Nie pamiętam dokładnie, kiedy po raz pierwszy zauważyłem, że mój telefon przestał być tylko narzędziem do odbierania wiadomości. Był początkiem podróży, w którą nie planowałem wchodzić. Jesienny wieczór. Mgła wisząca nad ulicami miasta. Szedłem wzdłuż chodnika, pod kapturem kurtki, z telefonem w dłoni, wpatrzony w migające znaczniki na ekranie. „Sprawdzę tylko jeden portal, tylko chwilę” – pomyślałem. I wtedy stało się coś, co do dziś trudno mi w pełni opisać: świat wokół mnie nagle przestał być tylko tłem. Stał się częścią gry, częścią globalnej rozgrywki, której reguły były jednocześnie proste i niewyobrażalnie złożone. Każda latarnia, każdy pomnik, każda uliczna ławka – wszystko zyskało nowe znaczenie. Stara fontanna, przy której niegdyś przystawałem tylko po to, by złapać oddech, nagle stała się punktem strategicznym. Telefon w mojej dłoni nie był już tylko ekranem – był bramą do innego wymiaru, wymiaru, w którym każde miejsce na Ziemi mogło zmienić los globalnej gry ....