„Dobry czy nie dobry?” – pytanie, które nagle staje się bardzo realne, gdy wkraczasz w świat wielkich portali i obietnic, które pachną szumem, ale często okazują się być mgłą. Na początku na głównej stronie Onetu pojawiła się informacja, że szukają ciekawych twórców, osób, które mogłyby wnieść świeże spojrzenie, kreatywność i energię, by reklamować się na ich portalu. Brzmiało to kusząco, niemal jak zaproszenie do ekskluzywnego klubu, gdzie Twoje słowa mogą dotrzeć do tysięcy, a może nawet milionów. Nie mogłem przejść obojętnie. Zgłosiłem się. W końcu kto nie chciałby sprawdzić, czy jego teksty, jego pomysły, jego styl są „dobre” w oczach tak wielkiego medium? Obiecali, że każdy zgłoszony otrzyma zaproszenie na rozmowę – miało to być bez zobowiązań, czysta formalność. Nie oznaczało to wcale, że od razu zaczniesz pisać dla Onetu, że Twoje treści nagle wylądują na głównej stronie, ale dawało nadzieję na krok w świat, który wydawał się być poza zasięgiem zwykłego blogera. Sło...