Ja tu zostaję

 


  Czasami zastanawiam się, czy ludzie naprawdę czytają ze zrozumieniem, czy tylko reagują odruchowo. Mój poprzedni artykuł — „Jesteś AI czy człowiekiem korzystającym z AI?” — wywołał małe zamieszanie. I choć nie o to mi chodziło, by kogokolwiek obrazić, świat pokazał swoją prawdziwą twarz: niecierpliwą, łatwo obrażającą się, gotową do skakania po wszystkim, co różni się od jej własnych wyobrażeń. I w tym chaosie ja, lekko przeziębiony, z kubkiem gorącej herbaty w ręku, wiem jedno: pisanie jest moją przystanią, moją przestrzenią wolności, moją formą oporu wobec hałasu i presji, które zdają się wdzierać do każdej szczeliny życia.

Bo życie — jeśli masz odwagę je zobaczyć naprawdę — nie jest delikatną równiną. Jest gęstym, nieprzewidywalnym lasem pełnym cieni, w których ludzie chowają swoje frustracje, uprzedzenia i lęki. I tak, jakby w odpowiedzi na moje słowa, pojawiła się fala komentarzy, które mówiły jedno: „Nie zgadzam się z Tobą”. Czasem wprost, czasem w sposób przebiegły, ukryty w półsłówkach i aluzjach. I choć większość z nich nie jest warta mojego gniewu, każdy z nich przypomina, że świat nie oczekuje, że będziesz sobą, tylko że będziesz wygodny dla innych.

W tym miejscu pojawia się olewka — nie jako cyniczne narzędzie obrony, ale jako sztuka przetrwania w świecie, który woli drwić niż słuchać. To nie jest rezygnacja. To selekcja bodźców, które pozwalają Ci zachować spokój i klarowność myśli, gdy wokół wszystko próbuje Cię wciągnąć w chaos. Kiedy cytuję klasyka:

„Olewka, tajna broń dla wrażliwych, uwalnia od stresów nad pobudliwych.
Nic cię nie ruszy, olewka zagłuszy, zapewni spokój niepokornej duszy.”

— wiem, że nie jest to pusty frazes. W świecie, gdzie każda opinia jest traktowana jak atak, odporność emocjonalna staje się luksusem, a jednocześnie koniecznością.

Bo prawda jest nieubłagana: nie zadowolisz wszystkich. Nigdy. Niezależnie od tego, jak bardzo będziesz się starał, zawsze znajdą się tacy, którzy Cię skrytykują, którzy będą chcieli Cię złamać, sprowadzić do ich własnej miary wartości. I w tym wszystkim ja stawiam sobie pytanie: czy moim obowiązkiem jest dopasować się do nich, czy bronić własnej przestrzeni i własnego głosu?

Mówię Wam — przestrzeń własna jest święta. Pisząc, mogę mówić wprost, mogę pytać głośno i mogę obserwować świat z bliska, bez upiększeń. Mogę analizować ludzi, którzy krzyczą, bo boją się ciszy, którzy obrażają, bo nie potrafią konfrontować swoich słabości. I choć to brzmi brutalnie, nie chcę się wycofać. Nie chcę udawać, że wszystko jest miłe i proste, bo wtedy tracę to, co w pisaniu najważniejsze: prawdę i kontakt z czytelnikiem, który jeszcze potrafi myśleć samodzielnie.

I tu zaczyna się prawdziwy wstęp do tego felietonu: nie jako zwykły tekst, ale jako manifest wierności sobie. Bo choć życie uderza w oczy wiatr, choć czasem czujesz, że jesteś małym, bezradnym człowiekiem w obliczu gigantycznego świata, możesz wziąć oddech i powiedzieć: „Ja tu zostaję”. Nie dla innych, nie dla opinii, nie dla lajków ani krytyki, ale dla siebie.

Pisanie, obserwacja, analiza — to wszystko nie jest tylko wyrażaniem siebie. To walka o spokój, o przestrzeń, o prawo do błędu i do sprzeciwu. To pokazanie, że można patrzeć na świat bez maski, że można mieć własny pogląd i nie dać się zgasić przez tłum, który woli powtarzać bezmyślnie cudze opinie.

Ten felieton jest więc początkiem czegoś więcej niż tylko tekstu. Jest przestrzenią, w której nie boję się mówić o tym, co trudne, skomplikowane i niekomfortowe. Jest miejscem, w którym mogę wprost zapytać: dlaczego ludzie czasem działają wbrew sobie? Dlaczego pozwalamy, aby emocje innych kontrolowały nasze decyzje? Dlaczego kultura „trollowania i krytyki” stała się standardem, a nie wyjątkiem?

I właśnie w tym wstępie chcę zostawić czytelnika z jednym jasnym przesłaniem: nie musisz zgadzać się ze mną, ale nie pozwól, aby świat uciszył Twój głos. Bo każdy z nas ma prawo powiedzieć „ja tu zostaję”, nawet jeśli wiatr wieje w oczy, nawet jeśli przed nami stoją trolle, krytycy i wampiry energetyczne.

 

 

Olewka, rzeczywistość i walka o własną przestrzeń

Wchodząc w świat komentarzy, opinii i nieskończonej krytyki, natychmiast zauważam, że większość ludzi nie potrafi spojrzeć na sytuację spokojnie. Reagują impulsywnie, jakby każde słowo było atakiem, a każda myśl wyzwaniem do wojny. To jest świat, w którym emocje stały się walutą, a zdrowy rozsądek — rzadkim luksusem. I właśnie tu, w tym chaosie, olewka staje się strategią życia, a nie tylko obroną.

Bo życie nauczyło mnie jednej rzeczy: jeśli pozwolisz, aby każdy głos narzucał Ci perspektywę, jeśli będziesz próbował zadowolić wszystkich, skończysz pusty, zagubiony i zmęczony. Dlatego uczę się oddzielać szum od wartości. Olewka nie jest brakiem empatii — jest sztuką przetrwania w świecie, który nie zawsze chce Cię zrozumieć.

Kiedy ktoś próbuje Cię sprowadzić do swoich standardów, reagować według cudzych norm czy wymagań, możesz się poddać lub wybrać własną drogę. Ja wybrałem tę drugą. I choć czasem czuję ciężar bycia niepopularnym, izolowanym w swojej prawdzie, wiem, że ta droga jest jedyną, która pozwala zachować integralność.

Nie chodzi tylko o odporność emocjonalną. Chodzi o świadomość siebie i odwagi do bycia sobą. Bo człowiek, który nie potrafi być autentyczny, łatwo staje się ofiarą własnych kompromisów. Widzę to codziennie: ludzie, którzy starają się przypodobać, tłamszą w sobie instynkty, pasje i pragnienia. Stają się bierni, przewidywalni, jakby życie miało ich trzymać w klatce.

A ja wolę działać inaczej. Wolę stawić czoła rzeczywistości z pełną świadomością, że nie jestem idealny, że mogę się mylić, że popełniam błędy, ale żyję prawdziwie. Bo prawdziwe życie nie jest opowieścią idealną, jest brutalne, nieprzewidywalne, pełne bólu i pasji jednocześnie.

Czasem czuję się jak obserwator w świecie, który lubi udawać, że rozumie. Widzę ludzi, którzy walczą o pozory, którzy szukają aprobaty, zamiast własnej drogi. I w tym wszystkim przypomina mi się wartość olewki. Bo olewka nie oznacza ignorowania świata — oznacza świadome wybieranie, co Cię dotyka, a co odbija się od Ciebie jak woda od gładkiego kamienia.

A przecież życie jest pełne tych momentów, kiedy trzeba zdecydować: czy reagować, czy zostawić za sobą chaos. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że reakcja na każdy bodziec jest wyczerpująca. Reagowanie na krytykę, trolli, złośliwe komentarze, fałszywe intencje — to wszystko wysysa energię. Dlatego wybrałem inną drogę: oddzielam to, co wartościowe, od tego, co szkodliwe, i w tym jest moja siła.

Ale nie myśl, że olewka jest łatwa. To wymaga dyscypliny, odwagi i świadomości własnej wartości. Każdy, kto myśli, że to bierna rezygnacja, nie rozumie, że to narzędzie w rękach świadomego człowieka, który wie, że życie nie kończy się na opinii innych. Bo opinia innych nie nakarmi Twojej duszy, nie zbuduje Twojej pasji i nie sprawi, że poczujesz, że jesteś naprawdę obecny w swoim życiu.

W tym kontekście pojawia się pytanie: co naprawdę chcemy osiągnąć w świecie pełnym hałasu i presji? Chcemy aprobaty? Chcemy ciepłych słów, które ulotnie się pojawiają i znikają? Czy chcemy żyć autentycznie, z pełnym poczuciem własnej mocy, nawet jeśli oznacza to konfrontację z niezrozumieniem innych? Ja wybieram to drugie.

I nie chodzi tu o egoizm. Chodzi o zdolność do zachowania swojej przestrzeni, do bycia człowiekiem, który nie ulega presji tłumu. Ludzie często nie rozumieją, że ignorowanie szumu nie jest brakiem wrażliwości, ale świadomym wyborem. Wyborem, który pozwala przetrawić świat, nie tracąc przy tym siebie.

 

 

Głód prawdy, wampiry energii i ogień w życiu

Widzisz, świat często wydaje się miejscem, gdzie trzeba udawać. Udawać, że wszystko jest w porządku, udawać spokój, udawać radość, nawet jeśli w środku burza. Ludzie boją się prawdy — swojej, cudzej, ogólnej. A ja nie boję się spojrzeć w oczy rzeczywistości, nawet jeśli czasem boli. Bo prawda, choć czasem ostra jak nóż, jest jedyną walutą, która naprawdę się liczy.

Nie jeden wampir energii stanie Ci na drodze. Ludzie, którzy chcą wysysać siłę, kontrolować emocje, manipulować oczekiwaniami. Ale ja się nie poddam. Nigdy. Nie chodzi o hajs, o sukces, o aprobatę tłumu. Chodzi o zrozumienie, o poczucie, że żyjesz autentycznie, że Twoje działania mają sens, że nie tracisz czasu na udawanie kogoś innego.

Człowiek nie rodzi się doskonały, a mimo to społeczeństwo wymaga od nas perfekcji. Ale nie jest człowiekiem ten, kto nie myli się wcale. Każdy błąd, każdy upadek, każda nieprzespana noc, każda łza jest częścią życia. Gdy wiatr wieje w oczy, ja dosypuję chili — metaforycznie i dosłownie. Bo życie bez ognia jest mdłe, bez pasji, bez prawdziwego smaku.

Chcę pisać dla tych, którzy czują, że coś w nich się pali. Dla tych, którzy wiedzą, że życie to nie tylko przetrwanie, ale walka o sens, o autentyczność i własny głos. Nie dla tłumu, który krytykuje, nie dla ludzi, którzy chcą Cię zredukować do swojego wyobrażenia. Dla Ciebie. Dla mnie. Dla nas, którzy jeszcze nie zgubiliśmy w sobie iskry.

Zrozumienie — to słowo, którego często brakuje. Bo w człowieku, niestety, często rodzi się kurestwo: z zazdrości, z lęku, z frustracji. Ale możemy temu przeciwstawić świadomą postawę, dystans i selekcję bodźców. Bo każdy z nas ma prawo powiedzieć „ja tu zostaję” — i zostać w świecie, który czasem nas rani, ale też pozwala doświadczać piękna.

Nie chcę być człowiekiem, który tylko reaguje. Chcę być aktywnym uczestnikiem życia, świadomym swoich błędów, swoich sił, swoich słabości. Każda łza, każdy upadek, każda strata jest lekcją. Odwrócona klepsydra czasu przypomina, że nie ma sensu marnować chwil, że każda decyzja, każda reakcja, każda odwaga ma znaczenie.

W tym wszystkim pojawia się muzyka, rytm życia, który nadaje sens codzienności. Bo nawet w chaosie, w gąszczu emocji, w świecie pełnym trolli, hejterów i ludzi pełnych wątpliwości, istnieje przestrzeń, w której możemy krzyczeć w wniebogłosy, śmiać się, płakać i kochać, bez poczucia winy i bez fałszu.

Diabeł bywa straszny tylko wtedy, gdy go malują. Ale kto maluje, a kto obserwuje? Kto decyduje, że to, co widzisz, jest prawdą, a co fałszem? W tym świecie musisz mieć w sobie coś, czego nie kupisz w sklepie. To świadomość, odporność, autentyczność. I pamiętaj — ty wybierasz, co wpuszczasz do swojej duszy, co daje Ci energię, a co ją odbiera.

Brat, bratu bratem — razem możemy podbijać świat. Nie dla innych, nie dla opinii, nie dla lajków, nie dla aprobaty. Ale dla siebie i dla ludzi, którzy mają odwagę być prawdziwi. Bo w tym świecie, pełnym sztuczności i presji, prawdziwa siła polega na pozostaniu sobą, niezależnie od tego, co mówią inni.

I to jest sedno. Olewka, dystans, świadomość własnej wartości, odwaga, by patrzeć prawdzie w oczy. To nie jest lekceważenie życia ani innych ludzi. To strategia, która pozwala zachować spokój, równowagę i pasję, nawet gdy świat wokół szaleje.

 

 

 

Ja tu zostaję – manifest życia w chaosie

Ja tu zostaję. Nie dla tłumu, nie dla lajków, nie dla cudzych oczekiwań. Ja tu zostaję dla siebie — dla tego wewnętrznego ognia, który nie pozwala mi uciekać od życia, nawet gdy wiatr wieje w oczy, nawet gdy świat stara się zgasić moją iskrę.

Nie ma nic piękniejszego niż świadomość własnej wartości, świadomość, że każdy upadek, każda strata, każda nieprzespana noc jest lekcją, która buduje siłę i charakter. W tym świecie pełnym wampirów energetycznych, ludzi żądnych kontroli, manipulacji i fałszu, olewka nie jest luksusem — jest tarczą, jest strategią, jest twoją własną wolnością.

Nie chodzi o to, aby być najlepszym, aby nigdy się nie mylić. Nie jest człowiekiem ten, kto nie popełnia błędów. Chodzi o to, aby mieć odwagę stać w prawdzie, nawet jeśli oznacza to samotność, krytykę i nieporozumienie. Każda łza, każdy gniew, każda radość — wszystko ma sens, jeśli jest autentyczne.

Niech nikt Ci nie mówi, że musisz ulegać, że musisz się zgadzać, że musisz cicho patrzeć, jak życie przepływa obok Ciebie. Ty decydujesz, jakie słowa wpuszczasz do swojego świata, jakie emocje karmią Twój ogień, a jakie wypalasz w olewce ciszy i spokoju.

Czasem w życiu trzeba krzyczeć w niebogłosy, biegać po deszczu, kochać bez ograniczeń i walczyć o siebie, nawet gdy wszyscy inni milczą lub krytykują. Bo życie nie czeka. Czas przelatuje, odwrócona klepsydra uświadamia, że każdy moment jest niepowtarzalny. Nie możesz pozwolić, aby złe fazy, hejt czy fałsz innych odebrały Ci prawdę i energię.

Kocham olewkę. Topię w niej wrogów jak w tanim winie. Jest moją tarczą, moją receptą, moją wolnością. I tak jak każdy z nas ma prawo popełniać błędy, tak samo każdy ma prawo powiedzieć: „Ja tu zostaję” — niezależnie od tego, co mówią inni, niezależnie od presji społeczeństwa, niezależnie od wampirów energii i chaosu świata.

Nie dla aprobaty, nie dla nagród, nie dla pieniędzy. Dla autentyczności. Dla pasji. Dla życia, które nie ucieka, które pali się w Tobie niczym ognisko w ciemności. Brat, bratu bratem. Razem możemy patrzeć w oczy trudnościom, razem możemy krzyczeć, tańczyć, pisać, kochać. Bo w tym świecie, który tak często próbuje nas złamać, największą siłą jest pozostanie sobą, nieugięcie, świadomie, z pełnym ogniem w sercu.

I choć świat będzie próbował nam wmówić, że musimy milczeć, że musimy dostosować się do wygodnych narracji, że powinniśmy bać się własnych emocji — my wybieramy inaczej. My zostajemy. My żyjemy. My czujemy.

Ja tu zostaję. Ty też możesz zostać. I w tym pozostaniu kryje się cała moc, cała siła i cała prawda życia. Bo nikt, nawet świat, nie może Ci odebrać tego, kim naprawdę jesteś.

 

 

 

PS:

Jeśli przeczytałeś/przeczytałaś cały tekst, to gratuluję. Jesteś wśród nielicznych, którzy go przeczytają w pierwszych dniach publikacji.Dziękuję wszystkim, za dobre słowo i wsparcie. Buzi, kocham cię, tęskniłem, przytul mnie, jesteś dla mnie wszystkim.

 

 

 


PS 2:

A jeśli cały tekst przescrollowałeś/przescrollowałaś, czytając tylko pierwsze zdania akapitów, lub uważasz jak: Pani od Puszka i Puszek oraz Frau Be oto skrót dla ciebie: pier*ol się i nigdy nie wracaj.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy warto iść na jarmark bożonarodzeniowy w tym roku?

Sylwester 2026

Życzenia świąteczne 2025