Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2026

Pisanie z pasją, kiedy czas i inspiracja idą w parze

Obraz
  Siadam w ciszy, otoczony migotaniem ekranu, i myślę sobie: ile w tym wszystkim jest prawdziwego pisania, a ile tylko pozorów twórczości? Telefon leży tuż obok, mikrofon włączony, a ja mogę powiedzieć wszystko, co przychodzi mi do głowy, a on zamieni moje słowa w litery, w zdania, w gotowy tekst. Wystarczy sekunda, chwila nieuwagi – a słowa, które jeszcze przed chwilą były moją myślą, stają się zmaterializowanym ciągiem liter, który mogę wysłać w świat. I wtedy pojawia się pytanie, które dręczy mnie od lat: po co właściwie pisać ręką, po co siadać nad klawiaturą, gdy mogę po prostu dyktować, gdy technologia zrobi to szybciej, sprawniej i bezbłędnie? Pisanie nigdy nie było dla mnie problemem. Nigdy nie musiałem walczyć ze słowami, nigdy nie musiałem przekonywać samego siebie, żeby je znaleźć. One zawsze przychodziły. Z różnych stron, z różnych zakamarków głowy, z tego cichego, niewidocznego świata, który mieszka między myślą a emocją. I wciąż pojawia się pytanie: po co pisać, skoro...

Niebezpieczne obuwie na co dzień

Obraz
   Przyznam coś na początku, żeby było uczciwie: kiedyś uważałem, że but to but. Ma być czysty, w miarę wygodny i nieprzemakalny. Koniec filozofii. Cała reszta — kolory, fasony, wysokość obcasa, rodzaj noska — wydawała mi się detalem z kategorii „świat równoległy”, do którego jako facet mam wstęp warunkowy. Potem zamieszkałem z kobietą. I nagle odkryłem, że istnieje wszechświat, w którym „czarne buty” to określenie tak ogólne, jakby powiedzieć „jakiś samochód”. Bo czarne mogą być lakierowane, matowe, zamszowe, na słupku, na cienkiej szpilce, z odkrytą piętą, z paskiem wokół kostki, z paskiem tylko udającym, że coś trzyma. I każdy z tych detali coś znaczy. Do czegoś pasuje. Coś komunikuje. Przez lata nauczyłem się rozróżniać fasony. Wiem, że botek to nie kozak, nawet jeśli dla mnie oba kończą się „gdzieś na nodze”. Wiem, że sneakers sneakersowi nierówny. Wiem też, że zdanie „przecież masz podobne” jest jak wciśnięcie czerwonego przycisku samozniszczenia. Człowiek dojrzewa. ...

Ja tu zostaję

Obraz
    Czasami zastanawiam się, czy ludzie naprawdę czytają ze zrozumieniem, czy tylko reagują odruchowo. Mój poprzedni artykuł — „Jesteś AI czy człowiekiem korzystającym z AI?” — wywołał małe zamieszanie. I choć nie o to mi chodziło, by kogokolwiek obrazić, świat pokazał swoją prawdziwą twarz: niecierpliwą, łatwo obrażającą się, gotową do skakania po wszystkim, co różni się od jej własnych wyobrażeń. I w tym chaosie ja, lekko przeziębiony, z kubkiem gorącej herbaty w ręku, wiem jedno: pisanie jest moją przystanią , moją przestrzenią wolności, moją formą oporu wobec hałasu i presji, które zdają się wdzierać do każdej szczeliny życia. Bo życie — jeśli masz odwagę je zobaczyć naprawdę — nie jest delikatną równiną. Jest gęstym, nieprzewidywalnym lasem pełnym cieni, w których ludzie chowają swoje frustracje, uprzedzenia i lęki. I tak, jakby w odpowiedzi na moje słowa, pojawiła się fala komentarzy, które mówiły jedno: „Nie zgadzam się z Tobą”. Czasem wprost, czasem w sposób przebiegły...

Jesteś AI czy człowiekiem korzystającym z AI?

Obraz
    Czasem życie zadaje pytania, które wydają się trywialne, a potem okazuje się, że w nich kryje się cały wszechświat nieporozumień i lęków. „Jesteś AI czy człowiekiem korzystającym z AI?” – padło to pytanie dwa razy od kobiety ukrywającej się pod pseudonimem Frau Be. Dwa razy, z naciskiem, jakby powtórzenie mogło zmusić mnie do przyznania się do czegoś, co nie istnieje. I muszę przyznać – poczułem mieszankę irytacji i rozbawienia. Bo odpowiedź jest tak prosta, że aż bolesna w swojej oczywistości: nie jestem AI . Nie jestem algorytmem, nie jestem zbiorem reguł i obliczeń, które automatycznie generują zdania w sekundę. Jestem człowiekiem. Ze wszystkimi swoimi zaletami, wadami, obsesjami i rytuałami pisania. I w tym miejscu zaczyna się cały paradoks: świat, w którym żyjemy, tak bardzo przesycony technologią i sztuczną inteligencją, że coraz częściej ludzie kwestionują autentyczność słów napisanych przez drugiego człowieka. „Nie możesz pisać tyle, tak spójnie, codziennie – więc ...

Jedno morderstwo. I nagle wszystko przestaje być oczywiste.

Obraz
    Nie ufam historiom, które kończą się zbyt szybko. Nie ufam nagłówkom, które już w pierwszym zdaniu wiedzą, kto jest winny. Nie ufam sprawom, w których opinia publiczna wydaje wyrok zanim ktokolwiek zdąży przeczytać protokół przesłuchania. Za bardzo przyzwyczailiśmy się do prostych narracji. Do świata, w którym zbrodnia musi mieć twarz, najlepiej wyraźnie zarysowaną, łatwą do osądzenia, wygodną do potępienia. Bo wygoda jest dziś ważniejsza niż prawda. A potem pojawia się historia taka jak ta. Łódź, lipiec 2016 roku. Opuszczony plac budowy. Dwa ciała kobiet. Przerażające odkrycie. Policja działa szybko. Jest podejrzany. Jest wersja wydarzeń. Jest niemal gotowy finał. I tu powinno coś w nas drgnąć. Bo kiedy system działa zbyt sprawnie, kiedy trop prowadzi zbyt prosto, kiedy wszystko zaczyna się układać jak podręcznikowy przykład – doświadczenie podpowiada jedno: ktoś czegoś nie sprawdził. Albo nie chciał sprawdzić. I właśnie w tym momencie zaczyna się ta gra. Nie od fajerwerk...