Test smartwatcha: Czy naprawdę warto wydać na niego pieniądze?

 

 

Nie pamiętam dokładnie, kiedy po raz pierwszy poczułem, że zwykły zegarek już mi nie wystarcza. Może było to w jednej z tych porannych podróży tramwajem, gdy patrzyłem na ludzi wpatrzonych w ekrany swoich smartfonów – odbierali połączenia, odpisywali na wiadomości, sterowali muzyką bez wyciągania telefonu z kieszeni. Ja stałem obok, z telefonem w dłoni, czując się jak ktoś nieco „odłączony” od świata. Byłem wtedy zmęczony ciągłym przeskakiwaniem między ekranami, powiadomieniami i aplikacjami, zastanawiając się, czy naprawdę muszę nosić cały ten technologiczny ciężar przy sobie. I wtedy w mojej głowie pojawiła się myśl: może smartwatch nie jest tylko gadżetem – może być sposobem na lepsze, bardziej zorganizowane życie, w którym technologia naprawdę pomaga, a nie przeszkadza.

Kiedy po raz pierwszy wziąłem do ręki Kiano Watch Solid 49mm w granatowym kolorze, poczułem coś więcej niż zwykłą ciekawość. To było wrażenie, że trzymam w dłoni kawałek technologii, który łączy w sobie elegancję, funkcjonalność i… pewien rodzaj codziennego luksusu. Koperta w grafitowym kolorze, granatowy pasek, ogromny ekran IPS 2,15 cala – wszystko sprawiało wrażenie przemyślanego od początku do końca. W momencie, gdy włączyłem zegarek, poczułem też ekscytację: co tak naprawdę potrafi? Jak bardzo może zmienić mój dzień, moje nawyki, moje podejście do organizacji czasu i aktywności fizycznej?

Nie chodziło tylko o wygląd czy rozdzielczość ekranu. To, co naprawdę mnie zaciekawiło, to potencjał procesora Jieli AC7012A6S – dwurdzeniowego CPU do 192 MHz z procesorem graficznym 2.5D. W świecie smartwatchy często natrafiamy na urządzenia, które przy pierwszym intensywnym użyciu zaczynają lagować, przeskakiwać, zwalniać. Tutaj od pierwszego uruchomienia wszystko działało płynnie, niezależnie od tego, czy przewijałem menu, otwierałem aplikacje sportowe, czy testowałem funkcje zdrowotne. Było to poczucie kontroli i płynności, które trudno przecenić, zwłaszcza gdy codzienność potrafi być chaotyczna i wymagająca.

Ale Kiano Watch Solid nie jest tylko zegarkiem dla technologicznych geeków. To urządzenie, które chce być częścią Twojego dnia – Twojego ruchu, Twojej aktywności, Twojego zdrowia. I to właśnie mnie urzekło najbardziej. Gdy testowałem funkcje monitorowania pulsu, ciśnienia, poziomu natlenienia krwi, liczenia kroków czy spalonych kalorii, poczułem, że zegarek „rozumie” moje potrzeby. To nie jest tylko ekran i chip – to coś, co w praktyce może wspierać codzienną rutynę, motywować do ruchu i jednocześnie dawać poczucie kontroli nad własnym ciałem.

Zanim jednak zacząłem testować jego funkcje, wiedziałem jedno: ten smartwatch ma potencjał, by zmienić sposób, w jaki postrzegam codzienną technologię. Nie tylko jako narzędzie do odczytywania powiadomień, ale jako prawdziwego partnera w organizacji dnia, treningu, zdrowia i kontaktu ze światem. I właśnie o tym – o każdym aspekcie, od sprzętowego rdzenia, przez funkcje sportowe i zdrowotne, po codzienną praktyczność – chcę Wam opowiedzieć w tym felietonie. Bo Kiano Watch Solid to coś więcej niż kolejny smartwatch – to mały, osobisty ekosystem, który wciąga, angażuje i zmienia sposób, w jaki patrzymy na naszą codzienność.

 

 

Nie pamiętam dokładnie, kiedy po raz pierwszy poczułem, że zwykły zegarek już mi nie wystarcza. Może było to w jednej z tych porannych podróży tramwajem, gdy patrzyłem na ludzi wpatrzonych w ekrany swoich smartfonów – odbierali połączenia, odpisywali na wiadomości, sterowali muzyką bez wyciągania telefonu z kieszeni. Ja stałem obok, z telefonem w dłoni, czując się jak ktoś nieco „odłączony” od świata. Byłem wtedy zmęczony ciągłym przeskakiwaniem między ekranami, powiadomieniami i aplikacjami, zastanawiając się, czy naprawdę muszę nosić cały ten technologiczny ciężar przy sobie. I wtedy w mojej głowie pojawiła się myśl: może smartwatch nie jest tylko gadżetem – może być sposobem na lepsze, bardziej zorganizowane życie, w którym technologia naprawdę pomaga, a nie przeszkadza.

Kiedy po raz pierwszy wziąłem do ręki Kiano Watch Solid 49mm w granatowym kolorze, poczułem coś więcej niż zwykłą ciekawość. To było wrażenie, że trzymam w dłoni kawałek technologii, który łączy w sobie elegancję, funkcjonalność i… pewien rodzaj codziennego luksusu. Koperta w grafitowym kolorze, granatowy pasek, ogromny ekran IPS 2,15 cala – wszystko sprawiało wrażenie przemyślanego od początku do końca. W momencie, gdy włączyłem zegarek, poczułem też ekscytację: co tak naprawdę potrafi? Jak bardzo może zmienić mój dzień, moje nawyki, moje podejście do organizacji czasu i aktywności fizycznej?

Nie chodziło tylko o wygląd czy rozdzielczość ekranu. To, co naprawdę mnie zaciekawiło, to potencjał procesora Jieli AC7012A6S – dwurdzeniowego CPU do 192 MHz z procesorem graficznym 2.5D. W świecie smartwatchy często natrafiamy na urządzenia, które przy pierwszym intensywnym użyciu zaczynają lagować, przeskakiwać, zwalniać. Tutaj od pierwszego uruchomienia wszystko działało płynnie, niezależnie od tego, czy przewijałem menu, otwierałem aplikacje sportowe, czy testowałem funkcje zdrowotne. Było to poczucie kontroli i płynności, które trudno przecenić, zwłaszcza gdy codzienność potrafi być chaotyczna i wymagająca.

Ale Kiano Watch Solid nie jest tylko zegarkiem dla technologicznych geeków. To urządzenie, które chce być częścią Twojego dnia – Twojego ruchu, Twojej aktywności, Twojego zdrowia. I to właśnie mnie urzekło najbardziej. Gdy testowałem funkcje monitorowania pulsu, ciśnienia, poziomu natlenienia krwi, liczenia kroków czy spalonych kalorii, poczułem, że zegarek „rozumie” moje potrzeby. To nie jest tylko ekran i chip – to coś, co w praktyce może wspierać codzienną rutynę, motywować do ruchu i jednocześnie dawać poczucie kontroli nad własnym ciałem.

Zanim jednak zacząłem testować jego funkcje, wiedziałem jedno: ten smartwatch ma potencjał, by zmienić sposób, w jaki postrzegam codzienną technologię. Nie tylko jako narzędzie do odczytywania powiadomień, ale jako prawdziwego partnera w organizacji dnia, treningu, zdrowia i kontaktu ze światem. I właśnie o tym – o każdym aspekcie, od sprzętowego rdzenia, przez funkcje sportowe i zdrowotne, po codzienną praktyczność – chcę Wam opowiedzieć w tym felietonie. Bo Kiano Watch Solid to coś więcej niż kolejny smartwatch – to mały, osobisty ekosystem, który wciąga, angażuje i zmienia sposób, w jaki patrzymy na naszą codzienność.

 

 

Na końcu tej przygody z Kiano Watch Solid dochodzę do wniosku, że to nie jest kolejny gadżet, który ma robić wrażenie przez pierwsze dni, a potem znikać w tle codzienności. On właśnie w tym tle zostaje – cicho, konsekwentnie i bez udawania, że jest czymś więcej, niż powinien. I paradoksalnie to jest jego największa siła. Z czasem przestaje się go „testować”, a zaczyna się na nim polegać. Sprawdzasz godzinę, odbierasz połączenie, zapisujesz trasę spaceru, kontrolujesz sen – i nawet nie zauważasz momentu, w którym zegarek staje się częścią Twojego dnia.

Dla mnie szczególnie ważne było to, że ten smartwatch niczego nie narzuca. Nie moralizuje, nie straszy wykresami, nie udaje trenera personalnego z ambicjami do zarządzania Twoim życiem. Daje informacje i zostawia decyzję po mojej stronie. Jeśli jednego dnia jestem aktywny – super, wszystko jest zapisane. Jeśli innego dnia wybieram spokój i ciszę – zegarek to akceptuje. Ta neutralność i brak presji sprawiają, że chce się go nosić długoterminowo, a nie tylko „na próbę”.

Z perspektywy czasu widzę też, jak bardzo doceniam jego stabilność. Brak zawieszeń, sensowna bateria, czytelny ekran, logiczne menu – to są rzeczy, które nie robią nagłówków, ale decydują o tym, czy urządzenie faktycznie zostaje z nami na dłużej. Kiano Watch Solid nie próbuje konkurować z zegarkami kosztującymi kilka tysięcy złotych, ale też nie sprawia wrażenia kompromisu. To sprzęt, który wie, czym jest i do kogo jest kierowany. I właśnie dzięki temu jest uczciwy.

Zamykając ten artykuł, mogę powiedzieć jedno: jeśli ktoś szuka smartwatcha, który realnie pomaga ogarniać codzienność, a nie tylko ją mierzyć i punktować, to tutaj znajdzie sensowną odpowiedź. To zegarek dla ludzi, którzy żyją normalnie – pracują, jeżdżą, chodzą, czasem trenują, czasem odpuszczają. I chcą mieć na nadgarstku coś, co ich w tym nie ogranicza, a dyskretnie wspiera.

Dla mnie Kiano Watch Solid stał się takim cichym towarzyszem dnia. Nie zawsze o nim myślę, ale zawsze wiem, że jest. A w świecie pełnym hałasu, powiadomień i technologii, która coraz częściej domaga się uwagi – to naprawdę dużo.

 

 

Komentarze

  1. Miałam kiedyś opaskę czy jak to się nazywało, nie lubiłam, budziła mnie w nocy, leży zapomniana w szafie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to podejście. Te wszystkie „inteligentne” gadżety często obiecują więcej, niż realnie dają w codziennym życiu. Na początku ciekawość, chęć kontroli, potem okazuje się, że zamiast pomagać, zaczynają przeszkadzać — budzą w nocy, przypominają o sobie w najmniej potrzebnym momencie. I nagle człowiek dochodzi do wniosku, że spokój snu jest ważniejszy niż kolejne wykresy i statystyki. To chyba dość naturalny etap: sprawdzić, odłożyć i wrócić do prostszych rozwiązań, bez poczucia, że coś się traci.

      Usuń
  2. A mi wystarcza... hmmm nie do końca zwykły, ale jednak nie smartwatch. Ja się polubiłam z MiBandami. Smukłe, nie przeszkadzają, wyglądają spoko, wodoodporne, pokazują godzinę jasno i wyraźnie i tyle mi starcza ;) Nie mam potrzeby odbierania smsów czy rozmawiania przez zegarek. Choć nie ukrywam.. podobają mi się te piękne, okrągłe tarcze i ozdobne paski. Tylko, że zapewne któryś z koni prędzej czy później by mi go zdewastował ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo rozsądne podejście. Też mam wrażenie, że w zegarkach łatwo przekroczyć granicę między „pomaga” a „zajmuje głowę”. MiBandy są właśnie po tej dobrej stronie – lekkie, dyskretne, robią swoje i nie próbują być centrum dowodzenia życiem. Godzina, podstawowe informacje, spokój. Reszta to często bardziej gadżet niż realna potrzeba.

      A te okrągłe tarcze i paski… jasne, oko się cieszy, sam to rozumiem. Tyle że życie bywa mniej salonowe niż reklamy – zwłaszcza w towarzystwie koni. W takich warunkach prostota i odporność wygrywają z estetyką. I to nie jest żadne „rezygnowanie z marzeń”, tylko zwykłe dopasowanie sprzętu do realnego życia.

      Usuń
  3. doceniają głównie ludzie zapracowani, łapiący czas, i tak jak piszesz pomaga ogarnąć rzeczywistość... lubię swojego też, kroki, ciśnienie, i różne takie, ale najświetniejsza jest funkcja szukania telefonu ;-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najlepiej oddaje sens takich urządzeń – nie jako zabawki, tylko jako drobnej pomocy w codziennym chaosie. Dla ludzi, którzy cały czas są „w biegu”, to po prostu narzędzie do ogarnięcia rzeczywistości, bez filozofii. Te wszystkie kroki, ciśnienie czy inne wskaźniki są w porządku, ale raczej jako dodatek, nie cel sam w sobie.

      A funkcja szukania telefonu… tu pełna zgoda. Niby drobiazg, a ratuje nerwy i czas częściej niż wszystkie wykresy razem wzięte. I to chyba najlepsza rekomendacja – coś, co realnie się przydaje, a nie tylko ładnie wygląda w aplikacji.

      Usuń
  4. Świetny tekst! Widać, że Kiano Watch Solid to coś więcej niż zwykły smartwatch – cichy towarzysz dnia, który wspiera codzienność, a nie narzuca presji. Podoba mi się, jak opisujesz płynność działania, funkcje zdrowotne i to, że zegarek „rozumie” potrzeby użytkownika. Taki sprzęt naprawdę może zmienić podejście do technologii – nie jako gadżet, ale pomocnika w organizacji dnia i dbaniu o siebie. 👌

    Pozdrawiam i serdeczności ślę 🥰

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne jest to podejście, że technologia ma być tłem, wsparciem, a nie kolejnym źródłem presji czy powiadomień, które krzyczą o uwagę. Opis działania i funkcji brzmi rozsądnie, bez obiecywania cudów, raczej jako narzędzie do ogarnięcia dnia i zdrowia na własnych zasadach.

      Mam wrażenie, że właśnie tego dziś wiele osób szuka: sprzętu, który działa, pomaga i nie udaje, że zmieni człowieka w wersję „idealną”. Jeśli zegarek potrafi się wpasować w codzienność zamiast ją przejmować, to już spory plus.

      Usuń
  5. Dla mnie to akurat rzecz całkowicie zbędna :). Zresztą zwykłych zegarków też nie lubię nosić, po prostu mi przeszkadzają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystko, co „sprytne” albo modne, musi od razu mieć sens dla każdego. Jeśli coś przeszkadza na ręce albo bardziej irytuje niż pomaga, to trudno mówić o jakiejkolwiek wartości dodanej. Czas można sprawdzić na wiele sposobów, a poczucie kontroli nad dniem nie bierze się przecież z gadżetów, tylko z głowy. Dobrze, że coraz częściej mówi się wprost, że nie trzeba się do wszystkiego zmuszać tylko dlatego, że „wszyscy mają”.

      Usuń
    2. no właśnie Siostro R.A., zakładamy front antyzegarkowy :)

      Usuń
    3. Uśmiechnąłem się przy tym fragmencie, bo jest w nim więcej sensu, niż mogłoby się wydawać. Zegarki, smart czy nie, potrafią być przydatne, ale potrafią też niepotrzebnie wpychać człowieka w ciągłe sprawdzanie, mierzenie i kontrolowanie samego siebie. Front „antyzegarkowy” brzmi półżartem, ale kryje się za nim całkiem rozsądna potrzeba życia trochę wolniej i bez gadżetów dyktujących rytm dnia. Czas i tak płynie po swojemu, z zegarkiem czy bez — ważne, żeby umieć go przeżyć, a nie tylko odliczać.

      Usuń
  6. Żeby było śmieszniej- nawet zwykłego zegarka nie mam. Zepsuł mi się w czasie tej pierwszej szalonej pandemii i mowy nie było, żeby go naprawić. Początkowo było ciężko, bo zegarek był ze mną zawsze, zdejmowałem go jedynie do kąpieli. Po pewnym czasie przywykłam a teraz w ogóle mi go nie brakuje, zerkam na komórkę. O elektronice na rękę nigdy nie myślałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pokazuje, jak szybko człowiek potrafi się przestawić, kiedy coś, co było „zawsze”, nagle znika. Najpierw dyskomfort, potem przyzwyczajenie, a na końcu zdziwienie, że w ogóle było to potrzebne. Zegarek często bardziej pilnuje nas niż my jego, więc może to wcale nie strata, tylko cicha ulga. Telefon i tak jest pod ręką, a elektronika na nadgarstku to już dla wielu bardziej nawyk niż realna potrzeba. W gruncie rzeczy fajnie jest odkryć, że można funkcjonować prościej i że świat się od tego nie rozsypuje.

      Usuń
  7. gdy kiedyś pracowałem w firmie sprzedającej palmtopy z modemami w komplecie to już wiedziałem, że spełnia się wizja Klucza opisywanego przez Janusza A. Zajdla w książce "Limes Inferior", a gdy pojawiły się na rynku srayfony, to można było śmiało uznać, że wizja się spełniła... a tym razem w postaci smartwatcha... trawestując S.Lema: "Smartwatch pierze, smartwatch świeci, smartwatch wychowuje dzieci"... osobiście nigdy nie lubiłem zegarków na rękę, zawsze je nosiłem w kieszeni, przy pasku lub na szyi na rzemyku... a poza tym srayfon w zupełności mi wystarcza... p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto miał do czynienia z palmtopami i pierwszymi „cudami mobilności”, ten widział, w którą stronę to idzie, zanim stało się modne i oczywiste. Zajdel pisał fantastykę, a wyszła mu całkiem solidna prognoza społeczna – dziś „Klucz” nosimy dobrowolnie, jeszcze pilnując, żeby był naładowany. Lemowska ironia też coraz mniej śmieszy, bo lista funkcji rośnie szybciej niż potrzeby.

      Podoba mi się ten dystans do zegarków i technologii w ogóle. Noszenie czasu w kieszeni albo na rzemyku mówi więcej o podejściu do życia niż najnowszy model na nadgarstku. Skoro smartfon wystarcza, to po co dokładać sobie kolejny ekran i kolejny obowiązek? Czasem najbardziej nowoczesne jest właśnie to, że potrafimy powiedzieć „dość” i zostać przy rozwiązaniu, które naprawdę nam służy, a nie tylko dobrze wygląda w folderze reklamowym.

      Usuń
  8. Używam smartwatcha od jakiegoś czasu, zaczęło się od tego, że nie zawsze mam przy sobie komórkę, a chcę jednak wiedzieć, która godzina. Zaczęło się więc od zegarka, ale z czasem doszły inne rzeczy. Najbardziej korzystam z tzw. koniczynek, które delikatnie mobilizują do zdrowego trybu życia. Sen, trochę ćwiczeń oddechowych i regularne picie wody. Na początku bałam się, że to mnie będzie zmuszało do czegokolwiek, ale teraz jest to dla mnie całkiem normalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem to podejście i brzmi ono bardzo sensownie. U Ciebie smartwatch nie jest gadżetem „do wszystkiego”, tylko narzędziem, które po prostu dyskretnie porządkuje dzień. Podoba mi się to, że zaczęło się od prostej potrzeby – sprawdzenia godziny – a reszta doszła naturalnie, bez presji i bez ideologii „musisz być lepszą wersją siebie”.

      Te „koniczynki” czy delikatne przypomnienia mają sens właśnie wtedy, gdy nie stają się tresurą. Sen, oddech, woda – rzeczy banalne, a jednocześnie najczęściej zaniedbywane. Jeśli zegarek pomaga o nich pamiętać, nie wchodząc z butami w życie, to trudno to uznać za coś złego. Kluczowe jest to, co piszesz na końcu: że nie czujesz przymusu. Technologia bywa problemem dopiero wtedy, gdy zaczyna nami rządzić, a nie wtedy, gdy po cichu wspiera codzienność. Tu wyraźnie widać zdrową równowagę.

      Usuń
  9. Twój opis świadczy o tym, że warto mieć ten zegarek. Ja mam w tej chwili smartwatcha kilkuletniego i wiem, też nie powrócę już do zwykłego zegarka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tu marketingowego „must have”, tylko spokojne pokazanie, że to narzędzie, które po prostu się sprawdza w codziennym życiu. I chyba o to chodzi najbardziej. Jeśli po kilku latach używania wiesz, że nie chcesz wracać do zwykłego zegarka, to znaczy, że ten sprzęt faktycznie coś wniósł, a nie tylko przez chwilę cieszył nowością. Kiedy technologia zaczyna być przezroczysta i nie przeszkadza, tylko pomaga, wtedy trudno się z niej wycofać. Zwykły zegarek pokazuje godzinę – i to w sumie wszystko. Smartwatch, nawet starszy, daje jednak coś więcej: spokój, orientację, czasem drobne wsparcie zdrowotne. I to wystarcza, bez całej reszty fajerwerków.

      Usuń
  10. Hmm... kiedyś smartwatch wydawał mi się niepotrzebnym przedmiotem, wystarczał mi zegarek. Ale kiedy jak już spróbowałam opaski, którą otrzymałam swojego czasu na gwiazdkę, poczuła zew cywilizacji i niedługo później na mojej ręce zagościł właśnie smartwatch. I tak od kilku lat jestem posiadaczką Amazfit gts 2 i w sumie na zegarek nie narzekam. no może na aplikację do niego, która czasami dostaje "małpiego rozumu" i dziwnie skacze ;) W samym zegarku psują się tylko paski, ale są tanie.

    Bardzo się do niego przyzwyczaiłam. Mogłam dzięki niemu wyłączyć dźwiękowe powiadomienia w telefonie, których zwyczajnie nie lubię. Zegarek informuje się o wiadomościach, o tym że ktoś dzwoni, więc dźwięki ne telefonie są zbędne. No i oczywiście motywuje mnie do poruszania się ;) Myślę, że to akurat fajny wynalazek...., a że teraz spora ich część nie należy do przedmiotów zbyt drogich, to można sobie na taki luksus, jeśli ktoś oczywiście chce, pozwolić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś uważałem smartwatche za zbędny gadżet – zegarek spełniał swoje zadanie i tyle. Ale z doświadczenia wiem, że gdy zaczyna się korzystać z funkcji powiadomień i monitorowania aktywności, nagle okazuje się, że taki zegarek potrafi naprawdę ułatwić życie i wprowadzić pewien porządek w codziennym chaosie.

      To, co piszesz o motywacji do ruchu i wyciszeniu telefonu, jest kluczowe. Dla wielu osób smartwatche to po prostu narzędzie do „zdrowszego życia” w praktycznym znaczeniu – a nie tylko gadżet. Z tymi drobnymi problemami, jak paski czy aplikacja, też się zgadzam – technologia nigdy nie jest idealna, ale przy odpowiednim użytkowaniu te minusy są do przeżycia. :)

      Usuń
  11. Bardzo interesujący i na pewno przydatny gadżet, zwłaszcza, kiedy ktoś lubi ściśle kontrolować swoje życie. Pamiętam jak sumiennie liczyłam swoje kroki i chciałam coś takiego kupić, żeby liczyło mi także kroki w domu, kiedy na przykład sprzątam. Póki co, mam krokomierz w smartfonie i często irytuje mnie, kiedy jestem zmęczona. Irytuje mnie również przypominanie o piciu wody, zakropieniu oczu przy jaskrze czy wzięciu tabletek na nadciśnienie :D Poza tym lubię czuć się kobieco, lubię swój bizutertjny zegarek, który nie drze się, żeby tu i teraz na niego spojrzeć. Z wiekiem coraz bardziej cenię sobie spokój i niezależność, i to jest prawdziwy luksus :) Bardzo dziękuję za odwiedziny na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, co piszesz o zmęczeniu ciągłymi przypomnieniami, jest mi szczególnie bliskie – w pewnym momencie zamiast pomagać, zaczynają tylko drażnić i odbierać poczucie sprawczości. Bardzo podoba mi się też to zdanie o kobiecości i klasycznym zegarku – jest w nim coś prostego, ale prawdziwego. Coraz częściej luksusem nie jest kontrola nad każdym krokiem, tylko możliwość bycia offline i życia w swoim rytmie. Będę odwiedzać częściej :)

      Usuń
  12. Przestałem nosić zegarek, bo czas mogę sprawdzić w smartfonie. Nie wiem ile telefonów zmieniłem, ale obecny prawie sześciolatek sprawuje się nieźle. Zepsuć nie chce się, więc chyba zostanie u mnie jeszcze dłużej. Pozdrawiam Wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe, jak naturalnie u Ciebie ta decyzja się pojawiła, bez ideologii i dorabiania teorii. Po prostu praktycznie: telefon jest pod ręką, więc zegarek przestał być potrzebny. W gruncie rzeczy wielu z nas tak funkcjonuje, tylko rzadko to zauważamy. Podoba mi się też ten spokojny stosunek do sprzętu — brak gonitwy za nowym modelem, skoro obecny działa i spełnia swoją rolę. Jest w tym jakiś zdrowy rozsądek i dystans do rzeczy, które często traktujemy zbyt serio. A sześć lat w świecie smartfonów to już naprawdę solidny wynik. Co to za sześciolatek który sprawuje się tak nieźle?

      Usuń
  13. Ja wolę zwykłe analogiczne zegarki, podobają mi się, nie wkurzają przypomnieniami czy powiadomieniami i nie trzeba ich ładować bo bateria "guzikowa" starcza na długi czas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to rozumiem. W analogowym zegarku jest coś spokojnego i normalnego — pokazuje czas i na tym kończy swoją rolę. Bez komunikatów, bez przypominania, że „powinno się” coś jeszcze zrobić. Zakładasz go i działa, często przez lata, bez zastanawiania się nad ładowaniem czy aktualizacjami. Poza tym zwykły zegarek to wciąż element stylu, a nie gadżet, który próbuje zarządzać dniem. Czasem taka prostota naprawdę daje więcej swobody niż najbardziej zaawansowana technologia.

      Usuń
  14. Nie jestem gadżeciarąi nigdy nie miałam takich dziwnych potrzeb jak mierzenie liczby kroków czy monitorowa nie tętna. W życiu bym sobie nie kupiła smartwatcha, ale... dostałam go. No to mam. Przynajmniej jest ładny i ma duże cyfry pokazujące godzinę na wyświetlaczu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem to podejście. Nie każdy ma potrzebę mierzenia wszystkiego, co się da, i czasem zwykłe „wiem, kiedy jestem zmęczona” działa lepiej niż wykresy i powiadomienia. Smartwatche często obiecują więcej, niż faktycznie wnoszą do codziennego życia, zwłaszcza jeśli ktoś nie żyje pod linijkę i aplikacje.

      Skoro jednak już jest, to dobrze, że chociaż spełnia prostą, podstawową funkcję – pokazuje godzinę w czytelny sposób i po prostu dobrze wygląda. Czasem gadżet, który miał być „mądry”, najlepiej sprawdza się wtedy, gdy nie próbuje być mądrzejszy od właściciela. I to chyba najbardziej zdrowe podejście do takich prezentów.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy warto iść na jarmark bożonarodzeniowy w tym roku?

Sylwester 2026

Życzenia świąteczne 2025