Palermo, które nie daje się zapomnieć – i gra, która nie pozwala przejść obok siebie obojętnie

 

 

Wejdź do świata zbrodni z grą „Morderstwo w Palermo” – detektywistycznym doświadczeniem, które przenosi Cię do serca jednego z najbardziej fascynujących i niejednoznacznych miast Europy: Palermo.

Są miasta, które pachną wakacjami. I są takie, które pachną historią. Palermo pachnie tajemnicą.
Słońce odbija się tu od jasnych fasad, a kilka kroków dalej wąska uliczka prowadzi w cień – nie tylko architektoniczny. To miasto nie daje się łatwo polubić. Ono każe się rozgryzać, warstwa po warstwie. Jak akta sprawy, które z początku wydają się banalne, a z każdą stroną odsłaniają coraz bardziej niepokojącą prawdę.

I właśnie w ten świat wciąga Cię „Morderstwo w Palermo”.

Nie w plastikową, uproszczoną wersję zbrodni z serialu true crime. Nie w wygładzoną, instagramową Sycylię z folderów biur podróży. Tylko w Palermo z krwi, potu i milczenia. W Palermo, gdzie monumentalny gmach Teatro Massimo dominuje nad miastem jak symbol kultury… i jak niemal teatralna scena dla ludzkich dramatów.

Bo umówmy się – żyjemy w czasach przesytu.
Seriale kryminalne? Setki.
Podcasty o morderstwach? Tysiące.
Clickbaitowe nagłówki o „szokujących odkryciach”? Bez liku.

Konsumujemy zbrodnię jak fast food. Szybko. Bezrefleksyjnie. Jednym uchem. Jednym okiem. W międzyczasie scrollując telefon.

„Morderstwo w Palermo” idzie pod prąd tej kultury natychmiastowej sensacji. I to jest jego siła.

Tu nie ma algorytmu, który podpowie Ci, kogo podejrzewać.
Nie ma wyszukiwarki, która w sekundę rozwiąże zagadkę.
Nie ma aplikacji, która zrobi robotę za Ciebie.

Jest za to cisza. Kartki papieru. Dowody. Zeznania. Sprzeczności.

I Ty.

To doświadczenie jest brutalnie uczciwe wobec gracza. Nie prowadzi za rękę. Nie daje nagród za samo kliknięcie. Zmusza do myślenia, do analizowania, do kwestionowania tego, co „wydaje się oczywiste”. A jeśli coś wiesz o prawdziwych śledztwach – wiesz, że „oczywiste” bywa największą pułapką.

Realistyczna fabuła nie jest tu marketingowym sloganem. Ona oddycha sycylijskim powietrzem – ciężkim od historii, napięć społecznych i półsłówek. Inspiracje prawdziwymi wydarzeniami nie są tanim chwytem, tylko fundamentem klimatu. Palermo nie jest tu pocztówką. Jest żywym organizmem, w którym przeszłość nieustannie negocjuje z teraźniejszością.

I właśnie dlatego ta gra działa.

Bo zamiast eskapistycznej fantazji dostajesz coś bardziej wymagającego – intelektualny pojedynek. Z autorami. Z podejrzanymi. Z własnymi uprzedzeniami.

Zadaj sobie pytanie: kiedy ostatni raz naprawdę się zatrzymałeś?
Kiedy ostatni raz przeczytałeś coś dwa razy, bo jeden szczegół nie dawał Ci spokoju?
Kiedy ostatni raz poczułeś dreszcz nie dlatego, że ktoś podniósł głos w słuchawkach, ale dlatego, że w czyichś zeznaniach coś się nie zgadzało?

„Morderstwo w Palermo” przywraca wagę detalu.
Uczy nieufności wobec pierwszego wrażenia.
Obnaża mechanizmy manipulacji – zarówno te fabularne, jak i nasze własne, psychologiczne skróty myślowe.

To gra dla ludzi, którzy nie chcą być tylko odbiorcami treści.
Dla tych, którzy wolą być uczestnikami.
Dla tych, którzy wiedzą, że prawda rzadko leży na wierzchu – częściej ukrywa się między wierszami.

A brak technologii? To nie nostalgiczny kaprys. To świadoma decyzja. W świecie, w którym każdy bodziec walczy o naszą uwagę, ta gra odbiera Ci rozpraszacze. Zostawia Cię sam na sam z materiałem dowodowym. I nagle okazuje się, że koncentracja to luksus. A myślenie – przywilej.

Jakość wykonania nie jest tu dodatkiem. Jest elementem narracji. Kiedy trzymasz w rękach starannie przygotowane dokumenty, kiedy czytasz protokoły przesłuchań, czujesz ciężar sprawy. To nie jest PDF wysłany mailem. To jest śledztwo, które fizycznie istnieje na Twoim stole.

I tak, ta gra stawia wymagania.
Nie każdemu się spodoba.
Nie każdy będzie miał cierpliwość, by drążyć, analizować, kwestionować.

Ale jeśli masz w sobie choć odrobinę detektywistycznej przekory – jeśli irytuje Cię powierzchowność współczesnej rozrywki – to Palermo czeka.

Czeka ze swoim światłem i cieniem.
Z monumentalnym teatrem, który staje się sceną zbrodni.
Z pytaniem, które nie daje spokoju: kto naprawdę stoi za morderstwem?

Odkryj sekrety Palermo.
Sprawdź, czy potrafisz oddzielić fakty od narracji.
Zobacz, czy masz w sobie wystarczająco dużo odwagi, by spojrzeć prawdzie w oczy – nawet jeśli okaże się mniej komfortowa, niż byś chciał.

Bo w tej historii nie chodzi tylko o znalezienie winnego.

Chodzi o to, czy jesteś gotów myśleć.

 


 

 

A teraz pozwól, że wejdziemy głębiej. Bez rozgrzewki. Bez kurtuazji. Prosto w środek śledztwa.

Bo prawda jest taka: większość z nas nie chce naprawdę rozwiązywać zagadek. Chcemy ich iluzję. Chcemy poczuć się inteligentni, ale bez wysiłku. Chcemy „wow”, ale bez mozolnego „dlaczego”. Dlatego tak świetnie sprzedają się uproszczone historie, w których każdy trop jest wyraźnie podświetlony, a winny ma twarz, którą łatwo znienawidzić.

„Morderstwo w Palermo” nie daje tej wygody. I całe szczęście.

Tutaj nie dostajesz prostego podziału na dobrych i złych. Dostajesz ludzi. Z ich motywacjami, lękami, interesami. Z półprawdami. Z przemilczeniami. A jeśli kiedykolwiek miałeś do czynienia z realnymi konfliktami — w pracy, w rodzinie, w biznesie — wiesz, że najgroźniejsze nie są jawne kłamstwa. Najgroźniejsze są rzeczy niedopowiedziane.

Ta gra boleśnie obnaża, jak bardzo jesteśmy podatni na narrację. Wystarczy odpowiedni ton zeznań, sugestywny szczegół, subtelne odwołanie do emocji — i już budujemy w głowie gotowy werdykt. Bez pełnych danych. Bez weryfikacji. Bez cierpliwości.

Brzmi znajomo?

W świecie, w którym wyroki zapadają w komentarzach pod postem, a opinia publiczna feruje sądy szybciej niż prokurator, taka gra działa jak zimny prysznic. Uczy wstrzemięźliwości. Uczy analizy. Uczy pokory wobec faktów.

I to jest jej najbardziej wywrotowy element.

Bo tak naprawdę „Morderstwo w Palermo” nie jest tylko historią o zbrodni. To opowieść o odpowiedzialności za osąd. O tym, jak łatwo możemy się pomylić. Jak chętnie dopasowujemy rzeczywistość do swoich przekonań. Jak szybko zamykamy sprawę, byle tylko odzyskać poczucie kontroli.

A tu kontroli nie ma. Jest proces.

Przeglądasz dowody. Widzisz coś, co wydaje się oczywiste. Chwilę później inne zeznanie podkopuje Twoją pewność. Wracasz. Analizujesz jeszcze raz. Zmieniasz hipotezę. I nagle zaczynasz rozumieć, czym naprawdę jest praca śledcza: nie spektakularnym pościgiem, ale żmudnym eliminowaniem wersji, które nie wytrzymują konfrontacji z faktami.

To doświadczenie ma w sobie coś bezczelnie ambitnego. Ono zakłada, że jesteś w stanie unieść ciężar myślenia. Że masz cierpliwość. Że potrafisz czytać między wierszami. Że nie potrzebujesz migających ekranów, by poczuć napięcie.

I w tym sensie ta gra jest niemal manifestem.

Manifestem przeciwko powierzchowności.
Przeciwko konsumpcyjnemu podejściu do historii.
Przeciwko rozrywce, która traktuje odbiorcę jak kogoś, kogo trzeba prowadzić za rękę.

Zamiast tego dostajesz materiały, które trzeba naprawdę „przepracować”. Przesłuchania, w których każdy przecinek ma znaczenie. Dowody, które nie krzyczą, tylko szepczą. A szept bywa bardziej niepokojący niż krzyk.

Jest w tym też coś bardzo osobistego.

Kiedy siadasz nad dokumentami, nagle orientujesz się, że ta gra uruchamia coś więcej niż ciekawość. Uruchamia Twoje mechanizmy oceniania ludzi. Twoje uprzedzenia. Twoje intuicje. Zaczynasz zauważać, komu wierzysz „bo tak”, a komu nie ufasz bez racjonalnego powodu. I to bywa niewygodne.

Bo może okaże się, że dałeś się zwieść komuś, kto mówił spokojnie i elegancko. A podejrzewałeś tego, kto był nerwowy, chaotyczny, zbyt emocjonalny. Może odkryjesz, że Twoje poczucie logiki było tylko elegancko ubranym skrótem myślowym.

To nie jest tylko rozgrywka. To lustro.

Do tego dochodzi klimat. Nie dekoracyjny, nie przerysowany. Taki, który osiada na kartkach jak cienka warstwa kurzu. Czujesz ciężar miejsca, w którym historia i współczesność splatają się w nieoczywisty sposób. Czujesz napięcie między oficjalną wersją wydarzeń a tym, co krąży w półoficjalnych rozmowach. I zaczynasz rozumieć, że zbrodnia w takim kontekście nigdy nie jest wyłącznie prywatną sprawą.

Każda decyzja, każdy konflikt, każdy interes ma swoje tło.

Właśnie dlatego ta gra wymaga odwagi. Nie tej spektakularnej, filmowej. Tylko tej cichej — odwagi przyznania się, że nie wiesz. Że musisz jeszcze sprawdzić. Że potrzebujesz czasu.

W świecie, który premiuje natychmiastowe odpowiedzi, to brzmi jak herezja.

A jednak jest w tym ogromna satysfakcja. Moment, w którym elementy zaczynają do siebie pasować. Gdy chaos informacji zamienia się w logiczną strukturę. Gdy hipoteza przestaje być przeczuciem, a staje się spójną rekonstrukcją wydarzeń.

I nawet wtedy pojawia się cień wątpliwości.

Czy na pewno wszystko uwzględniłeś?
Czy nie zignorowałeś drobnego szczegółu?
Czy Twoja narracja nie jest zbyt wygodna?

Ta gra zostawia Cię z pytaniami. I to jest jej największa siła.

Nie oferuje jedynie rozwiązania zagadki. Oferuje doświadczenie intelektualne. Wymagające. Angażujące. Momentami frustrujące. Ale właśnie dlatego tak wartościowe.

Bo ostatecznie nie chodzi tylko o to, kto zabił.

Chodzi o to, czy potrafisz wyjść poza schemat. Czy jesteś w stanie podważyć własne założenia. Czy umiesz odróżnić emocję od faktu. I czy masz w sobie wystarczająco dużo determinacji, by doprowadzić sprawę do końca — nawet jeśli oznacza to konfrontację z czymś, czego wcale nie chciałeś zobaczyć.

„Morderstwo w Palermo” to nie jest gra dla każdego.
To doświadczenie dla tych, którzy cenią intelektualny opór.
Dla tych, którzy nie boją się niejednoznaczności.
Dla tych, którzy wiedzą, że prawda rzadko bywa wygodna.

A jeśli czujesz, że to o Tobie — to być może jesteś gotów wejść do tej sprawy naprawdę. I sprawdzić, czy Twoje poczucie sprawiedliwości wytrzyma zderzenie z faktami.

 


 

 

I kiedy już przewrócisz ostatnią stronę akt.
Kiedy złożysz zeznania w jedną, pozornie logiczną całość.
Kiedy wskażesz winnego — z przekonaniem albo z cieniem wątpliwości — wtedy dopiero zaczyna się najciekawsza część tej historii.

Bo zostajesz sam ze swoim werdyktem.

Nie z fajerwerkami. Nie z animacją „gratuluję, rozwiązałeś sprawę”.
Z ciszą.

I w tej ciszy pojawia się pytanie, które jest znacznie ważniejsze niż to, kto zabił.

Czy naprawdę zrozumiałeś tę historię?

„Morderstwo w Palermo” nie kończy się w momencie wskazania sprawcy. Ono kończy się w Tobie. W Twoim sposobie myślenia. W tym, jak zmieniło Twoją czujność wobec faktów. Jak podważyło Twoją pewność siebie. Jak zmusiło Cię do przyznania, że prawda to nie jest linia prosta, tylko labirynt.

I powiem to wprost: właśnie dlatego ta gra jest tak potrzebna.

Żyjemy w epoce radykalnej prostoty. W czasach, w których każda złożona sprawa musi zmieścić się w jednym tweecie, a każda tragedia ma mieć jednego, łatwego do zidentyfikowania winnego. Uwielbiamy skróty. Uwielbiamy jednoznaczność. Uwielbiamy poczucie moralnej wyższości, które przychodzi razem z szybkim osądem.

A potem dziwimy się, że rzeczywistość nie chce się do tych uproszczeń dopasować.

Ta gra jest jak intelektualny trening oporu. Uczy, że dowód bez kontekstu bywa iluzją. Że świadek może mówić prawdę i jednocześnie manipulować. Że milczenie czasem znaczy więcej niż najbardziej emocjonalne wyznanie.

I co najważniejsze — uczy, że odpowiedzialność za osąd spoczywa na Tobie.

Nie na narratorze.
Nie na algorytmie.
Nie na większości.

Na Tobie.

To niewygodne. Bo nagle nie możesz zasłonić się cudzą opinią. Nie możesz powiedzieć: „tak wszyscy myśleli”. Musisz stanąć za własną analizą. Przyznać: to jest moja interpretacja faktów. To jest mój wniosek.

A jeśli się pomyliłeś? Cóż. To też jest część procesu.

W tym sensie „Morderstwo w Palermo” jest czymś znacznie więcej niż grą detektywistyczną. To opowieść o odpowiedzialności za myślenie. O dojrzałości intelektualnej. O odwadze przyznania, że świat nie jest czarno-biały, nawet jeśli bardzo byśmy tego chcieli.

I jest w tym coś głęboko osobistego.

Bo kiedy odkładasz materiały, zaczynasz patrzeć inaczej na rzeczywistość wokół siebie. Na wiadomości. Na publiczne skandale. Na konflikty, w których jedna strona wydaje się „oczywiście winna”. Zaczynasz zadawać więcej pytań. Szukać brakujących elementów. Dostrzegać, że narracja to potężne narzędzie.

To nie jest efekt uboczny. To jest efekt główny.

Ta gra nie chce tylko dać Ci satysfakcji z rozwiązanej zagadki. Ona chce zostawić w Tobie rysę. Niewielkie pęknięcie w dotychczasowej pewności. I przez to pęknięcie zaczyna wpadać światło.

Może odkryjesz, że za bardzo ufałeś intuicji.
Może zobaczysz, jak łatwo ulegasz pierwszemu wrażeniu.
Może zrozumiesz, że wolisz szybkie zakończenia od trudnych pytań.

A może — i to byłby najlepszy scenariusz — poczujesz głód więcej. Głód historii, które wymagają. Głód narracji, które nie traktują Cię jak biernego odbiorcy. Głód rozrywki, która nie tylko dostarcza emocji, ale też rozwija.

Bo właśnie taka powinna być dobra gra.
Nie eskapistyczna ucieczka od rzeczywistości.
Tylko laboratorium myślenia.

„Morderstwo w Palermo” daje Ci przestrzeń, by stać się kimś więcej niż konsumentem fabuły. Daje Ci rolę. Odpowiedzialność. Wymaga skupienia. I nie przeprasza za to, że stawia wysoko poprzeczkę.

I bardzo dobrze.

Bo może nadszedł moment, żebyśmy przestali zadowalać się bylejakością. Żebyśmy przestali traktować inteligencję jak zbędny luksus. Żebyśmy zaczęli wymagać od twórców — i od siebie — czegoś więcej.

Jeśli po tej historii zostanie w Tobie nie tylko satysfakcja, ale też lekki niepokój… to znaczy, że wszystko zadziałało. Jeśli przez chwilę zwątpisz w łatwe odpowiedzi, które wcześniej przyjmowałeś bez wahania — to znaczy, że ta podróż miała sens.

Bo ostatecznie nie chodzi o to, czy wskazałeś właściwego sprawcę.

Chodzi o to, czy przeszedłeś drogę.
Czy podjąłeś wysiłek.
Czy wziąłeś odpowiedzialność za własne wnioski.

A jeśli tak — to wygrałeś coś znacznie cenniejszego niż samą zagadkę.

Wygrałeś świadomość.

 


 

 

Gdzie kupić „Morderstwo w Palermo”?

Jeśli po lekturze tego tekstu poczułeś dreszcz ciekawości i chcesz stanąć oko w oko z mrocznymi zakamarkami sycylijskiej zbrodni, nie musisz długo szukać. „Morderstwo w Palermo” — ta wyjątkowa, detektywistyczna gra od Dowód Rzeczowy — dostępna jest bezpośrednio w oficjalnym sklepie:

👉 https://dowodrzeczowy.pl/product/gra-morderstwo-w-palermo/

To właśnie tam zamówisz egzemplarz, który może stać się twoim prywatnym śledztwem, intelektualnym wyzwaniem i — co tu ukrywać — jedną z najciekawszych gier, jakie trafiły ostatnio na rynek polskich gier detektywistycznych.

Nie tylko jako rozrywka — ale jako doświadczenie, które zostawia myśl na długo po rozwiązaniu ostatniej wskazówki.

Komentarze

  1. Italia, to - mogę napisać - moja słabość. Włochy mają w sobie tyle energii, że trudno się nie zakochać. Właściwie wszystko, co dotyka tego miejsca na Ziemi, jest w moim kręgu zainteresowań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale to rozumiem 😊 W tym kraju jest coś, czego nie da się do końca wytłumaczyć – światło, zapach powietrza, tempo życia, ludzie… Wszystko ma swój charakter. Nieważne, czy chodzi o małe miasteczka, sztukę, kuchnię czy zwykłą codzienność – tam nawet proste rzeczy smakują inaczej. Nic dziwnego, że tak wciąga.

      Usuń
  2. Brzmi dobrze, faktycznie większość gier wręcz prowadzi za rączkę a tu widać naprawdę trzeba wykazać się myśleniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie trafić na coś, co nie traktuje gracza jak kogoś, kto potrzebuje podpowiedzi na każdym kroku. Trochę kombinowania, kilka błędów po drodze i satysfakcja, kiedy w końcu samemu dojdzie się do rozwiązania — to daje zupełnie inne wrażenia. Takie gry zostają w głowie na dłużej

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. No to chyba o to chodziło 😉 Czasem lepiej zostawić nutkę tajemnicy niż wszystko wyłożyć od razu na stół. Skoro ciekawość już się pojawiła, to znaczy, że temat ma potencjał 😄

      Usuń
  4. Andrzeju, niestety nigdy nie byłam w Palermo, ale Twój post już pierwszych słów zaciekawił mnie. Wciągnął i z chęcią zagrałabym w ową grę.
    Andrzeju, napisałeś m.in., że "żyjemy w epoce radykalnej prostoty. W czasach, w których każda złożona sprawa musi zmieścić się w jednym tweecie, a każda tragedia ma mieć jednego, łatwego do zidentyfikowania winnego. Uwielbiamy skróty. Uwielbiamy jednoznaczność. Uwielbiamy poczucie moralnej wyższości, które przychodzi razem z szybkim osądem."
    Ja powiem, że niestety, ale patrząc na wszystko, z boku, żyjemy w naprawdę parszywych czasach. Naprawdę, gdybyśmy tylko chcieli, moglibyśmy w wielu aspektach ulepszyć, uprościć nasz świat. Wiele zła dzieje się na nasze życzenie (mówię ogólnie o ludzkości), przez ego, chciwość (na kasę, na władzę).
    Mówiąc o tym, że osądy są szybkie, najczęściej zbyt szybkie. Tak, ale patrząc na sporo z tego, co się dzieje wokół nas, to zagłębianie się w nie stanowi prawdziwe bagno (mówiąc zwłaszcza o polityce). Gdybyśmy doszli do ich początków, sporo wyglądaliby inaczej, niż nam "zaserwowano", a nasza ocena byłaby diametralnie inna, a przynajmniej walnęlibyśmy pięścią w stół. Okazałoby się, że serwowano nam głównie kłamstwa, byśmy stali się pionkami w grze.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że kiedy zaczyna się drążyć głębiej, wiele spraw przestaje być czarno-białych. To bywa męczące, bo łatwiej byłoby przyjąć gotową wersję wydarzeń i mieć święty spokój.

      Z drugiej strony mam wrażenie, że właśnie ta niezgoda na powierzchowność jest czymś bardzo cennym. Nawet jeśli polityka potrafi wciągnąć w bagno, to próba samodzielnego myślenia i zadawania pytań to jedyny sposób, żeby nie dać się ustawić w roli pionka. Nie zawsze zmienimy świat, ale możemy pilnować własnej uczciwości w ocenach — a to już sporo.

      Cieszę się, że tekst Cię wciągnął. Może kiedyś uda Ci się zobaczyć Palermo na własne oczy — a póki co, zawsze można zagrać w tę „grę” na własnych zasadach 🙂 Pozdrawiam ciepło!

      Usuń

Prześlij komentarz

WAŻNA ZDROWOTNA INFORMACJA:

Treści publikowane przeze mnie na blogu, w mediach społecznościowych (Instagram, itp.) ani w innych kanałach komunikacji nie stanowią profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam również indywidualnych porad ani konsultacji psychologicznych za pośrednictwem maila, komunikatorów czy mediów społecznościowych. Jeśli doświadczasz trudności psychicznych, emocjonalnych lub jesteś w kryzysie, gorąco zachęcam do skontaktowania się z wykwalifikowanym specjalistą — psychoterapeutą lub psychiatrą. To wspaniali profesjonaliści, którzy posiadają odpowiednią wiedzę i narzędzia, by realnie pomóc. Korzystanie z ich wsparcia jest ważnym i wartościowym krokiem 💙

PRAWA AUTORSKIE:

Wszelkie treści dostępne na blogu Andrzeja Włodarczyka podlegają ochronie prawnej. Ich pobieranie, kopiowanie, zwielokrotnianie, przechowywanie, rozpowszechnianie lub jakiekolwiek inne wykorzystywanie — niezależnie od formy, charakteru i sposobu wyrażenia — wymaga uprzedniej i jednoznacznej zgody właściciela bloga. Ochroną objęte są w szczególności treści słowne, tekstowe, graficzne, fotograficzne, audialne, audiowizualne, muzyczne, a także dane, informacje oraz bazy danych, bez względu na ich przeznaczenie i sposób utrwalenia. Zakaz dotyczy zarówno działań wykonywanych manualnie, jak i z użyciem narzędzi automatycznych, w tym systemów uczenia maszynowego oraz sztucznej inteligencji. Powyższe zastrzeżenie nie obejmuje wykorzystywania treści wyłącznie w celu ich indeksowania przez wyszukiwarki internetowe ani korzystania z nich w ramach obowiązujących umów lub dozwolonego użytku przewidzianego przez właściwe przepisy prawa. Szczegółowe informacje dotyczące zasad korzystania z treści znajdują się pod tym linkiem. Materiały redakcyjne znajdujące się na blogu Andrzej Włodarczyk - https://www.mrandrzejwlodarczyk.eu są wyłącznie własnością Andrzeja Włodarczyka. Stanowią one własność intelektualną. W związku z tym, w powołaniu na art. 25 Ustawy z 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych, autor bloga nie wyraża zgody na rozpowszechnianie (przedruk, wykorzystanie w przestrzeni internetowej, etc.) jakichkolwiek informacji zawartych na blogu Andrzej Włodarczyk - https://www.mrandrzejwlodarczyk.eu bez pisemnej zgody autora.