Przejdź do głównej zawartości

Dom dobry (2025)

 


 

Kiedy myślę o domu, w którym dorastałam, zawsze pojawia się w mojej głowie obraz dźwięków: stłumione kroki na schodach, trzask zamykanych drzwi, czasem cichy płacz w kuchni. Dom nie jest tylko miejscem, gdzie mieszkamy – to przestrzeń, w której kształtują się nasze poczucie bezpieczeństwa, granice wolności, a czasem też nasz strach. I choć każdy z nas doświadcza domu inaczej, istnieją sytuacje, które – niezależnie od tego, jak starannie próbujemy je odsunąć – zostają z nami na zawsze. Historia Gosi, bohaterki Domu dobrego, jest w tym sensie uniwersalna, choć brutalnie konkretna: młoda kobieta wraca do rodzinnego miasta, chcąc rozpocząć nowe życie, wyzwolić się spod wpływu toksycznej matki, podjąć pracę, studiować, kochać i być kochaną. Ale życie, jak pokazuje Smarzowski, rzadko pozwala na prostą drogę.

To, co uderza już w pierwszych scenach filmu, to głęboka prawda o relacjach międzyludzkich – o tym, jak cienka granica dzieli opiekę od kontroli, miłość od manipulacji. Gosię otacza świat, który z jednej strony obiecuje niezależność, a z drugiej – próbuje ją wciągnąć w pułapki, których nie widać na pierwszy rzut oka. Matka – alkoholiczka, emocjonalnie rozchwiana, obwiniająca własne dzieci za wszystkie niepowodzenia – jest w tym świecie zarówno przeszkodą, jak i symbolem mechanizmów, które nas kształtują. Nie chodzi tylko o jednostkowe dramaty, lecz o codzienne, subtelne naruszenia wolności, o drobne zdrady i kompromisy, które z czasem stają się systemem ucisku.

Smarzowski nie maluje tu prostych kontrastów między dobrem a złem. Nie ma bohaterów czarno-białych. Nawet Grześ, mężczyzna, w którym Gosia zakochuje się przez aplikację randkową, początkowo wydaje się ideałem – starszy, wrażliwy, inteligentny, może nawet troskliwy. Ale to, co na początku jest obietnicą bezpieczeństwa, powoli przeradza się w narzędzie kontroli, a później w źródło traumy. I nagle, gdy patrzymy na życie Gosi, zaczynamy uświadamiać sobie własne doświadczenia: ile razy odczytywaliśmy świat na pozór przyjazny, a on okazywał się zdradliwy? Ile razy miłość, zaufanie i bliskość stały się pułapką, której nie zauważyliśmy?

W tej opowieści nie ma prostych pocieszeń ani łatwych rozwiązań. Jest napięcie, które czuć już w codziennych, drobnych gestach – w milczeniu matki, w pozornie niewinnych słowach partnera, w decyzjach, które podejmujemy w nadziei, że świat będzie nas chronił. I w tym właśnie tkwi siła Domu dobrego: nie daje widzowi łatwego oddechu. Nie ucieka w symbolikę ani metafory, tylko wciąga nas w fizyczną, psychologiczną przestrzeń Gosi, zmuszając do odczuwania jej lęku, dezorientacji i samotności.

To film, który przypomina, że dom nie jest zawsze bezpieczny, a życie – nawet gdy wydaje się uporządkowane – może zaskoczyć swoim mrokiem. I że przetrwanie nie zawsze oznacza zwycięstwo; czasem to po prostu zdolność, by wstać kolejnego dnia i spojrzeć w lustro, wiedząc, że pomimo ran, bólu i zdrady, wciąż jesteśmy tu i mamy prawo do własnej historii.

 


 

  

Gosia jest postacią, która od pierwszych chwil filmu przyciąga uwagę swoją energią, inteligencją i chęcią niezależności. Można by pomyśleć, że jej powrót z Wysp Brytyjskich do rodzinnego miasta to wyłącznie powrót do korzeni, do czegoś znajomego i bezpiecznego. Ale Smarzowski pokazuje nam szybko, że nie ma powrotu do świata, który dawno przestał być przyjazny. Matka – alkoholowa i emocjonalnie rozchwiana – nieustannie wtrąca się w życie córki, mieszając poczucie winy z manipulacją i drobnymi aktami przemocy psychicznej. Każde słowo, każde spojrzenie matki jest jak kolejny mały kamień, który stopniowo przygniata Gosię. To nie dramatyczne krzyki, które w filmach często robią największe wrażenie, ale ciche, codzienne zło, które Smarzowski pokazuje z chirurgiczną precyzją – bo to ono w życiu realnym niszczy najbardziej.

Relacja Gosi z Grześkiem z początku wydaje się odskocznią, obietnicą lepszego świata. To miłość, która rodzi się w cyfrowej przestrzeni aplikacji randkowej, w czasach, gdy emocjonalna bliskość jest często filtrowana przez zdjęcia i krótkie wiadomości. Spotkanie z Grześkiem jest pełne nadziei: rozmowy o marzeniach, plany wspólnej przyszłości, wakacje w Wenecji, zaręczyny – świat wydaje się prosty, a problemy znikają. Jednak Smarzowski, mistrz subtelnej destrukcji, pokazuje, jak szybko idyllę potrafi rozsadzać prawdziwe życie. Niespodziewane pojawienie się byłej żony Grześka i wiadomość o jego synu to pierwsze kroki w kierunku lawiny, która nieubłaganie się toczy.

To, co wyróżnia „Dom dobry”, to sposób, w jaki pokazuje przemoc. Nie jest to przemysłowa przemoc rodem z sensacyjnych thrillerów, gdzie wszystko jest oczywiste i jednoznaczne. Tutaj psychologiczny nacisk, manipulacja i kontrola są tak subtelne, że widz zaczyna czuć je w sobie. Każde zdanie Grześka wobec Gosi, każdy „niewinny” gest, powoli wprowadza ją w stan niepewności i strachu. Jest w tym coś, co znamy z życia codziennego: początkowo drobne kłamstwa i wymagania, które z czasem stają się więzieniem. Mechanizm przemocy domowej, który Smarzowski opisuje, jest niebezpiecznie realistyczny – ofiara nie dostrzega momentu, w którym zaczyna tracić kontrolę nad własnym życiem.

Smarzowski mistrzowsko prowadzi narrację przez chaos emocjonalny Gosi. Nielinearna forma filmu sprawia, że widz sam doświadcza dezorientacji i poczucia zagubienia, jak bohaterka. Przeskoki między wspomnieniami, planami na przyszłość, a dramatycznymi momentami przemocy sprawiają, że oglądając film, niemal czujemy pulsujący niepokój Gosi. To nie tylko obserwacja – to uczestnictwo w emocjonalnym huraganie.

Charakterystyka postaci jest tu wyjątkowa. Gosia nie jest bezradną ofiarą. Jej walka o siebie, o prawo do samodzielności, o życie w zgodzie z własnymi marzeniami, jest pełna napięcia, sprzeczności i emocjonalnych zrywów. Jej matka nie jest tylko antagonistką – jest także nośnikiem traum i problemów, które kształtują Gosię. Grześ natomiast jest przerażająco realistyczny: początkowo kochający, później opanowany i niebezpieczny. Tomasz Schuchardt daje postaci warstwę, która sprawia, że nie jest jednoznacznie zła – jego bohater to ktoś, kto działa według własnych potrzeb i pragnień, nie zważa na konsekwencje dla innych. I w tym tkwi tragedia Gosi: świat zewnętrzny, w którym ofiary przemocy są często ignorowane, uznają Grześka za idealnego człowieka.

Film nie pokazuje przemocy przez pryzmat alkoholu czy innych substancji, co jest odważnym wyborem Smarzowskiego. To przypomnienie, że przemoc domowa nie potrzebuje dodatków – może istnieć w pełnej krasie sama w sobie, w czystej formie manipulacji i dominacji. Mechanizmy wpadania w toksyczne relacje są subtelne i skomplikowane: początkowo zakochujemy się w obietnicy bezpieczeństwa, zaufania i bliskości, by później zostać wciągnięci w labirynt kontroli i strachu.

Równolegle film bada, jak trauma wpływa na codzienność ofiary. Każdy drobny gest, rozmowa czy spojrzenie stają się polem bitwy o zachowanie własnej tożsamości. Smarzowski pokazuje także, jak przemoc domowa wplata się w relacje rodzinne i społeczne – obojętność otoczenia, fałszywa reputacja sprawcy i brak wsparcia w krytycznych momentach pogłębiają izolację ofiary. Gosia, zmuszona do ucieczki z domu, trafia do ośrodka dla kobiet doświadczających przemocy – symbol miejsca, które pozwala na odbudowę siebie, ale też przypomina, jak trudna i kosztowna jest droga ku samodzielności.

Nie sposób nie zauważyć, jak film traktuje kwestie przemiany bohaterki. Gosię poznajemy jako młodą, pełną energii kobietę, która marzy o życiu wolnym od ograniczeń. Z czasem jej doświadczenia formują ją na nowo – widać to w każdym spojrzeniu, każdym geście. Film pokazuje, że proces uzdrawiania po przemocy jest stopniowy, bolesny, niejednoznaczny. Nie ma w nim triumfalnego finału ani łatwego happy endu – jest prawdziwe życie, z jego bólem, lękiem i powolnym odbudowywaniem siły.

„Dom dobry” to także refleksja nad miejscem jednostki w społeczeństwie. Smarzowski poprzez osobiste doświadczenia Gosi pokazuje mechanizmy władzy, kontroli i społecznego oceny. To, co oglądamy, nie jest tylko historią jednej kobiety – to lustro, w którym każdy z nas może zobaczyć swoje uprzedzenia, błędy i mechanizmy, które kształtują nasze relacje.

W tej warstwie osobistej film jest niemal psychologicznym eksperymentem – zmusza do introspekcji, do zadawania sobie pytań o granice własnej wolności, o to, co jesteśmy w stanie zaakceptować i jak reagujemy na zło w naszym otoczeniu. Przez te wszystkie elementy Smarzowski tworzy obraz, który nie daje widzowi komfortu – wciąga w życie bohaterki i nie pozwala odetchnąć, bo każda decyzja, każda emocja, każda scena jest pełna znaczenia.

 


 



 

Zakończenie „Domu dobrego” nie daje łatwego oddechu – Smarzowski nie serwuje pocieszenia ani poczucia triumfu. Ale jednocześnie daje coś znacznie ważniejszego: prawdę o tym, jak wygląda życie po przemocy, jak trudno się z niej wydostać i jak cenne jest odnalezienie w sobie siły do kontynuowania codzienności. Gosia nie wychodzi z tego filmu jako zwyciężczyni w klasycznym sensie, ale jako kobieta, która stawiła czoła własnym lękom, słabościom, traumie i – paradoksalnie – dzięki temu zyskała większą kontrolę nad swoim życiem. To, co widzimy na ekranie, to nie hollywoodzki finał pełen dramatycznych gestów i triumfalnych słów, ale powolna, pełna napięcia odbudowa własnej tożsamości.

Najważniejsze w „Domu dobrym” jest to, że Smarzowski wciąż pamięta o tym, czym jest realizm społeczny i psychologiczny. Nie chodzi tu o efekty specjalne czy spektakularną akcję – chodzi o człowieka i jego codzienny dramat. Każdy gest Gosi, każdy jej niepewny krok w świecie, który ją krzywdzi, uświadamia nam, że przemoc domowa to nie jest abstrakcyjny problem z gazet ani temat do dyskusji na forum – to codzienność tysięcy osób, które nie mają głosu ani wsparcia. Film zmusza widza do empatii i do konfrontacji z własnymi wyobrażeniami o bezpieczeństwie, miłości i kontroli.

Co w tym wszystkim porusza najbardziej, to nie sama przemoc, lecz mechanizmy, które ją umożliwiają – brak reakcji otoczenia, zafałszowana reputacja sprawcy, powszechna obojętność. Smarzowski pokazuje, że to nie wina ofiary, że cierpi – to świat zewnętrzny, ze swoją obojętnością i ignorancją, jest prawdziwym współsprawcą. I w tym sensie film staje się apelem: do społeczeństwa, do ludzi, do nas samych – bądźmy czujni, wrażliwi, gotowi zauważyć, rozpoznać i reagować, zanim przemoc przybierze na sile.

Równocześnie „Dom dobry” jest świadectwem siły człowieka – a konkretnie kobiety, która decyduje się nie poddać, nie pozwolić, aby trauma zdefiniowała całe jej życie. Gosia staje się symbolem przetrwania w najczystszej formie: nie przez heroiczne czyny, ale przez codzienną walkę, przez świadomość i decyzje, które podejmuje w swojej izolacji i samotności. To film o odbudowie siebie od podstaw, o tym, że wolność i autonomia są cenne, ale kosztowne, i że nie da się ich zdobyć łatwo ani szybko.

I wreszcie – „Dom dobry” zmusza do refleksji nad tym, czym jest dom w ogóle. To nie tylko miejsce fizyczne, nie tylko cztery ściany, ale przestrzeń emocji, relacji, konfliktów, zaufania i zdrady. Smarzowski pokazuje, że dom może być więzieniem tak samo jak miejscem bezpieczeństwa, a prawdziwe bezpieczeństwo trzeba budować w sobie samym, bo na zewnątrz nie zawsze można liczyć na sprawiedliwość czy ochronę.

Po obejrzeniu filmu trudno nie odczuwać mieszanki emocji – gniewu, smutku, współczucia i… ulgi, że mimo całego zła istnieje szansa na wyjście z tego piekła. Film pozostawia nas z pytaniami, które długo nie odchodzą: jak reagujemy, gdy widzimy cierpienie innych? Jakie mechanizmy pozwalają przemocy się rozwijać? I przede wszystkim – czy potrafimy w sobie znaleźć odwagę, by nie stać się częścią problemu, tylko częścią rozwiązania?

„Dom dobry” jest brutalny, niewygodny i nie pozwala uciec od konfrontacji z rzeczywistością. Ale jest też filmem potrzebnym, prawdziwym i głęboko ludzkim. To historia o tym, że nawet w świecie pełnym przemocy, manipulacji i złudzeń istnieje możliwość odzyskania siebie, swojej autonomii i swojej godności. Smarzowski nie daje nam prostych odpowiedzi, ale daje nam lustro, w którym możemy zobaczyć zarówno zło, jak i siłę, które w nas tkwią.

I to właśnie czyni ten film tak wyjątkowym – nie opowiada o bohaterach, którzy wygrają wszystko, ale o ludziach, którzy uczą się żyć mimo wszystkiego. „Dom dobry” to film, który zostaje z nami długo po zakończeniu seansu, który zmusza do refleksji i przypomina, że czasem największa odwaga polega na zwykłym trwaniu i odnajdywaniu w sobie światła w najbardziej mrocznych momentach.

 


 

Komentarze

  1. Napisałeś Andrzeja recenzję bardzo .... fachową.
    Nie byłam na tym filmie i nie pójdę. Nie dlatego że te sprawy znam z autopsji, ale dlatego że znam je zza ścian swojego mieszkania i z opowieści wielu osób. To bardzo okrutny temat. A najgorsze że nigdy żadne instytucje nim się nie zajęły. Do dzisiaj w niektórych środowiskach istnieje beznadziejne powiedzenie że "jak chłop baby nie bije, to wątroba w niej gnije". I że nadal akceptuje się przemoc - i to zarówno tę fizyczną jak i psychiczną, ekonomiczną i ... jeszcze inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię. Są tematy, które są tak ciężkie, że człowiek po prostu nie ma siły oglądać ich jeszcze na ekranie. Czasem wystarczy to, co się widziało albo słyszało w realnym życiu. To nie jest ucieczka – to zwykła ochrona siebie.

      Najbardziej przygnębiające jest właśnie to przyzwolenie, które w niektórych miejscach nadal funkcjonuje. Te teksty „dla żartu”, niby powiedzonka, w praktyce normalizują coś, co nigdy nie powinno być uznane za normalne. A przemoc nie kończy się na siniakach – bywa cicha, długotrwała, wyniszczająca psychicznie i finansowo.

      Smutne jest też poczucie bezradności wobec instytucji, które teoretycznie powinny reagować. Dopóki temat zamiata się pod dywan albo sprowadza do „spraw rodzinnych”, dopóty niewiele się zmieni. Dobrze, że coraz więcej osób o tym mówi głośno – nawet jeśli to trudne i niewygodne. Milczenie zawsze działało na korzyść sprawców.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy warto iść na jarmark bożonarodzeniowy w tym roku?

    W tym roku postanowiłem po raz pierwszy wybrać się na jarmarki bożonarodzeniowe i przyznam szczerze, że doświadczenie przerosło moje oczekiwania. Odwiedziłem dwa miejsca, które zdecydowanie różnią się atmosferą, rozmiarem i sposobem prezentowania świątecznej magii – Kraków i Katowice. Już od samego wejścia na krakowski jarmark poczułem prawdziwą świąteczną aurę. Stoiska ciągnęły się jedno za drugim, a zapach pieczonych przysmaków, gorącego wina i aromatycznych przypraw wypełniał całe uliczki. Było ogromnie, tłumnie, kolorowo i… cenowo szaleńczo. 30 zł za bułkę z kiełbaską – tak, dobrze czytacie, kiełbaską, a nie kiełbasą – uderzyło mnie mocno, choć nie mogłem odmówić sobie spróbowania. Pomimo tego zaskoczenia uśmiech nie schodził mi z twarzy, bo jarmark w Krakowie ma w sobie coś, czego nie da się opisać słowami – atmosferę prawdziwej świątecznej krainy. Z kolei Katowice pokazały mi zupełnie inny wymiar świąt. Choć stoisk było mniej i bardziej kameralnie, organizatorzy post...

Sylwester 2026

    Sylwester 2026 zbliża się wielkimi krokami, a ja nie mogę się powstrzymać, żeby nie podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami i życzeniami na nadchodzący rok. To zawsze moment wyjątkowy – chwila, w której zatrzymujemy się na moment, podsumowujemy mijający rok i patrzymy w przyszłość z nadzieją, oczekiwaniem i odrobiną ekscytacji. Chcę, żebyście spędzili ten czas w sposób wyjątkowy – nie tylko celebrując ostatnie chwile starego roku, ale też tworząc małe rytuały, które pozwolą Wam wejść w 2026 z energią, uśmiechem i poczuciem, że przed Wami coś naprawdę dobrego. Życzę Wam przede wszystkim, żebyście w nowym roku mieli odwagę spełniać swoje marzenia, nawet te najmniejsze, które na co dzień odkładamy na później. Niech każdy dzień 2026 przynosi Wam choćby drobne powody do radości, a porażki traktujcie jak lekcje, które dodają siły i mądrości. Chciałbym, abyście otaczali się ludźmi, którzy dodają Wam skrzydeł, wspierają i potrafią cieszyć się razem z Wami z każdego sukcesu – b...

Życzenia świąteczne 2025

    Drodzy Czytelnicy, Niech te Święta Bożego Narodzenia będą pełne ciepła, radości i spokojnych chwil spędzonych w gronie najbliższych. Niech każdy dzień wypełni się uśmiechem, drobnymi cudami i chwilami, które zostaną w pamięci na długo. Życzę Wam, aby Nowy Rok przyniósł mnóstwo inspiracji, pozytywnej energii i odwagi do realizowania wszystkich marzeń – tych dużych i tych malutkich, które sprawiają, że życie staje się piękniejsze. Dziękuję, że jesteście ze mną – Wasza obecność sprawia, że każdy tekst ma sens i daje ogromną radość. Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku! 🎄✨