Zastanawiam się czasem, jak niewiele potrzeba, by zmienić perspektywę na własny kraj. Jeszcze kilkanaście lat temu słysząc o Polsce w kontekście gospodarki, większość Europejczyków miała w głowie obrazy z lat 90.: krajobrazy transformacji, ograniczenia infrastrukturalne, powolne tempo życia i rozwój „na raty”. Dzisiaj obraz ten wygląda zupełnie inaczej, a zmiana nie jest kwestią przypadku – jest efektem pracy, strategii i determinacji milionów ludzi.
Patrząc na to, co dzieje się w Polsce, nie sposób nie zauważyć, że nasz kraj wchodzi w zupełnie nową ligę. Brytyjska prasa, która jeszcze kilka lat temu patrzyła na Polskę przez pryzmat stereotypów, dzisiaj pisze o nas z uznaniem, a momentami wręcz z podziwem. „Polska jest niemal tak bogata jak Zjednoczone Królestwo” – czytamy w „The Times”. „Polska wyprzedza Wielką Brytanię w niektórych kluczowych sektorach” – dodaje „The Telegraph”. I choć brzmi to jak nagłówek, który trudno wziąć na poważnie, dane mówią same za siebie: dynamiczny rozwój gospodarczy, szybki internet, tańsza energia elektryczna, lepsza infrastruktura kolejowa – w wielu aspektach Polska już de facto wyprzedza jeden z najbogatszych krajów Europy.
Co mnie w tym wszystkim fascynuje najbardziej, to fakt, że za tymi statystykami kryje się historia zwykłych ludzi, którzy wracają do Polski, podejmują ryzyko i inwestują w własny rozwój. Exodus Polaków z Wielkiej Brytanii, który przez lata wydawał się nieodwracalny, nagle przybiera odwrotny kierunek: w ciągu ostatnich 12 miesięcy z Wysp powróciło 25 tys. rodaków, a przybyło ich w kraju 7 tys. To nie jest tylko liczba – to symbolem zmiany w mentalności, jakości życia i poczucia przynależności do własnego kraju.
Nie mogę też pominąć wymiaru politycznego i międzynarodowego. Prezydent Karol Nawrocki przybywa do Londynu w roli partnera, nie petenta. To nie jest wizyta ceremonialna, to wizyta kraju, który nie tylko zdobywa uznanie na papierze, ale też w realnych negocjacjach i rozmowach o współpracy międzynarodowej. Polska przestaje być obserwowanym obiektem – staje się aktywnym graczem na europejskiej scenie, co jeszcze kilka lat temu wydawało się marzeniem nie do osiągnięcia.
I tu dochodzimy do sedna: Polska nie nadrabia już zaległości. Polska wyznacza tempo, w wielu dziedzinach pokazując Europie, że rozwój może być szybki, dynamiczny i skuteczny. To kraj, który uczy się na własnych błędach, wykorzystuje doświadczenia innych i jednocześnie buduje własną wizję przyszłości. Każda nowa inwestycja, każdy nowy region rozwijający się szybciej niż jeden z najbiedniejszych obszarów Wielkiej Brytanii, każdy powrót Polaka z emigracji – to kolejne cegiełki w murze nowego statusu kraju.
Na końcu tej refleksji zostaje jedno pytanie, które wisi w powietrzu: czy Polska naprawdę staje się europejskim supermocarstwem? Nie chodzi tylko o PKB, technologie czy infrastrukturę. Chodzi o tempo, determinację, świadomość własnej wartości i zdolność do rywalizacji na poziomie globalnym. To temat, który wymaga nie tylko liczb, ale też spojrzenia na codzienne życie, mentalność ludzi i strategię, która stoi za tym, co wydaje się niemożliwe.
I właśnie o tym opowiem w tym felietonie – krok po kroku, dane po danych, historia po historii – jak Polska z krajobrazu postkomunistycznej transformacji staje się jednym z najbardziej dynamicznych i respektowanych państw w Europie, krajem, który przyciąga uwagę nie tylko swoim potencjałem, ale też skutecznością, odwagą i wizją przyszłości.
Polska na drodze do europejskiego supermocarstwa
Nie sposób przecenić tego, co dzieje się w Polsce w ciągu ostatnich kilku lat. Z perspektywy obserwatora życia codziennego, patrząc na miasta, inwestycje i rozwój regionalny, widać wyraźnie, że kraj zmienia się nie tylko na papierze, ale i w rzeczywistości. Brytyjska prasa, która jeszcze niedawno patrzyła na nas przez pryzmat stereotypów i historii PRL, dzisiaj przyznaje: Polska rozwija się szybciej niż Wielka Brytania, a w niektórych aspektach ją wyprzedza.
Gospodarka jest tu pierwszym, najbardziej namacalnym dowodem. Od 2019 roku polski PKB wzrósł o niemal 18%, podczas gdy brytyjska – o mniej niż 1%. To tempo, które dla ekspertów jest zaskakujące, ale dla kogoś, kto codziennie obserwuje rozwój nowych osiedli, modernizacje miast, inwestycje w przemysł i technologie – całkowicie naturalne. Nie ma tu przypadku – to efekt konsekwentnych reform rynkowych, strategicznych inwestycji zagranicznych, w tym dużych funduszy unijnych, oraz stabilności makroekonomicznej, której Polska nauczyła się w ciągu ostatnich dekad.
Technologia stała się kolejnym polem przewagi. Brytyjscy dziennikarze podkreślają, że Polska ma szybszy internet mobilny, lepszą infrastrukturę cyfrową i tańszą energię elektryczną. Z pozoru drobne szczegóły – w rzeczywistości mają ogromne znaczenie. Przedsiębiorcy, startupy i inwestorzy zagraniczni przyciągani są do miejsc, w których technologia wspiera biznes. Szybka sieć, efektywna logistyka i dostęp do tańszej energii – to przewagi konkurencyjne, które w krótkim czasie mogą decydować o tym, kto w Europie przyciąga kapitał i talenty, a kto zostaje w tyle.
Nie można też ignorować kwestii regionalnych. 12 z 16 polskich województw jest dzisiaj zamożniejszych niż zachodnia Walia – jeden z najbiedniejszych regionów Wielkiej Brytanii. To pokazuje, że rozwój w Polsce nie jest skoncentrowany tylko w stolicy czy kilku dużych miastach. Regionalne ośrodki gospodarcze, inwestycje w transport, edukację i przemysł pozwalają równomiernie rozwijać kraj, a różnice między Polską a Zachodem stopniowo się zmniejszają.
Równie fascynujące jest to, jak zmienia się mentalność Polaków. Exodus z Wielkiej Brytanii i innych krajów zachodnich przy jednoczesnym powrocie do kraju pokazuje, że Polska staje się atrakcyjnym miejscem do życia nie tylko dla cudzoziemców, ale także dla własnych obywateli. W ciągu ostatnich 12 miesięcy z Wielkiej Brytanii wróciło do kraju 25 tys. Polaków, a przybyło 7 tys. nowych mieszkańców. To trend, który w dużej mierze wynika z wyższej jakości życia, niższych kosztów utrzymania, perspektyw zawodowych i stabilności społecznej.
Nie sposób nie wspomnieć też o wymiarze politycznym i międzynarodowym. Wizyta prezydenta Karola Nawrockiego w Londynie jest symbolem zmiany pozycji Polski na arenie europejskiej. To nie jest kraj, który prosi o uwagę; to kraj, który zaczyna wymagać respektu i traktowany jest jako partner do poważnych rozmów. Polska już teraz przyciąga uwagę dzięki swojej gospodarce, technologii i stabilności, co z kolei przekłada się na wzrost znaczenia w UE i w stosunkach bilateralnych z innymi państwami europejskimi.
Co ważne, dynamika rozwoju Polski nie wynika wyłącznie z porównania z Wielką Brytanią. To efekt wieloletniej strategii, która łączy integrację z UE z zachowaniem własnej waluty, przyciąganie inwestycji zagranicznych, reformy edukacyjne i inwestycje w nowe technologie. Polska pokazuje, że przemyślana polityka gospodarcza, stabilność instytucjonalna i elastyczność społeczeństwa mogą w krótkim czasie doprowadzić do znaczącego nadrobienia dystansu do bogatszych państw.
Nie można również ignorować wymiaru społecznego i kulturowego. Patriotyzm, który w Polsce nabrał nowego wymiaru po transformacji, łączy się z praktycznym podejściem do życia codziennego: ludzie inwestują w siebie, wracają do kraju, rozwijają firmy i projekty, które zwiększają konkurencyjność państwa. To jest element, który trudno zmierzyć w statystykach, ale który jest odczuwalny w miastach, na uczelniach, w sektorze prywatnym i publicznym.
Na końcu warto podkreślić, że Polska jako „supermocarstwo” nie jest tylko etykietą medialną. To wynik realnej, codziennej pracy milionów ludzi, inwestycji państwowych i prywatnych, innowacji i strategicznego myślenia. To kraj, który jeszcze kilka dekad temu był postrzegany jako peryferia Europy, a dzisiaj wyznacza trendy i przyciąga uwagę na całym kontynencie. To kraj, który pokazał, że transformacja może być szybka, skuteczna i… inspirująca dla innych.
Polska krok po kroku do własnej potęgi
Gdy myślę o Polsce dzisiaj, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy świadkami wyjątkowej zmiany w historii kraju – zmiany, która jest zarówno materialna, jak i mentalna. Brytyjskie media piszą o nas w tonie, który jeszcze kilka lat temu byłby nie do pomyślenia: Polska dogania, a w niektórych aspektach wyprzedza Wielką Brytanię. To nie jest zwykła statystyka, to odzwierciedlenie wysiłku całego społeczeństwa, które nie godzi się na przeciętność i nie boi się wyzwań.
To, co najbardziej mnie fascynuje, to fakt, że Polska zmienia się równocześnie w wymiarze gospodarczym, technologicznym i społecznym. Szybszy internet mobilny, tańsza energia, rozwinięta infrastruktura kolejowa – te „drobiazgi” w rzeczywistości pokazują, że kraj nauczył się wykorzystywać nowoczesność dla swoich obywateli. Każda inwestycja w transport, każde nowe połączenie cyfrowe czy rozwój przemysłu technologicznego nie tylko przyciąga biznes, lecz także tworzy poczucie sprawczości i dumy wśród ludzi.
Nie mniej istotne są zmiany demograficzne i społeczne. Powroty Polaków z emigracji, wzrost zainteresowania Polską ze strony cudzoziemców, wyższa atrakcyjność kraju do życia i pracy – to dowód, że Polska zaczyna być miejscem, w którym ludzie chcą żyć, inwestować i budować przyszłość. Migracje, które kiedyś były symbolem niedostatku i braku perspektyw, dziś stają się świadectwem atrakcyjności naszego kraju. Ludzie wracają, bo Polska oferuje lepsze życie, stabilność i możliwości, które kiedyś wydawały się odległym marzeniem.
Patrząc na to z perspektywy politycznej i międzynarodowej, widać, że Polska nie jest już krajem peryferyjnym. Prezydent Karol Nawrocki odwiedzający Londyn jako partner, a nie petent, jest symbolem nowej pozycji Polski w Europie. To nie tylko prestiż – to realna zmiana w postrzeganiu naszego kraju na arenie międzynarodowej. Polska stała się krajem, którego rozwój wymaga uwagi, którego głos liczy się w dyskusjach europejskich i globalnych.
Ale w tym wszystkim nie chodzi wyłącznie o liczby czy tytuły gazet. Chodzi o tempo, z jakim Polska idzie do przodu, o determinację i skuteczność ludzi, którzy ją tworzą. Polska nie nadrabia już zaległości – Polska wyznacza tempo, pokazując, że transformacja, inwestycje i strategiczne decyzje mogą przekształcić kraj w przeciągu kilku dekad z „kraju peryferyjnego” w europejskiego lidera.
Dla mnie osobiście to także lekcja pokory i ambicji. Pokazuje, że rozwój nie jest przypadkiem, że sukces nie spada z nieba, a prawdziwa potęga kraju wynika z połączenia wizji, konsekwencji i codziennej pracy ludzi. To także przypomnienie, że każdy krok w stronę poprawy, każda reforma, każda inwestycja – nawet jeśli nie jest spektakularna – buduje coś znacznie większego: nową pozycję kraju w Europie i świecie.
I wreszcie, na zakończenie, myśl, która zostaje ze mną po lekturze raportów, analiz i obserwacji codziennego życia: Polska staje się europejskim supermocarstwem nie dlatego, że ktoś tak ją ogłosił, lecz dlatego, że jej rozwój jest realny, namacalny i widoczny w codziennym życiu ludzi. To kraj, który wreszcie odzyskuje prawo do dumy, który pokazuje, że można wracać z emigracji nie w poczuciu porażki, lecz w poczuciu siły i możliwości.
Bo w tym wszystkim nie chodzi o wyścig z Wielką Brytanią ani z innymi państwami. Chodzi o Polskę – kraj, który po latach transformacji, po trudach przeszłości i wyzwaniach teraźniejszości pokazuje, że można iść do przodu z odwagą, mądrością i wizją, stając się inspiracją dla innych i supermocarstwem, które Europa zaczyna traktować z szacunkiem.

wlk bryt sie pogrążyła wychodząc z unii. i tyle a My się rozwijamy dzięki Unii.
OdpowiedzUsuńgospodarczo i drogowo i inwestycyjnie owszem dzięki
Unii głownie stanęliśmy na nogi. rodacy pracują ciężko w kraju, nie wszyscy. od tej garstki co wróciła chyba aż tak się nie poprawiło ? ale mentalnie..tośmy za murzynami ;-)
no i niemójprezydent niech nie jeździ i rozmawia z pozycji siły, bo wiadomo. kompromitacja i fistaszki.
Jest w tym sporo gorzkiej prawdy. Wielka Brytania po wyjściu z Unii raczej nie stała się przykładem sukcesu, którym straszono albo którym próbowano kusić. U nas natomiast trudno uczciwie zaprzeczyć, że środki unijne zrobiły ogromną robotę – wystarczy wyjechać poza duże miasta i zobaczyć drogi, inwestycje, infrastrukturę, która po prostu powstała. To nie spadło z nieba, tylko było efektem konkretnej współpracy.
UsuńZ drugiej strony mam podobne odczucie, że mentalnie wciąż mamy sporo do nadrobienia. Gospodarka to jedno, ale sposób prowadzenia rozmów, język, którym posługują się politycy, i to ciągłe „granie na siłę” raczej nas nie wzmacnia, tylko wystawia na śmieszność. Kompromitacja nie buduje pozycji, a już na pewno nie szacunku. Można się rozwijać infrastrukturalnie i jednocześnie stać w miejscu mentalnie – i to jest chyba największy problem, o którym rzadziej chce się mówić wprost.
Wielokrotnie eurosceptykom, zwłaszcza tym braunatnym, zadawałem jedno pytanie:
Usuń- Czy jakiś kraj stracił na przynależności do UE?
Sensownej odpowiedzi, z ich strony, nie doczekałem się.
Dokładnie, czasami rozmowa z eurosceptykami kończy się na hasłach i emocjach, a brak faktów jest uderzający. Właśnie takie pytania pokazują, że krytyka powinna opierać się na konkretnych danych, a nie tylko na retoryce. Nie chodzi przecież o ślepe popieranie, ale o rzetelną ocenę korzyści i strat – a w praktyce często tego brakuje. Ciekawi mnie, czy w ogóle kiedykolwiek ktoś podejdzie do tematu analitycznie, zamiast od razu odpierać argumenty ideologią.
Usuńjest to pewien paradoks, że kraj się rozwija /tak w ogólnym bilansie, bo nie we wszystkim/, mimo, że państwo mu w tym bardziej przeszkadza, niż pomaga... zważywszy jednak na to, że zawsze jest tak, iż państwo dba bardziej o siebie, niż o kraj, którym zarządza, można to uważać za pewne osiągnięcie...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Dokładnie, to takie trochę dziwne osiągnięcie – kraj idzie do przodu pomimo tego, że instytucje państwowe częściej przeszkadzają niż pomagają. To pokazuje, że ludzie, przedsiębiorcy, lokalne społeczności potrafią „ruszyć z miejsca” mimo biurokratycznych przeszkód. I o ile inwestycje czy infrastruktura mogą robić wrażenie na papierze, to mentalnie wciąż zostajemy w tyle, bo państwo częściej myśli o własnych interesach niż o realnym wsparciu obywateli. Trzeba docenić te postępy, ale nie można przymykać oczu na to, jak wiele mogłoby być lepiej przy normalnym, rozsądnym wsparciu ze strony władz.
Usuńwidzę tu pewną analogię z kwestią kontrolowania, cenzurowania sztuki przez państwo... im bardziej państwo próbuje wpływać na publikowany kontent, tym więcej ciekawszych rzeczy powstaje w undergroundzie i więcej pomysłów na zaszywanie różnych treści w produktach ukazujących się legalnie, za przyzwoleniem władz... aczkolwiek jest w tym też jakaś krytyczna granica, gdy poziom zamordyzmu zaczyna naprawdę dławić tą sztukę...
UsuńHistoria pokazuje, że im więcej kontroli i prób „ustawiania” przekazu, tym większa kreatywność rodzi się poza oficjalnym obiegiem. Ludzie po prostu znajdują inne sposoby mówienia tego, czego nie wolno powiedzieć wprost — czasem subtelniejsze, czasem bardziej wyrafinowane niż otwarty przekaz. Z drugiej strony masz rację z tą granicą. W pewnym momencie presja przestaje inspirować, a zaczyna dusić, bo energia idzie już nie w tworzenie, tylko w omijanie zakazów. I wtedy sztuka nie rozwija się, tylko walczy o przetrwanie. To delikatna równowaga, o której decydenci zwykle przypominają sobie dopiero wtedy, gdy jest już za późno.
UsuńTak, ten przyspieszony rozwój jest widoczny prawie na każdym kroku. Jest to uwarunkowane wieloma czynnikami. Ważne jest to by rosła świadomość ludzi, że coś się zmienia i że te zmiany są na lepsze a nie na gorsze. Potrzeba jednak trwania w tych działaniach i konsekwencji, jakie ze sobą niosą. Czasami jednak myślę, że część społeczeństwa zawsze będzie szukać dziury w całym, nie widząc dobrych stron tego przeobrażania się państwa. Zawsze tak jednak było, jest i będzie.
OdpowiedzUsuńDokładnie, też to zauważam. Widać, że wiele rzeczy się zmienia i rzeczywiście idą w dobrym kierunku, choć tempo bywa czasem przytłaczające. Zgadzam się, że kluczowa jest świadomość ludzi – gdy dostrzegamy postęp, łatwiej go docenić i wspierać. Niestety zawsze znajdzie się grupa, która zamiast zauważać pozytywne efekty, skupia się na niedoskonałościach. Taki już ludzki zwyczaj – pesymizm czy krytyka często przychodzi łatwiej niż dostrzeganie wysiłku i rezultatów. Ale mimo to warto doceniać te zmiany i obserwować, co z nich wyniknie w perspektywie kilku lat.
UsuńCztery lata temu sama wróciłam po dziesięcioletnim pobycie we Francji i Belgii. Zmiany są duże ma plus , Polska jest czysta z tradycją i kochana. Pozdrawiam serdecznie .
OdpowiedzUsuńTeż to odczuwam podobnie. Po dłuższym czasie za granicą wraca się z pewnym bagażem doświadczeń i od razu widać, co się zmieniło – zarówno w pozytywnym, jak i mniej pozytywnym sensie. Polska ma w sobie coś wyjątkowego: tradycję, kulturę, znajome rytuały dnia codziennego, które trudno zastąpić gdzie indziej. Fajnie, że widzisz te zmiany na plus – to pokazuje, że mimo wyzwań, kraj się rozwija i potrafi zachować swoje wartości. Pozdrawiam serdecznie.
UsuńPolska staje sie powoli celem migracyjnym, wcale nie dla "inzynierow i lekarzy" z Bliskiego Wschodu czy polnocnej Afryki, ale dla mieszkancow zachodniej Europy znudzonych utrzymywaniem "uchodzcow". Coraz wiecej Brytyjczykow czy Niemcow planuje swoja przyszlosc wlasnie w Polsce, gdzie nie tylko gospodarka sie umacnia, ale gdzie jest bezpiecznie, a bezpieczenstwo jest bezcenne.
OdpowiedzUsuńCoraz częściej widać, że Polska staje się miejscem przyjaznym dla tych, którzy szukają spokoju i stabilności, a nie tylko dla specjalistów z konkretnych branż. Bezpieczeństwo i względna przewidywalność życia codziennego to coś, czego nie da się przecenić – nawet w obliczu innych zalet kraju, jak gospodarka czy infrastruktura. Ciekawi mnie, jak te zmiany będą wpływać na lokalne społeczności i codzienne życie – czy Polska rzeczywiście przyjmie tę nową falę mieszkańców w sposób harmonijny.
UsuńCo do większości tekstu, zgadzam się, Polska faktycznie zaczyna liczyć się w Europie, a sytuacja w kraju tez wydaje się lepsza, co widać chociażby po niskiej inflacji, która za poprzedników sięgała już dwucyfrowego wyniku. Natomiast nie zgadzam się z tym, że "Prezydent Karol Nawrocki odwiedzający Londyn jako partner, a nie petent, jest symbolem nowej pozycji Polski w Europie" Przede wszystkim - nie prezydent, tylko osoba pełniąca tę funkcję przez polityczne rozgrywki. Za każdym razem, gdy go widzę, wstydzę się, że część narodu go wybrała i nie sądzę, że jego osoba ma jakieś znaczenie w Europie, co widać po ostatnim głosowaniu poparły umowę z Mercosur , mimo że Nawrocki rozmawiał z panią premier Giorgią Meloni . Poza tym nie mam wątpliwości, że Polska w ostatnich latach wykonała ogromny skok rozwojowy – wystarczy spojrzeć na infrastrukturę, tempo inwestycji czy zmianę jakości życia w wielu regionach. To są realne fakty, które trudno dziś podważać. Ale to nie zasługa Nawrockiego. Jednocześnie jednak pojęcie „europejskiego supermocarstwa” brzmi bardziej jak chwyt publicystyczny niż precyzyjna diagnoza. Owszem, w niektórych wskaźnikach Polska wyprzedza Wielką Brytanię lub szybko ją dogania, ale rozwój to nie tylko PKB, internet i kolej. To także system ochrony zdrowia, demografia, jakość instytucji, stabilność prawa czy zdolność do długofalowego planowania – a tu obraz jest już znacznie bardziej złożony. Warto jednak pamiętać, że sukces nie jest stanem trwałym – wymaga ciągłej pracy, korekt i uczciwego spojrzenia także na słabsze strony. Dlatego zamiast pytać, czy Polska jest już supermocarstwem, sensowniej zapytać: czy potrafimy mądrze wykorzystać moment, w którym naprawdę jesteśmy na fali wznoszącej. To pytanie wydaje się dziś ważniejsze niż najbardziej efektowne nagłówki.
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Twoją analizą. Faktycznie, Polska w ostatnich latach zrobiła ogromny postęp – infrastruktura, inwestycje, poprawa jakości życia w wielu regionach są niezaprzeczalne. Natomiast przypisywanie tego jednej osobie jest mocno naciągane – rozwój kraju to efekt wielu czynników i pracy setek ludzi, nie jednostki. Również opisanie Polski jako „europejskiego supermocarstwa” brzmi raczej jak chwyt marketingowy niż realna diagnoza – rzeczywistość jest bardziej złożona, szczególnie jeśli spojrzeć na słabsze obszary, jak ochrona zdrowia czy stabilność instytucji. Zgadzam się, że kluczowe teraz jest mądre wykorzystanie tego momentu i konsekwentne budowanie trwałych fundamentów, a nie wyłącznie efektowne gesty czy tytuły w mediach.
UsuńHmmm...cieszy postęp, i widać go naprawdę. Mamy też bardzo wielu zdolnych ludzi młodzież wygrywa międzynarodowe prestiżowe konkursy. Więc i perspektywy jakieś są. Ale wiele rzeczy też smuci bardzo. Najbardziej smuci brak szacunku do właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw, którzy dostają "po łbie" na każdym kroku. A to oni właśnie są kołem zamachowym prowadzącym do wzrostu gospodarczego. Nie mają wsparcia, tylko kłody pod nogi. Wielu niestety musi zamykać firmy, i iść do korporacji, które podatków w naszym kraju nie płacą. Rozwój jest, ale nie ma już żadnego polskiego przedsiębiorstwa. Nie mamy już nic swojego. Oj, to temat rzeka, długo by pisać...
OdpowiedzUsuńMam podobne, dość ambiwalentne odczucia. Z jednej strony naprawdę widać postęp i trudno go uczciwie negować — młodzi ludzie pokazują klasę, wygrywają konkursy, mają wiedzę, ambicję i potencjał, którego jeszcze kilkanaście lat temu po prostu brakowało. To daje nadzieję, że jako społeczeństwo mamy solidne fundamenty na przyszłość.
UsuńZ drugiej strony coraz trudniej nie zauważyć, jak mało przestrzeni zostawia się tym, którzy próbują działać na własny rachunek. Małe i średnie firmy faktycznie dostają najmocniej — od przepisów, przez koszty, po brak realnego wsparcia. A przecież to one budują lokalne rynki pracy i trzymają gospodarkę przy ziemi, a nie wielkie korporacje, które często są tylko „przelotem” i podatkowo niewiele zostawiają.
Najbardziej boli chyba to poczucie, że własna przedsiębiorczość przestaje się opłacać nie dlatego, że ktoś sobie nie radzi, ale dlatego, że system skutecznie zniechęca do samodzielności. Rozwój na papierze jest, ale coraz częściej odbywa się kosztem tego, co było nasze i lokalne. To faktycznie temat rzeka i nie da się go zamknąć w kilku zdaniach, ale warto o nim mówić, bo bez zdrowych, rodzimych firm ten postęp może się okazać bardzo kruchy.
Jest wiele dobrych zjawisk i trudno ich nie zauważyć. Zasmuca fakt, że te nieduże firmy muszą zwijać się. Niedawno padł fajny sklepik na moim osiedlu. Dwoje ludzi, po powrocie z Irlandii, zbudowało sklepik. Mieli klientów i nieduże ceny. Cieszyli się, że będzie ich więcej, bo powstawały i powstają nowe bloki mieszkalne. Niestety, na ich nieszczęście pojawił się market. Sklepik już jest rozebrany do gołej ziemi. Szkoda! Chyba w całej Polsce tak mamy. Pozdrawiam wszystkich!
UsuńTeż mam wrażenie, że to jeden z najbardziej bolesnych paradoksów ostatnich lat. Z jednej strony widać rozwój, nowe osiedla, więcej ludzi, ruch i potencjał. Z drugiej — właśnie w takich momentach najmniejsze, często najbardziej „ludzkie” biznesy przegrywają z bezosobową skalą marketów. Historia tego sklepiku brzmi bardzo znajomo i chyba każdy z nas mógłby wskazać podobne miejsce ze swojej okolicy, które zniknęło po cichu, mimo że było potrzebne i miało swoich stałych klientów. To nie jest tylko kwestia cen, ale też relacji, zaufania i lokalności, które trudno wycenić. Szkoda, że system rzadko daje takim miejscom realną szansę na przetrwanie. Pozdrawiam.
UsuńHmm.... powiedziałabym, że temat dość odważny, bowiem blisko mu do politykowania, które chcemy czy nie, zawsze jedynie dzieli, a nie łączy... taka jest niestety prawda.
OdpowiedzUsuńCo do państwa, to jak w życiu, jak właściwie we wszystkim co nas otacza, są lepsze i gorsze aspekty, lepsze i gorsze decyzje, większy i mniejszy wzrost. Jak to mówią życie kołem się toczy ;)
To rzeczywiście temat, który łatwo skręca w stronę politykowania, a wtedy zamiast rozmowy pojawiają się emocje i podziały. Niezależnie od intencji autora, takie teksty zawsze będą odbierane przez pryzmat sympatii i antypatii, a to rzadko sprzyja spokojnej refleksji.
UsuńPaństwo – jak wszystko w życiu – nie jest bytem jednorodnym. Są decyzje trafione i takie, które budzą wątpliwości, okresy rozwoju i momenty wyhamowania. Trudno oczekiwać, żeby było tylko „dobrze” albo tylko „źle”. Czasem coś idzie do przodu, a jednocześnie coś innego wyraźnie nie domaga.
Dlatego chyba najrozsądniejsze jest patrzenie na takie tematy z dystansem, bez potrzeby opowiadania się po jednej ze stron. Życie faktycznie toczy się kołem i warto mieć tego świadomość, zamiast dać się wciągnąć w spory, które rzadko cokolwiek realnie zmieniają.
Dokładnie, dystans i rozważne podejście do każdej sytuacji to coś co powinno być najważniejsze w rozmowie o kraju, jego za i przeciw ;)
UsuńPodpisuję się pod tym. Bez dystansu i spokojnego myślenia bardzo łatwo wpaść albo w bezkrytyczny zachwyt, albo w totalne zniechęcenie, a jedno i drugie niewiele wnosi. Kraj to nie jest ani czarno-biały sukces, ani wieczna katastrofa — raczej suma decyzji, ludzi i okoliczności, które ciągle się zmieniają. Sensowna rozmowa zaczyna się dopiero wtedy, gdy potrafimy jednocześnie docenić to, co działa, i uczciwie nazwać to, co wymaga poprawy, bez krzyku i ideologicznych okopów. Tylko z takiego podejścia może wyniknąć coś konstruktywnego.
UsuńGuzik prawda. Jesteśmy gównianym kraikiem, z którym nikt się nie liczy i w którym szary obywatel ledwo daje radę od pierwszego do pierwszego, a emeryci i renciści przymierają głodem lub umierają przedwcześnie, bo nie stać ich na leki. To jest państwo wrogie obywatelowi, które ma setki sposobów, żeby szaraczka ujaić. Szaleje inflacja, młodzi nie mają szans na mieszkania i mieszkają po kilkadziesiąt lat z rodzicami, podatki i ceny wynajmów lokali zabijają firmy i firemki, kompromitujący prezydent, złodziejskie banki i na każdym kroku obcy kapitał. Do tego mentalność Polaczków poniżej wszelkiej krytyki. I na co się zdały ten postęp i rozwój?
OdpowiedzUsuńRozumiem złość, bo wiele z tych rzeczy naprawdę boli i trudno je zbyć machnięciem ręki. Życie od pierwszego do pierwszego nie jest żadną abstrakcją, tylko codziennością dla ogromnej grupy ludzi. Emeryci liczący każdy grosz, młodzi bez realnych perspektyw na własne mieszkanie, drobni przedsiębiorcy duszeni kosztami – to nie są pojedyncze przypadki, tylko systemowy problem.
UsuńMam jednak wrażenie, że w takim ujęciu wszystko wrzucamy do jednego worka i wychodzi obraz całkowitej beznadziei, a to też nie do końca oddaje rzeczywistość. Państwo faktycznie bywa opresyjne wobec obywatela, biurokracja i podatki potrafią skutecznie zniechęcić do uczciwej pracy, a banki i wielki kapitał grają według własnych reguł. Z drugiej strony trudno udawać, że nic się nie zmieniło przez ostatnie lata – infrastruktura, dostęp do usług, poziom życia w wielu miejscach jednak się poprawił.
Problem w tym, że ten „rozwój” nie rozkłada się równo. Jedni na nim korzystają, inni płacą za niego najwyższą cenę. I tu rodzi się frustracja, która jest całkowicie zrozumiała. Bo jeśli postęp nie przekłada się na poczucie bezpieczeństwa, stabilności i godności zwykłego człowieka, to trudno się nim zachwycać.
Może więc nie chodzi o to, czy Polska się rozwija, tylko dla kogo ten rozwój faktycznie jest. Bo bez odpowiedzi na to pytanie nawet największe liczby i wskaźniki niewiele znaczą.
Końcowy wniosek bardzo trafny. Każdy patrzy ze swojego punktu widzenia i... siedzenia. Co mi po rozwoju, skoro nie przyniósł mi niczego dobrego? Pamiętam czasy PRL-u. Żyło się o wiele lepiej. Może trudno było w kryzysie, ale ludzie byli inni, wyznawali jakieś wartości, istniały życzliwość, bezinteresowność, uczynność... Co z tego dzisiaj zostało? Co z tego, że są towary w sklepach, skoro nie ma ich za co kupić?
OdpowiedzUsuńRozumiem ten punkt widzenia i myślę, że warto go traktować poważnie, a nie zbywać hasłami o „postępie”. Rozwój sam w sobie niewiele znaczy, jeśli nie przekłada się na realne poczucie bezpieczeństwa i sensu w codziennym życiu. Wielu ludzi nie tęskni przecież za brakami w sklepach, tylko za relacjami, które były prostsze i bardziej ludzkie, za poczuciem, że nie wszystko kręci się wokół pieniędzy i rywalizacji. Dziś mamy większy wybór, ale też więcej lęku, presji i porównań, które męczą na co dzień. I trudno się dziwić pytaniu: co mi po tym wszystkim, skoro życie nie stało się przez to lepsze. To pytanie nie jest cofaniem się w przeszłość, tylko uczciwym rozliczeniem teraźniejszości.
Usuń