Jak pasja do słów zmieniła moje życie i uczy, czego nie mówią kursy

 

 

Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy po raz pierwszy poczułem, że słowa mają w sobie moc, którą można przekuć w coś więcej niż tylko zapis na papierze. Było to jeszcze przed pandemią, kiedy świat wydawał się stały i przewidywalny, a ludzie wokół mnie wciąż myśleli, że praca to rutyna od 9 do 17, a pasja – jeśli w ogóle istnieje – zostaje na marginesie życia. Ja wiedziałem jedno: nie chciałem żyć w tym schemacie. Chciałem pisać tak, żeby ludzie zatrzymywali się na moich zdaniach, żeby słowa wpływały na ich decyzje, emocje, a czasem nawet życie.

Zapisałem się wtedy na dwa kursy copywritingu. Nie dlatego, że miałem już plan na karierę, lecz dlatego, że czułem, iż bez profesjonalnego szlifowania talentu, moja pasja pozostanie tylko osobistym hobby. Pamiętam pierwsze zajęcia, pierwsze zadania domowe – było w nich coś brutalnie prawdziwego: nie wystarczy pisać pięknie, trzeba pisać skutecznie. I nagle okazało się, że słowa to nie tylko narzędzie do ekspresji, ale do działania, perswazji i sprzedaży.

Na kursach nauczyłem się czegoś, czego nie znajdziesz w reklamach typu „zostań copywriterem w 7 dni” ani w błyskotliwych postach na Instagramie. Nie chodziło o magiczne wzory, nagłówki, CTA czy listy punktowane. Chodziło o empatię do odbiorcy, analizę jego potrzeb, dopasowanie tonu, rytmu i emocji w każdym zdaniu. To było jak wejście do tajemniczego laboratorium – każdy tekst był eksperymentem, każda reakcja czytelnika – wskaźnikiem skuteczności.

Wtedy, w tym małym pokoju kursowym, zrozumiałem również brutalną prawdę o rynku: copywriting to nie bajka o szybkim zarobku i elastycznej pracy w piżamie. To rzemiosło, które wymaga cierpliwości, dyscypliny i nieustannego testowania swoich umiejętności w praktyce. I wtedy, zanim jeszcze pandemia zmieniła cały świat, pojąłem, że chcę zrobić z tego swoją drogę zawodową – że chcę być copywriterem nie tylko dla siebie, ale dla firm, marek i ludzi, którzy potrzebują skutecznych komunikatów.

Pandemia wstrząsnęła światem, ale dla mnie była też testem – przymusową próbą zastosowania wiedzy w praktyce. Małe firmy szukały sposobów na przetrwanie w internecie, klienci nie wiedzieli, jak mówić do swoich odbiorców online, a ja mogłem wreszcie sprawdzić, czy moje słowa mają moc w realnym świecie. Każda kampania, każdy artykuł, każdy opis produktu był testem: czy potrafię zmienić pasję w wynik, w reakcję, w sprzedaż. I nie, nie było łatwo. Były godziny pisania w ciszy, poprawiania setnego nagłówka, testowania CTA, które nie działało. Były frustracje, niskie stawki, oczekiwania klientów, które wydawały się nierealne.

Ale z każdym kolejnym zadaniem nauczyłem się jednej rzeczy: copywriting jest jak mięsień – im więcej go ćwiczysz, tym silniejszy się staje. A prawdziwa siła nie tkwi w znajomości wzorów ani w teorii marketingu – tkwi w umiejętności obserwowania ludzi, analizowania ich zachowań i dostarczania słów, które trafiają dokładnie tam, gdzie trzeba.

W tym felietonie chcę podzielić się tym, czego nauczyłem się od kursów, przez pierwsze zlecenia, po codzienną pracę copywritera. Chcę pokazać, że nie jest to łatwa droga, ale droga możliwa do przejścia dla każdego, kto ma pasję do słów i odwagę, by przetestować siebie w realnym świecie biznesu. Chcę, żebyście poczuli, że copywriting to nie tylko zawód – to sztuka, nauka i strategia w jednym, a każdy tekst może być małą rewolucją w świecie komunikacji.

Bo w końcu – niezależnie od tego, czy piszesz dla marki, bloga, czy własnego portfolio – słowa mają moc. Tylko trzeba wiedzieć, jak ich używać.

 


 

 

Od kursów do pierwszych zleceń – prawdziwe oblicze pracy copywritera

Po ukończeniu dwóch kursów copywritingu poczułem coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem w mojej pisarskiej drodze: wiem, że wiem niewiele, ale jednocześnie czuję, że mogę wszystko. To paradoks, który często pojawia się w pracy copywritera – im więcej się uczysz, tym bardziej uświadamiasz sobie, jak wiele jeszcze pozostaje do odkrycia. Kursy nauczyły mnie fundamentów: struktury tekstu, zasad perswazji, rytmu zdań, siły nagłówków i CTA. Ale prawdziwe życie copywritera zaczyna się dopiero wtedy, gdy stawiasz swoje pierwsze kroki w świecie realnych klientów.

Pierwsze zlecenia były jak wejście do innego wymiaru. Z jednej strony ekscytacja: ktoś zapłacił za moje słowa. Z drugiej – presja: czy moje teksty naprawdę działają, czy tylko brzmią dobrze w mojej głowie? Pamiętam, jak pierwszy raz poprawiałem opis produktu dla małego sklepu online – godziny testowania słów, zmieniania nagłówków, dostosowywania tonacji. Każdy detal miał znaczenie, bo w copywritingu nie ma miejsca na przypadek. Jeden źle dobrany wyraz może zniechęcić klienta, inny może sprawić, że kliknie „kup teraz”.

I tutaj pojawia się pierwsza brutalna lekcja: copywriting to nie poezja, nie artystyczne pisanie – to narzędzie sprzedaży i komunikacji. Każdy tekst ma cel: przyciągnąć uwagę, wzbudzić zainteresowanie, wywołać emocję i nakłonić do działania. I jeśli nie rozumiesz, jak działa Twój odbiorca – Twoje słowa są puste. Kursy dały mi narzędzia, ale prawdziwe doświadczenie nauczyło mnie empatii do czytelnika. Trzeba myśleć jak klient, nie jak pisarz.

Kiedy pandemia zmieniła świat pracy, nagle wszyscy szukali nowych możliwości – pracy zdalnej, zleceń online, sposobów na dodatkowy dochód. Dla mnie była to okazja, żeby przetestować wiedzę w ekstremalnych warunkach. Małe firmy, które wcześniej nie inwestowały w marketing online, teraz desperacko potrzebowały skutecznych komunikatów. I tutaj ujawnił się drugi paradoks copywritingu: im prostszy tekst, tym trudniej go dobrze napisać. Pisanie dla laików w danej branży wymagało ode mnie nie tylko umiejętności językowych, ale także zrozumienia produktów, rynku i psychologii klienta.

To doświadczenie nauczyło mnie też czegoś, czego nie mówi się na kursach: prawdziwy copywriting to połączenie sztuki, psychologii i strategii biznesowej. Każdy nagłówek, każda linijka opisu, każdy e-mail to eksperyment. Testujesz hipotezy: który zwrot przyciąga uwagę, które słowa wzbudzają emocje, a które działają jak magnes do portfela. Copywriting jest jak gra, w której stawką jest realna reakcja człowieka – kliknięcie, zakup, zapis na newsletter.

Przy pierwszych większych projektach odkryłem jeszcze coś: czas jest najważniejszym wrogiem i sprzymierzeńcem copywritera. Klient wymaga szybkich efektów, a teksty muszą być dopracowane do perfekcji. To napięcie uczy koncentracji, dyscypliny i precyzji. Wielokrotnie zdarzało mi się, że w ciągu kilku godzin poprawiałem tekst kilkanaście razy, testując różne wersje nagłówków, dopasowując ton i rytm zdań. I dopiero wtedy zrozumiałem, co kursy próbowały przekazać w teorii: copywriting to trening umysłu i cierpliwości, który nigdy się nie kończy.

Najważniejsza lekcja, jaką wyniosłem z pierwszych lat pracy, była jednak inna: nie ma jednego wzoru na sukces. Każdy klient, każda branża i każdy odbiorca wymaga innego podejścia. Jeden produkt sprzedaje się dzięki emocjom, inny przez logiczne argumenty, jeszcze inny dzięki prostocie i przejrzystości komunikatu. Dlatego copywriter, nawet po latach doświadczenia, musi być elastyczny, otwarty na eksperymenty i gotowy na naukę każdego dnia.

W tym rozwinięciu chcę, żebyście poczuli to, co ja czułem: copywriting nie jest tylko pracą – to sposób myślenia, analiza świata i ludzi, strategiczne używanie słów, które mają moc realnego wpływu. Każdy tekst, który tworzę, jest częścią większej układanki – częścią marketingu, psychologii, biznesu i komunikacji.

I tu pojawia się prawdziwy pazur tego zawodu: copywriting uczy pokory. Pokory wobec odbiorcy, wobec języka, wobec rynku. To nie jest „szybka ścieżka do bogactwa”, jak obiecują kursy w reklamach. To droga pełna wyzwań, eksperymentów i refleksji, która w zamian daje jedno: realny wpływ i satysfakcję z tworzenia czegoś, co działa.

 


 

 

Od pasji do zawodowej wolności – copywriting jako sposób na życie

 

 

 Po latach pracy jako copywriter, po setkach tekstów, tysiącach poprawek, dziesiątkach zadowolonych klientów i niezliczonych godzinach testowania słów w praktyce, mogę powiedzieć jedno:

Każdy dzień w pracy copywritera uczy mnie czegoś nowego: jak lepiej rozumieć odbiorców, jak dopasowywać ton do emocji, jak budować narrację, która angażuje, sprzedaje i pozostaje w pamięci. Copywriting to nie tylko pisanie artykułów czy postów w mediach społecznościowych – to strategiczne planowanie komunikacji, łączenie kreatywności z analizą, eksperymentowanie i testowanie w realnym świecie biznesu.

Nie ma tu miejsca na rutynę. Każdy klient, każdy temat i każdy projekt to nowe wyzwanie. To właśnie w tym tkwi magia tego zawodu: ciągłe odkrywanie nowych obszarów, nowych branż, nowych języków, które pozwalają wciąż rozwijać swoje umiejętności. I choć początki były trudne – kursy, pierwsze zlecenia, godziny pracy nad jednym nagłówkiem – to właśnie te doświadczenia ukształtowały mnie jako profesjonalistę, który wie, że słowo ma realną moc, a jego odpowiednie użycie może zmienić rzeczywistość biznesową, sprzedażową, a czasem nawet emocjonalną czytelnika.

Jeżeli ktoś z Was czyta ten felieton i myśli: „Chciałbym, żeby ktoś napisał coś takiego dla mojej marki, mojego bloga, mojego biznesu”, to powiem jasno: tak, mogę to zrobić dla Ciebie. Tworzę artykuły, felietony, treści sprzedażowe, posty na social media i wszystko, co wymaga kreatywnego i skutecznego użycia słów. Każdy projekt traktuję indywidualnie, dostosowując styl, rytm i strategię do odbiorcy i celu, jaki chcemy osiągnąć.

Nie musisz wierzyć w cudowne kursy „copywriting w 7 dni” ani w reklamy obiecujące miliony bez pracy. Wystarczy zrozumieć moc słów, połączyć ją z wiedzą i doświadczeniem, i działać konsekwentnie. To właśnie to, co oferuję – doświadczenie, kreatywność i skuteczność w jednym.

Dziękuję, że poświęciłeś czas, żeby przeczytać mój felieton od początku do końca. Mam nadzieję, że zobaczyłeś, jak wygląda prawdziwe życie copywritera, z pasją, wyzwaniami, frustracjami i satysfakcją. 

 

 

Jeśli chcesz, żebym napisał dla Ciebie artykuł, felieton lub jakikolwiek tekst, który przyciągnie uwagę i przyniesie realne efekty, zapraszam do kontaktu – razem możemy stworzyć coś, co nie tylko się czyta, ale działa.

 


 

 


Komentarze

  1. A ja uważam, że świat produkuje obecnie zbyt wiele słów. Dużo, wszędzie, o niczym ważnym. Osobiście cedzę słowa. Istote rzeczy wyłapując (i przekazując) pomiędzy nimi 🙂😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnoszę to samo wrażenie. W internecie panuje słowotok! Wszyscy teraz piszą.
      Produkują piękne, okrągłe słówka, gładkie frazy.
      Ciężko rozróżnić, co pisze człowiek, a co wypluwa chat.gpt.
      Ja mam przesyt słów.

      Usuń
    2. @Sivka - Trochę Cię rozumiem. Też mam czasem wrażenie, że wszyscy mówią naraz i z tego szumu niewiele wynika. Łatwo się w tym pogubić i przestać odróżniać to, co naprawdę ma znaczenie, od zwykłego gadania dla samego gadania.

      Z drugiej strony chyba nie da się całkiem uciec od tej lawiny – możemy jedynie wybierać, czego słuchamy i na co reagujemy. Fajne jest to „cedzenie”, o którym piszesz. Wymaga uważności i jakiejś wewnętrznej dyscypliny. I może właśnie o to chodzi – nie produkować mniej na siłę, tylko mówić wtedy, kiedy ma się coś do powiedzenia.

      Usuń
    3. @Igomama - Też mnie to momentami przytłacza. Otwierasz dowolny portal i zalewa Cię masa treści, które brzmią efektownie, ale po chwili nie pamiętasz z nich nic konkretnego. Wszystko dopieszczone, wypolerowane, a jednak jakieś bez życia.

      Najbardziej brakuje mi autentyczności, nawet jeśli ktoś napisze coś nieporadnie, ale od siebie, to czuć różnicę. Może dlatego coraz częściej wolę mniej czytać, a więcej myśleć po swojemu. Nie wszystko trzeba komentować i nie każdą myśl ubierać w idealne zdania.

      Usuń
    4. Oj tak! Autentyczność. Wypowiedź nawet, jak to słusznie określiłeś, nieporadna, ale własna.
      Wtedy nawet literówki i błędy są w cenie. ;)
      Ps. Jeszcze parę lat temu nie przypuszczałam, że to powiem. ;)

      Usuń
    5. Też mam wrażenie, że coś się w nas przez ostatnie lata zmieniło. Kiedyś wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, wygładzone i „poprawne”, a teraz coraz bardziej doceniam to, co prawdziwe i niewymuszone. W takiej surowości jest jakaś świeżość i odwaga. Nawet jeśli coś jest niedoskonałe, to przynajmniej wiadomo, że stoi za tym człowiek, a nie kalkulacja. Dobrze, że można dojrzeć do takiego podejścia 🙂

      Usuń
  2. Bardzo zaluje, ze za moich polskich i szkolnych czasow nie bylo takich kursow, a ja tak lubilam pisac. Niestety moglam wyzywac sie jedynie w wypracowaniach, bo wtedy tez nie bylo blogow. Zaczelam nawet pisac ksiazke, ale i tak nikt by jej nie wydal, zginela gdzies przy licznych przeprowadzkach. Od 2010 roku pisze wiec sobie bloga, cwicze polski, zeby nie zapomniec, ale sama widze, ze zmniejsza mi sie zasob i czasem posilkuje sie slownikiem, zeby przypomniec sobie jakies polskie slowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mnie to wzruszyło, jak to przeczytałam. Serio. ❤️ Widać, że to pisanie zawsze było w Tobie, tylko czasy nie bardzo sprzyjały. Wypracowania to jednak nie to samo, co możliwość pisania po swojemu, bez ram i ocen.

      Szkoda tej książki — aż boli, że mogła gdzieś przepaść przy przeprowadzkach. Ale z drugiej strony, skoro wtedy potrafiłaś zacząć, to znaczy, że ta historia nadal w Tobie jest. Może nawet dojrzalsza niż kiedyś.

      A blog od 2010? To już kawał konsekwencji. I wcale nie brzmi to jak „zapominanie języka”, raczej jak ktoś, kto świadomie o niego dba. Sięganie po słownik to nie słabość, tylko dowód, że zależy Ci na precyzji. Każdemu czasem brakuje słowa — nawet tym, którzy mieszkają w Polsce.

      Najważniejsze jest to, że nadal piszesz. To znaczy, że ta część Ciebie ma się całkiem dobrze.

      Usuń
  3. Prowadzę blogi kilkanaście lat, pisałam sporo i równie dużo tekstów czytałam.
    Najbardziej interesujące są te pisane od serca, może czasami o niczym, może nie najwyższych lotów to teksty, ale ciekawe i świetne historie pokazujące.
    A tak naprawdę ważny jest kontakt z drugim człowiekiem, wymiana myśli, doświadczeń, humor...nie ze wszystkimi nam po drodze, ale każdy coś dla siebie znajduje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz w tym sporo racji. Najlepiej czyta się takie rzeczy, w których czuć człowieka, a nie próbę imponowania komukolwiek. Nawet jeśli temat jest zwyczajny, to szczerość robi robotę — wtedy łatwiej się zatrzymać i naprawdę w to wejść.

      Blogowanie przez tyle lat to też coś więcej niż samo pisanie. To budowanie relacji, rozmowy w komentarzach, czasem spory, czasem śmiech. Nie każdy nadaje na tych samych falach, to normalne, ale właśnie w tej różnorodności jest sens. Ktoś wpadnie na chwilę, ktoś zostanie na dłużej, a czasem jedno zdanie potrafi połączyć zupełnie obce osoby. I to jest w tym chyba najfajniejsze.

      Usuń
  4. Słowo może być bronią, ale może też być lekiem…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo prawdziwe zdanie. Wszystko zależy od tego, kto i w jaki sposób go używa. Jedno potrafi kogoś podnieść z dna, dodać odwagi, dać poczucie, że nie jest sam. A inne – rzucone w emocjach albo z premedytacją – zostaje w człowieku na długo.

      Czasem nie zdajemy sobie sprawy, jaką mają wagę zwykłe, codzienne słowa. Dlatego chyba warto się na chwilę zatrzymać, zanim coś powiemy – bo to, co dla nas jest tylko zdaniem, dla kogoś innego może mieć ogromne znaczenie.

      Usuń
  5. może to i dobrze, że ktoś wspiera tych, którym zależy na sprzedaży, bo poziom np takiej reklamy jest wręcz żenujący. chyba nie chciałbym zajmować się czymś takim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Czasami patrzę na niektóre kampanie i mam wrażenie, że ktoś zrobił je na szybko, bez pomysłu i bez szacunku do odbiorcy. Trudno się dziwić, że budzą bardziej zażenowanie niż zainteresowanie.

      Z drugiej strony, marketing sam w sobie nie musi być zły — wszystko zależy od tego, jak się go robi. Są ludzie, którzy potrafią to robić z klasą i pomysłem. Ale jeśli ktoś czuje, że to nie jego świat, to też w porządku. Nie każdy musi odnajdywać się w sprzedaży czegokolwiek.

      Usuń
  6. Gratuluję i życzę wielu sukcesów w tej branży.
    Do tego potrzebne jest również dobre nazwisko. Gdybym ja miała takowe, mój blog miałby większą poczytność. Na pewno nie jest to tylko mój problem 😊
    Od pewnego czasu przewartosciowałam swoje życie i mój cenny czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa, naprawdę miło to czytać. Co do „dobrego nazwiska” – jasne, rozpoznawalność pomaga, ale na dłuższą metę i tak broni się to, co ktoś ma do powiedzenia. Widziałam już wiele przykładów, gdzie konsekwencja i autentyczność robiły większą różnicę niż jakiekolwiek koneksje.

      A to, że przewartościowałaś swoje życie i czas, brzmi jak coś dużo ważniejszego niż statystyki czy zasięgi. W pewnym momencie człowiek zaczyna inaczej patrzeć na to, w co inwestuje energię – i to jest chyba największy sukces. 😊

      Usuń
    2. Jesteś mądrym człowiekiem i widać, że odnalazłeś się w mowie, którą przykładasz na papier.

      Usuń
    3. Dziękuję, to naprawdę miłe słowa. 😊 Czasem trudno znaleźć właściwe słowa, które dokładnie oddadzą to, co się myśli, więc fajnie, gdy ktoś to zauważa. Papier rzeczywiście ma w sobie coś magicznego – pozwala przemyśleć, poukładać i czasem przekazać więcej niż w zwykłej rozmowie.

      Cieszę się też, że widać w tym „odnalezienie się” – to daje poczucie, że pisanie ma sens i nie jest tylko pustym wysiłkiem.

      Usuń
  7. Jakieś dwadziescia lat temu może bym jezscze pomyślała o poważnym podejściu do słów. Teraz wyrzucam słowa w postaci wierszy, nie wszystkie ukazują się na blogach. Czasami piszę życie tak jak czuję, odbieram pewne rzeczy. Myślę, że jeżeli do kogoś dotrze moja myśl to dobrze, jezeli nie, trudno.
    Tym bardziej gratuluję tego, że stajesz się w tym profesjonalistą, bo wciąż jest za mało dobrych tekstów, które opisują firmę, czy też nawet reklamy, które codziennie bombardują nas z każdej, możliwej strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasem człowiek przestaje pisać „pod coś” i zaczyna pisać po prostu dlatego, że musi. Jeśli wiersz jest szczery, to już spełnia swoją rolę, nawet jeśli zostaje tylko w szufladzie albo trafia do wąskiego grona. Nie wszystko musi mieć ambicję dotarcia do wszystkich.

      Fajne jest też to, że masz w sobie luz: jeśli ktoś złapie Twoją myśl, super, jeśli nie świat się nie kończy. To daje dużą wolność.

      A co do profesjonalizmu w pisaniu o firmach czy reklamie to rzeczywiście, poziom bywa różny. Dlatego tym bardziej potrzeba ludzi, którzy traktują słowo poważnie i nie wciskają byle czego. Dobre teksty naprawdę robią różnicę, nawet w tak przyziemnych tematach jak oferta czy kampania.

      Usuń
  8. Praca copywritera jest tyleż ciekawa i pasjonująca, co trudna i wymagająca. Trzeba dać jednak 100% siebie, wczuć się - tu nie ma miejsca na zły nastrój lub fuszerkę. To nie praca dla każdego. Podziwiam ludzi, którzy tak jak Ty potrafią pięknie i z polotem napisać tekst, który wciągnie, czasem przyniesie ukojenie, czasem akceptację, czasem konkretną, przystępnie podaną wiedzę. Ja np. za słowami lubię się ukryć, bo taki już mam charakter, że nie jestem otwartym dyskutantem itp. Słowa mają moc i wolę je "przelewać" i smakować niż wypowiadać.
    A świat jest dla mnie zbyt głośny, żarłoczny i chaotyczny. Mam wrażenie, że mimo wszystko w komunikacji przeważają słowa, które są po prostu puste...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę świetnie to ujęłaś. Widać, że masz ogromny szacunek do słowa i jego siły i to nie jest wcale oczywiste w dzisiejszym świecie, gdzie wiele komunikatów jest rzeczywiście puste i głośne, bez treści.

      Fajnie, że potrafisz „ukrywać się” w słowach i smakować je po swojemu. To trochę jak posiadanie własnej oazy w hałaśliwym świecie, nie każdy musi mówić głośno, by być obecnym. I właśnie to, że piszesz z wyczuciem i wrażliwością, sprawia, że teksty mają moc, dotykają i pozostają w głowie na dłużej.

      Masz rację, copywriting wymaga pełnego zaangażowania, ale też daje ogromną satysfakcję, gdy słowa naprawdę coś zmieniają u kogoś, kto je czyta.

      Usuń
  9. Witaj,
    Dziękuję za podzielenie się informacjami na temat pracy copywritera. Przystanęłam, przeczytałam, zamyśliłam się. A na końcu pomyślałam- nie odnalazłaby się w tym.
    Nie da się ukryć ,że to praca pod presją czasu, zleceń itp.
    Od kilkunastu lat piszę bloga i jest to dla mnie na pewno jakaś forma samorealizacji, sposób ,żeby "nie rdzewieć". Co ciekawe kiedy zaczynałam ( w 2012) ta blog sfera była zupełnie czym innym niż dziś. To fascynujące , ale często również frustrujące, jak bardzo Internet wypełnił nasz świat. Dla mnie to forma bardzo niedoskonała, bo oczywiście po poruszanych tematach, doborze słów można mieć jakiś obraz człowieka. Jednak to, że wszyscy chcemy zaistnieć i wykreować się, daje tylko częściowy obraz. W całych mediach zapanowało przekonanie, że dobrze wykreowane słowa to klucz do sukcesu. Tak może jest, ale nie do końca. Dla dinozaurów, takich jak ja, to stanowczo za mało, bo liczy się również to, o czym się nie mówi. Liczy się działanie i jego efekty. I liczy się rzeczywisty człowiek, gdzie werbalny przekaz jest tylko w niewielkim procencie prawdą o nim samym. Sama mam teraz taki czas, w realu, gdzie jak na dłoni widzę wśród niektórych moich znajomych jak to, co mówią o sobie, rozjeżdża się z tym co w rzeczywistości sobą reprezentują.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę Ci powodzenia w wykonywaniu tego niełatwego zawodu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafnie to opisujesz. 😊 Masz rację, że blogowanie czy obecność w sieci daje tylko fragmentaryczny obraz człowieka, słowa to jedno, a życie i działania to zupełnie coś innego. To właśnie to, co „między słowami”, często mówi najwięcej o człowieku.

      Fajnie, że prowadzisz bloga już tyle lat – to naprawdę forma samorealizacji i własnej przestrzeni, gdzie można przelać myśli, bez presji z zewnątrz. Świetnie, że zauważasz różnicę między dawną blogosferą a dzisiejszym internetem, ten „pościg za wizerunkiem” rzeczywiście potrafi przytłoczyć.

      Twoja refleksja o realnych działaniach i konsekwencji w życiu pokazuje, że doświadczenie weryfikuje słowa. I chyba to jest najcenniejsze docenić ludzi nie tylko za to, co mówią, ale za to, co faktycznie robią.

      Usuń
  10. Nigdy nie byłam na żadnym kursie ale pisać (i czytać) kocham od zawsze.
    I tak, słowa mają ogromną moc.
    Pozdrawiam już wiosennie 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetnie, że masz taką pasję do słów. Pisanie i czytanie naprawdę potrafią otworzyć zupełnie nowe światy i emocje. Widać, że masz do tego naturalne wyczucie – wiosenny nastrój w komentarzu też bardzo przyjemny 😄

      Usuń

Prześlij komentarz

WAŻNA ZDROWOTNA INFORMACJA:

Treści publikowane przeze mnie na blogu, w mediach społecznościowych (Instagram, itp.) ani w innych kanałach komunikacji nie stanowią profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam również indywidualnych porad ani konsultacji psychologicznych za pośrednictwem maila, komunikatorów czy mediów społecznościowych. Jeśli doświadczasz trudności psychicznych, emocjonalnych lub jesteś w kryzysie, gorąco zachęcam do skontaktowania się z wykwalifikowanym specjalistą — psychoterapeutą lub psychiatrą. To wspaniali profesjonaliści, którzy posiadają odpowiednią wiedzę i narzędzia, by realnie pomóc. Korzystanie z ich wsparcia jest ważnym i wartościowym krokiem 💙

PRAWA AUTORSKIE:

Wszelkie treści dostępne na blogu Andrzeja Włodarczyka podlegają ochronie prawnej. Ich pobieranie, kopiowanie, zwielokrotnianie, przechowywanie, rozpowszechnianie lub jakiekolwiek inne wykorzystywanie — niezależnie od formy, charakteru i sposobu wyrażenia — wymaga uprzedniej i jednoznacznej zgody właściciela bloga. Ochroną objęte są w szczególności treści słowne, tekstowe, graficzne, fotograficzne, audialne, audiowizualne, muzyczne, a także dane, informacje oraz bazy danych, bez względu na ich przeznaczenie i sposób utrwalenia. Zakaz dotyczy zarówno działań wykonywanych manualnie, jak i z użyciem narzędzi automatycznych, w tym systemów uczenia maszynowego oraz sztucznej inteligencji. Powyższe zastrzeżenie nie obejmuje wykorzystywania treści wyłącznie w celu ich indeksowania przez wyszukiwarki internetowe ani korzystania z nich w ramach obowiązujących umów lub dozwolonego użytku przewidzianego przez właściwe przepisy prawa. Szczegółowe informacje dotyczące zasad korzystania z treści znajdują się pod tym linkiem. Materiały redakcyjne znajdujące się na blogu Andrzej Włodarczyk - https://www.mrandrzejwlodarczyk.eu są wyłącznie własnością Andrzeja Włodarczyka. Stanowią one własność intelektualną. W związku z tym, w powołaniu na art. 25 Ustawy z 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych, autor bloga nie wyraża zgody na rozpowszechnianie (przedruk, wykorzystanie w przestrzeni internetowej, etc.) jakichkolwiek informacji zawartych na blogu Andrzej Włodarczyk - https://www.mrandrzejwlodarczyk.eu bez pisemnej zgody autora.