. Serdecznie pozdrawiam
UsuńDaleko to fakt ;) Ale konie to nie rzadkość, a w okolicy Krakowa też jest ich dużo :) Zwłaszcza stajnia w Michałowie z pięknymi końmi arabskimi. Zazdroszczę, że masz do niej tak blisko :)
UsuńTeż mam wrażenie, że takie miejsca mają swój niepowtarzalny klimat 😊 Możliwość podjechania tam w każdej chwili to naprawdę luksus, szczególnie kiedy można po prostu postać chwilę przy ogrodzeniu i popatrzeć na te dostojne zwierzaki. Konie mają w sobie coś, co od razu uspokaja i poprawia humor 😊 jak byłem mały, młody zwał jak zwał to chciałem mieć swój własny dom i stajnie z dwoma koniami, jeden dla mojej kobiety a drugi dla mnie. Jest też stajnia pałacowa nie daleko Chrzanowa w Małopolsce. A w zeszłym roku organizatorzy zaprosili mnie na Cavialade do Krakowa jako VIP-a, miałem wszędzie dostęp nawet tam gdzie zwykły człowiek dostępu nie ma czyli za kulisy 😊
UsuńO patrz! Cavaliada VIP, marzenie! To jest dla mnie dopiero wyznacznik luksusu!
UsuńSerio? 😄 Dla jednych luksus to złote zegarki i pięciogwiazdkowe hotele, a dla innych właśnie takie wydarzenia – dobra atmosfera, emocje i możliwość bycia bliżej całej tej elegancji na żywo. W sumie coś w tym jest, bo takie przeżycia często dają więcej satysfakcji niż jakakolwiek materialna rzecz, w tym roku też dostałem zaproszenie ale przez przeziębienie nie dałem rady :(
UsuńFajna sprawa. Ja w przyszłym roku planuję się wybrać, ale jeszcze analizuję gdzie. Poznań lub Warszawa-te miejsca najbliżej.
UsuńKiedyś byłam w Poznaniu, ciasno było, ale nie narzekam.
Od tego roku niestety zrezygnowali z Cavaliady w Sopocie :( A szkoda... Odkładałam na ten rok, a tu zonk... w Sopocie już nie ma :(
No to masz twardy orzech do zgryzienia 😉 Poznań i Warszawa to jednak dwa różne klimaty, w Poznaniu bywa tłoczno, ale atmosfera jest naprawdę fajna. Warszawa z kolei daje trochę więcej przestrzeni i zwykle większy rozmach.
UsuńSzkoda tego Sopotu, serio… jak człowiek coś odkłada, planuje, a potem nagle okazuje się, że imprezy już nie ma, to potrafi zaboleć...
Taaa... chcemy czy nie, każdy tworzący jakąś treść w szeroko pojętym Internecie jest niestety narażony na krytykę czy jej gorszą odmianę, czyli zwykły hejt, szczególnie jak pisze się, jak choćby Ty o sprawach osobistych. Nikt za nikogo nie powinien, a nawet śmiem twierdzić, nie ma prawa decydować o czym chce pisać na Bloggerze, bo masz rację... tak, to jest Twoje własne miejsce. Emocje nigdy nie powinny brać górę, choć wiem doskonale, z własnego doświadczenie, że to nie jest łatwe, nie powinny pojawiać się po żadnej ze stron, tej komentującej, jak i tej treści tworzącej. Jak wiadomo złość i złe emocje to zły doradca.
OdpowiedzUsuńDokładnie tak, w tym wszystkim chodzi o zachowanie równowagi. Każdy z nas, kto publikuje w sieci, naraża się na różne opinie, czasem mniej przyjemne, ale w dużej mierze to od nas zależy, jak na nie zareagujemy. Twoje podejście jest naprawdę rozsądne, pokazywanie własnych przemyśleń i emocji to coś, co daje wartość, a jednocześnie trzeba pamiętać, żeby nie dać się wciągnąć w negatywne emocje innych. Internet potrafi być brutalny, ale jeśli zachowamy spokój i szacunek, tworzenie pozostaje przyjemnością, a nie źródłem frustracji.
UsuńNie ma lekko, czasem tekst czytam ,,na raty,, nie tylko tutaj. Gdy nie dawałam sobie rady ze ,,sobą,, , bo denerwował mnie czyjś brak elastyczności- opuszczalam bloga na jakiś czas. Czytałam, ale nie komentowałam.
OdpowiedzUsuńCzuje się, że z kims gadka się klei- albo nie klei. I nie chodzi nawet o róznice poglądów, tylko o to ,,zmęczenie,, samą wymianą zdań. Nie ma przepływu energii :-) pomiędzy.
Bardzo dobrze to ujęłaś, czasem najlepszym wyjściem jest zrobić krok w tył i złapać oddech. Czasem rozmowa po prostu nie „płynie” i nie ma w tym nic złego, każdy ma prawo poczuć zmęczenie. Ważne, że potrafisz rozpoznać te momenty i dać sobie przestrzeń, zamiast wchodzić w dyskusję na siłę. Takie podejście naprawdę pozwala zachować spokój i nie tracić energii na coś, co i tak nie daje satysfakcji.
UsuńTekst świetnie oddaje dzisiejsze społeczeństwo żyjące życiem innych. Ja zawsze staram się być sobą i nie krytykować dla samej krytyki. Nie da się zadowolić wszystkich. Krytyka jest nieunikniona, a wrażliwość bez dystansu staje się ciężarem. Krytykować też trzeba umieć. Twoje teksty zawsze skłaniają do zastanowienia. Wyłuszczasz zagadnienie tak, że dostrzegam inną stronę tematu. Teraz też czytając Twój tekst miałam takie odczucia.
OdpowiedzUsuńDokładnie tak. Fajnie, że podkreślasz, jak ważne jest zachowanie własnej autentyczności i dystansu, naprawdę niewiele osób potrafi podejść do krytyki konstruktywnie. Twoje słowa idealnie pokazują, że dobry tekst to taki, który nie tylko informuje, ale też zmusza do myślenia i pokazuje różne perspektywy. To super, że potrafisz dostrzegać te niuanse, dzięki takim komentarzom widać, że każda twórczość ma sens i naprawdę trafia do ludzi.
UsuńW internetach bywa różnie. Jak wszędzie. Bywało, przez te wszystkie lata, że ludzie/awatary czyli z netu, potrafili mnie przyblokować na tyle swoimi hejtami, że przestawałam pisać wiersze, publikować cokolwiek. Ale się odradzałam jak mityczny Fenix. Ale to przepracowałam. A tych ludzi często już nie ma np. na portalach poetyckich. Teraz stosunkowo szybko odpuszczam. Odchodzę. Wchodzę w swoją przestrzeń. Mam dużo dobra i wsparcia w mężu i córce.
OdpowiedzUsuńNie podoba mi się słowo olewka.Jest nieładne i niewiele w sumie znaczy.
Najnowsze jednak jest, jak pisał Mistrz Młynarski robić swoje.
PS Czytam, bo mam nawyk belferski, ale nie zawsze mam siłę się rozpisywać w komentarzu.
Internet potrafi zmęczyć bardziej niż realne życie, bo hejt jest bez twarzy i często bez odpowiedzialności. Najgorsze jest to chwilowe podcięcie skrzydeł, kiedy człowiek zaczyna wątpić nie w komentarze, tylko w siebie. A jednak wracasz. I to jest najważniejsze. Nie dlatego, żeby coś komuś udowodnić, tylko dlatego, że pisanie jest Twoje.
UsuńPodoba mi się to, że mówisz o swojej przestrzeni. To brzmi dojrzale, nie jak ucieczka, tylko jak świadomy wybór. Czasem największą siłą jest właśnie wyjście z miejsca, które odbiera energię. A wsparcie bliskich… to jest fundament, którego żaden portal nie zastąpi.
Co do „olewki” – ja lubię te słowo. Ma w sobie coś lekceważącego, taką grubą kreskę zamiast refleksji. „Robić swoje” brzmi inaczej. Spokojniej. Z godnością. Bez napinania się i bez tłumaczenia komukolwiek.
I jeszcze to ostatnie, czytanie bez siły na rozpisywanie się. To bardzo ludzkie. Czasem sama obecność i uważność znaczą więcej niż długi komentarz. Nie zawsze trzeba mieć energię na wszystko. Dobrze, że wiesz, kiedy odpuścić. I dobrze, że wiesz, do czego wracać.
Wszystko w punkt, świetnie to wszystko ująłeś i dobrze, że zostajesz. Mój postowy cykl "Wdech, wydech" to też taki mały manifest, hołd dla samej siebie, szukanie ciszy w chaosie. Kto przeczyta i się zaduma- świetnie, kto przeczyta i wyśmieje- to też ok, każdy ma prawo do wyrażanie swojej opinii, a mój blog to moje i tylko moje miejsce. Jak mówi przysłowie: "Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził".
OdpowiedzUsuńPodoba mi się Twoje porównanie życia i zdarzeń do lasu- ta metafora jest mi bardzo bliska, a w każdym lesie ścieżek jest wiele...
Zdrowia życzę!
W tym, co piszesz, nie ma ani przekory, ani potrzeby udowadniania czegokolwiek. Jest zgoda na to, że świat reaguje różnie, a Ty i tak robisz swoje. To daje ogromną wolność.
Usuń„Wdech, wydech” brzmi jak coś więcej niż cykl – jak rytuał. Taki moment zatrzymania, kiedy człowiek przypomina sobie, po co to wszystko. Szukanie ciszy w hałasie to w ogóle piękna umiejętność. Nie każdy ją ma, a jeszcze mniej osób potrafi ją nazwać.
I dobrze, że traktujesz swoją przestrzeń jak dom, z otwartymi drzwiami, ale bez przymusu. Kto chce, wchodzi i zostaje na chwilę. Kto nie czuje klimatu, idzie dalej. To naprawdę zdrowe podejście.
Metafora lasu też do mnie trafia. Jedni wybierają szeroką drogę, inni wąską ścieżkę, ktoś czasem zabłądzi, ktoś odkryje polanę, o której nie miał pojęcia. I chyba właśnie w tym jest sens – w szukaniu swojej trasy, a nie tej najbardziej uczęszczanej.
Dziękuję za dobre słowo i życzenia. Odwzajemniam – spokoju, siły i wielu własnych, dobrze wydeptanych ścieżek. Dziękuję już mi dużo lepiej 😊
Olewka, ciekawe słowo, samo w sobie niesie pewną ignorancję i chęć obrony przed tym co złe. Z drugiej strony może być wykorzystywana do odgrodzenia się od drugiego człowieka. Możemy w niej pójść o krok za daleko. Możemy w ten sposób zrazić drugą osobę, która nam dobrze życzy i może nawet nam na niej zależy. Jak znaleźć równowagę w olewce? Jak ją stosować tylko do obrony, a nie do biernego ataku?
OdpowiedzUsuńTo wcale nie jest takie proste, jak się wydaje. Chyba klucz tkwi w intencji. Jeśli coś ignorujemy, żeby nie dać się wciągnąć w bezsensowną spiralę – okej. Jeśli robimy to, żeby kogoś ukłuć albo pokazać wyższość, to już nie jest obrona, tylko cichy atak. Dobrze też czasem zadać sobie pytanie: czy ta osoba naprawdę przekracza moje granice, czy po prostu mówi coś, czego nie chcę słyszeć?
UsuńRównowaga to chyba świadomość – wiedzieć, kiedy milczenie jest spokojem, a kiedy ucieczką. I mieć odwagę powiedzieć wprost, co nam nie pasuje, zamiast chować się za obojętnością.