Jesteś AI czy człowiekiem korzystającym z AI?
Czasem życie zadaje pytania, które wydają się trywialne, a potem okazuje się, że w nich kryje się cały wszechświat nieporozumień i lęków. „Jesteś AI czy człowiekiem korzystającym z AI?” – padło to pytanie dwa razy od kobiety ukrywającej się pod pseudonimem Frau Be. Dwa razy, z naciskiem, jakby powtórzenie mogło zmusić mnie do przyznania się do czegoś, co nie istnieje. I muszę przyznać – poczułem mieszankę irytacji i rozbawienia. Bo odpowiedź jest tak prosta, że aż bolesna w swojej oczywistości: nie jestem AI. Nie jestem algorytmem, nie jestem zbiorem reguł i obliczeń, które automatycznie generują zdania w sekundę. Jestem człowiekiem. Ze wszystkimi swoimi zaletami, wadami, obsesjami i rytuałami pisania.
I w tym miejscu zaczyna się cały paradoks: świat, w którym żyjemy, tak bardzo przesycony technologią i sztuczną inteligencją, że coraz częściej ludzie kwestionują autentyczność słów napisanych przez drugiego człowieka. „Nie możesz pisać tyle, tak spójnie, codziennie – więc to musi być AI” – tak myślą niektórzy, a Frau Be jest idealnym przykładem tej mentalnej pułapki. Nie rozumie, że regularne pisanie, cierpliwe przelanie myśli na papier lub ekran, rozwija styl, pamięć językową i refleksyjność. To nie jest sztuczna inteligencja – to ludzka wytrwałość i lekkość pióra.
Pisanie to nie wyścig, to rytuał, a każdy, kto w niego wchodzi, wie, że nic nie dzieje się od razu. Dzień po dniu, akapit po akapicie, człowiek szlifuje swoje słowa, swoje pauzy, swoje puenty. Wielu ludzi nie rozumie, że teksty wyglądające „idealnie” są efektem pracy, doświadczenia i wyczucia, a nie mechanicznej perfekcji algorytmu. I właśnie tu chcę postawić kropkę: jeśli ktoś myśli, że człowiek nie jest w stanie pisać codziennie długich, spójnych artykułów, to po prostu nigdy nie pisał codziennie. Nigdy nie poświęcił godzin na obserwację rzeczywistości, analizę własnych myśli i transformowanie ich w słowa, które mają sens.
Frau Be najwyraźniej nie zauważa, że styl nie rodzi się z pustki. Styl rodzi się z codziennego kontaktu ze światem, z literaturą, z tekstami innych ludzi, z prób i błędów, z refleksji nad własnymi doświadczeniami. To, że potrafię pisać długie teksty, nie jest wynikiem algorytmu – to efekt pracy, wiedzy i… może odrobiny wrodzonej wrażliwości. Czy to miłe? Być może. Czy pomaga mi w pisaniu? Bez wątpienia. Bo styl i empatia idą w parze – umiejętność „czucia” słów, ich rytmu i tonu, decyduje o tym, czy tekst wciąga, czy tylko istnieje na ekranie.
I nie, nie jestem wrogiem technologii. Wręcz przeciwnie – używam narzędzi, które ułatwiają życie, jak ikorektor.pl czy funkcje dyktowania w telefonie. Ale narzędzie nie tworzy duszy tekstu. Maszyna nie czuje ironii, nie zna subtelnego napięcia między akapitem a akapitem, nie potrafi zrozumieć kontekstu kulturowego ani emocjonalnego. Moje narzędzia są wsparciem, nie autorem. To ja decyduję, które zdanie zostaje, które metafora działa, a które wtrącenie dodaje charakteru tekstowi.
A teraz pomyślmy o tym pytaniu głębiej: „Jesteś AI czy człowiekiem korzystającym z AI?” – ono nie dotyczy tylko mnie. Ono dotyczy całego naszego społeczeństwa. Żyjemy w świecie, w którym ludzie coraz częściej podejrzewają innych o bycie maszynami, o brak autentyczności, o działanie według wzorców narzuconych przez technologię. Każdy, kto pisze, komentuje, tworzy, jest obserwowany, oceniany, a jego styl porównywany do algorytmów, które generują treści na zawołanie. To smutne, bo w tym wszystkim ginie istota ludzkiej twórczości: nasza niepowtarzalność, nasza wrażliwość, nasz sposób widzenia świata.
Dlatego piszę ten felieton – nie tylko jako odpowiedź na Frau Be, ale jako manifest przeciwko myśleniu, że człowiek nie potrafi pisać długich, spójnych, wartościowych tekstów. Pisanie codziennie jest treningiem, a każdy, kto to praktykuje, wie, że to jest proces twórczy, a nie technologia. To proces, który rozwija styl, osobowość i świadomość. I jeśli kiedykolwiek poczujecie pokusę, by pomyśleć, że ktoś pisze „za dobrze, żeby był człowiekiem”, przypomnijcie sobie: człowiek z lekkością pióra, ciekawością świata i cierpliwością może pisać więcej niż myślicie – i bez pomocy AI.
Bo w tym wszystkim chodzi o jedno: świadome pisanie to siła, której żadna maszyna nie jest w stanie podrobić. I tak, Frau Be – jeśli to przeczytasz – nie jestem AI. Jestem człowiekiem, który kocha pisać, który bawi się słowami, który dba o rytm i sens zdań. I tak długo, jak będę miał tyle energii, żeby to robić, żadne algorytmy nie zastąpią tego, co robi moje ludzkie serce i umysł.
Pisanie codziennie, długie artykuły, felietony, eseje – nie jest sztuką dla maszyn. Jest sztuką dla ludzi, którzy mają odwagę wsiąść w wir słów, patrzeć w siebie, patrzeć w świat i wciąż zadawać pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi. I tu pojawia się pierwsza przewrotność całej dyskusji o AI: świat oczekuje perfekcji natychmiast, bez wysiłku, bez refleksji. A ja, człowiek, staję w kontrze do tej presji – bo pisanie to proces, który wymaga czasu, uwagi i cierpliwości.
Nie ma nic bardziej irytującego niż ktoś, kto patrzy na moje teksty i mówi: „To musi być AI, nie człowiek”. Tak, Frau Be – to człowiek, który siedzi przed ekranem, czasem z kubkiem zimnej kawy, czasem z telefonem zamieniającym mowę w tekst, i pisze, bo pisanie jest dla niego czymś więcej niż obowiązkiem. To forma życia, sposób komunikacji z samym sobą i światem. Każda metafora, każde zdanie, każda pauza jest przemyślana. Maszyny nie rozumieją, że cisza między słowami też ma znaczenie – człowiek ją czuje, bo wie, że w niej rodzi się napięcie, ironia, emocja.
I tu dochodzimy do sedna: przekonanie, że AI potrafi pisać lepiej i szybciej, jest jak wiara, że kalkulator może poczuć radość z matematyki. Maszyna nie wie, czym jest refleksja nad słowem, nie zna strachu przed pustą kartką, nie rozumie dylematów, które każdemu twórcy towarzyszą codziennie. Każdy tekst, który powstaje w głowie człowieka, jest kombinacją doświadczenia, wiedzy, emocji i intuicji. AI może kopiować wzorce, ale nie może tworzyć kontekstu, nie potrafi wyczuć tonu dyskusji, nie wie, kiedy ironia ma uderzyć, a kiedy łagodnie poprowadzić czytelnika.
A co z tym wszystkim, co ułatwia nam życie – narzędzia, dyktowanie głosem, korektory? Ludzie boją się technologii i od razu zakładają, że jeśli ktoś korzysta z ułatwień, to już nie jest prawdziwym autorem. Bzdura. Technologia wspiera proces twórczy, nie zabiera go. Mój telefon zamienia słowa w tekst, ikorektor.pl pomaga utrzymać poprawność, ale decyzje, które słowa zostaną, które metafory się obronią, które puenty zabiją czytelnika – to wszystko moje. To moja wrażliwość i krytyczne spojrzenie decydują o jakości treści.
Frau Be najwyraźniej nie rozumie, że pisanie codziennie to nie tylko akt techniczny, ale formowanie siebie przez słowa. Im więcej piszesz, tym bardziej wiesz, kim jesteś jako twórca, jak reagujesz na świat, jak widzisz detale, które inni przegapiają. Styl rodzi się z cierpliwości, wytrwałości i eksperymentu. To jest prawdziwa moc człowieka – nie algorytmu.
I tu dochodzimy do najbardziej kontrowersyjnego punktu: społeczeństwo boi się autentyczności. Ludzie w sieci podejrzewają innych o bycie AI, bo jest to wygodne – łatwo powiedzieć „to nie człowiek, to maszyna”, niż przyznać, że ktoś jest po prostu lepszy w tym, co robi. To forma upraszczania świata, który jest coraz bardziej skomplikowany. Ale prawda jest brutalna: człowiek z lekkim piórem może tworzyć codziennie arcydzieła, które wciągają, zachwycają i zmuszają do myślenia. I to bez sztucznej inteligencji.
Człowiek piszący świadomie ma jeszcze jedną przewagę, której AI nie ma: empatię i intuicję emocjonalną. Maszyny analizują dane, statystyki, wzorce. Człowiek – obserwuje, odczuwa, wnika w psychologię, widzi niuanse społeczne. To sprawia, że tekst staje się czymś żywym, dynamicznym, że czytelnik wchodzi w relację z autorem. AI może odtworzyć słowa, ale nie potrafi wytworzyć relacji. Nie czuje radości, ironii, goryczy ani frustracji.
Niektórzy powiedzą: „Ale AI może pisać szybciej, więcej, bez zmęczenia!”. Jasne, może. Ale czy chcecie żyć w świecie, gdzie słowa są tylko produktem maszynowego wytworu, a nie świadomą decyzją człowieka? Czy chcecie czytać teksty, które nie mają duszy, tonu, osobowości, humoru, wrażliwości? Bo ja nie chcę.
Pisanie codziennie, długie artykuły, to nie wyścig z czasem ani konkurs na wydajność. To medytacja, walka z własnymi ograniczeniami i ciągłe doskonalenie warsztatu. Człowiek, który wchodzi w rytm pisania, czuje przepływ myśli, dostosowuje słowa, zmienia ton, wprowadza niuanse, a przede wszystkim – nie boi się być autentyczny. Maszyna może to symulować, ale nie poczuje ani odrobiny tego, co człowiek.
Dlatego nie jestem AI. Nie piszę dla algorytmu, nie generuję tekstów na kliknięcia, nie reaguję w sekundę. Piszę dla siebie, dla czytelników, dla sztuki słowa. I jeśli ktoś myśli inaczej, niech spróbuje usiąść przed pustą kartką, zamknąć internet, odłożyć telefon i pisać codziennie przez miesiąc, tydzień, dzień – bez podpowiedzi, bez narzędzi, bez gotowych wzorców. Wtedy zrozumie, że prawdziwe pisanie to ludzkie wyzwanie, a nie algorytmiczny produkt.
I oto stoimy na końcu tej literackiej podróży, choć wcale nie jest to koniec. Bo pytanie „Jesteś AI czy człowiekiem korzystającym z AI?” nie dotyczy tylko mnie. Ono dotyczy nas wszystkich – ludzi, którzy codziennie mierzą się ze światem pełnym szybkich klików, algorytmów decydujących, co widzimy, i nieustannego porównywania się do czegoś, co nie jest ani ludzkie, ani żywe. A przecież prawdziwe pisanie, prawdziwe tworzenie, to akt odwagi. Odwagi, by spojrzeć światu w oczy i powiedzieć: „To ja. To moje słowa. To moja prawda.”
Człowiek, który pisze, nie działa według schematu. Nie podąża za algorytmem. Nie próbuje zdobyć punktów w rankingu popularności. Każde zdanie jest decyzją, każda pauza między akapitami ma znaczenie, każdy komentarz, który zostawiamy, niesie ze sobą część naszej wrażliwości i doświadczenia. AI może generować treść perfekcyjną gramatycznie, stylistycznie poprawną, logicznie spójną – ale nie potrafi wytworzyć duszy w słowie, nie potrafi sprawić, by czytelnik poczuł, że tekst jest żywy, pulsuje emocją, zmusza do refleksji.
Pisanie codziennie, mimo zmęczenia, braku weny, życia w chaosie codzienności, jest jak trening mięśnia duszy. I to właśnie w tym tkwi przewaga człowieka nad maszyną. Maszyna nigdy nie zrozumie, co to znaczy spojrzeć na pustą kartkę i poczuć strach, ekscytację, ironię i frustrację w tym samym czasie. Nigdy nie poczuje satysfakcji z idealnie dobranego słowa. Nigdy nie będzie wiedziała, kiedy użyć pauzy, by uderzyć w emocje czytelnika.
Frau Be najwyraźniej tego nie dostrzega. Myśli, że długie, codzienne teksty są domeną algorytmów. Ale każdy, kto choć raz w życiu zasiadł do pisania codziennie, wie, że to wymaga dyscypliny, cierpliwości i pewnej szaleńczej miłości do słowa. I tutaj, między literami, między akapitami, rodzi się coś, czego żadna maszyna nigdy nie stworzy: autentyczność, człowieczeństwo, indywidualny ton, który rezonuje z innymi ludźmi.
Nie chodzi o to, że AI nie jest przydatne. Wręcz przeciwnie – narzędzia wspomagają, ułatwiają, przyspieszają proces twórczy. Ale człowiek decyduje, co zostaje, co zniknie i jaki będzie rytm tekstu. To my nadajemy sens słowom, tworzymy kontekst, bierzemy odpowiedzialność za przekaz, humor, ironię, emocję. AI może być kalkulatorem słów, ale nie jest twórcą.
I w tym wszystkim jest jeszcze jedna prawda, która boli – ludzie boją się człowieka, który pisze dobrze, regularnie i świadomie. Bo autentyczność, wrażliwość i umiejętność wyrażania siebie stają się podejrzane, gdy świat przyzwyczaił się do łatwych wzorców, instant contentu i gotowych schematów. Łatwiej powiedzieć „to musi być AI”, niż przyznać, że ktoś po prostu ma talent, cierpliwość i lekkość pióra. Łatwiej niż docenić człowieka, który codziennie mierzy się z pustą kartką i nie poddaje się.
Więc co z tego wszystkiego wynika? To, że prawdziwe pisanie, prawdziwa twórczość, są niezastąpione. Że człowiek z pasją, stylem i wrażliwością może pisać długie, codzienne artykuły, które wciągają, uczą, bawią i prowokują do myślenia. Że technologia może wspierać, ale nie zastąpi ludzkiej duszy. Że nikt nie powinien wątpić w moc człowieka, który potrafi tworzyć, a nie tylko konsumować.
I na koniec – jeśli kiedykolwiek ktoś, jak Frau Be, zapyta cię: „Jesteś AI czy człowiekiem korzystającym z AI?”, odpowiedz sobie szczerze: „Jestem człowiekiem, a to, co piszę, jest moją prawdą”. I niech to wystarczy. Bo w świecie pełnym maszyn, automatyzacji i wirtualnych kopii, ludzki głos, ludzki tekst i ludzka refleksja są najbardziej buntowniczym i wartościowym aktem, jaki możemy popełnić.
Pisanie to nie zawód, to manifest człowieczeństwa, a każdy, kto odważy się pisać codziennie, wie, że nic – ani algorytm, ani wirtualna inteligencja – nie może tego odebrać.


Komentarze
Prześlij komentarz