Naukowcy alarmują: sprzątanie może skracać życie mężczyzn!
Kiedy pierwszy raz trafiłem na informację, że sprzątanie może skracać życie mężczyzn, pomyślałem, że to kolejny absurdalny nagłówek z internetu. Taki, który ma wywołać sensację, przyciągnąć kliknięcia i szybko zniknąć w zalewie innych. Ale im bardziej zagłębiałem się w temat, im więcej badań, analiz i opinii ekspertów przeglądałem, tym mocniej zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście coś w tym jest. W końcu ilu z nas – mężczyzn – traktuje sprzątanie jako coś, co trzeba „odhaczyć”, nie zastanawiając się, jaki wpływ ma to na nasze ciało, psychikę, a nawet zdrowie długoterminowe?
Pamiętam, jak kiedyś po weekendowym generalnym sprzątaniu mieszkania czułem się bardziej zmęczony niż po całym tygodniu pracy. Ból pleców, ucisk w klatce piersiowej, wrażenie, jakbym przesadził z siłownią. Wtedy myślałem, że to normalne – takie „uroki dorosłości”. Dopiero teraz, patrząc na te wszystkie dane, które zaczynają wypływać na światło dzienne, widzę, że sprzątanie to nie tylko niewinna czynność domowa. To wysiłek, który potrafi zaskoczyć, przeciążyć organizm i – jak twierdzą naukowcy – może nawet wpływać na długość życia, jeśli wykonywany jest regularnie i w nieodpowiednich warunkach.
Brzmi absurdalnie? Może na pierwszy rzut oka. Ale kiedy spojrzy się głębiej – na chemikalia, których używamy, na przeciążenia kręgosłupa, na stres związany z ciągłym „muszę to zrobić”, na ciśnienie krwi podczas dużego wysiłku – ta teza przestaje być tak niedorzeczna. I nagle zaczyna brzmieć jak coś, o czym warto porozmawiać głośniej.
Ten artykuł nie powstał po to, żeby kogokolwiek straszyć. Powstał dlatego, że sam – tak jak wielu innych mężczyzn – nigdy nie zastanawiałem się nad tym, jak nasze codzienne nawyki przekładają się na zdrowie. Zwłaszcza te, które wydają się niewinne. A jeśli nauka mówi nam dziś, że sprzątanie może mieć realny wpływ na męski organizm, to warto się temu przyjrzeć z bliska. Bez paniki, bez przesady – ale z ciekawością i świadomością.
Bo jeśli coś rzeczywiście ma wpływać na nasze życie – dosłownie i w przenośni – to chyba warto o tym wiedzieć, prawda?
Kiedy pierwszy raz trafiłem na informację, że sprzątanie może skracać życie mężczyzn, pomyślałem, że to kolejny absurdalny nagłówek z internetu. Taki, który ma wywołać sensację, przyciągnąć kliknięcia i szybko zniknąć w zalewie innych. Ale im bardziej zagłębiałem się w temat, im więcej badań, analiz i opinii ekspertów przeglądałem, tym mocniej zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście coś w tym jest. W końcu ilu z nas – mężczyzn – traktuje sprzątanie jako coś, co trzeba „odhaczyć”, nie zastanawiając się, jaki wpływ ma to na nasze ciało, psychikę, a nawet zdrowie długoterminowe?
Pamiętam, jak kiedyś po weekendowym generalnym sprzątaniu mieszkania czułem się bardziej zmęczony niż po całym tygodniu pracy. Ból pleców, ucisk w klatce piersiowej, wrażenie, jakbym przesadził z siłownią. Wtedy myślałem, że to normalne – takie „uroki dorosłości”. Dopiero teraz, patrząc na te wszystkie dane, które zaczynają wypływać na światło dzienne, widzę, że sprzątanie to nie tylko niewinna czynność domowa. To wysiłek, który potrafi zaskoczyć, przeciążyć organizm i – jak twierdzą naukowcy – może nawet wpływać na długość życia, jeśli wykonywany jest regularnie i w nieodpowiednich warunkach.
Brzmi absurdalnie? Może na pierwszy rzut oka. Ale kiedy spojrzy się głębiej – na chemikalia, których używamy, na przeciążenia kręgosłupa, na stres związany z ciągłym „muszę to zrobić”, na ciśnienie krwi podczas dużego wysiłku – ta teza przestaje być tak niedorzeczna. I nagle zaczyna brzmieć jak coś, o czym warto porozmawiać głośniej.
Ten artykuł nie powstał po to, żeby kogokolwiek straszyć. Powstał dlatego, że sam – tak jak wielu innych mężczyzn – nigdy nie zastanawiałem się nad tym, jak nasze codzienne nawyki przekładają się na zdrowie. Zwłaszcza te, które wydają się niewinne. A jeśli nauka mówi nam dziś, że sprzątanie może mieć realny wpływ na męski organizm, to warto się temu przyjrzeć z bliska. Bez paniki, bez przesady – ale z ciekawością i świadomością.
Bo jeśli coś rzeczywiście ma wpływać na nasze życie – dosłownie i w przenośni – to chyba warto o tym wiedzieć, prawda?
Kiedy kończę ten tekst, łapię się na tym, że temat sprzątania – z pozoru banalny, codzienny, mało emocjonujący – zaczął we mnie pracować głębiej, niż przypuszczałem. Bo to nie jest już tylko kwestia „sprzątanie jest męczące” albo „używaj rękawiczek przy chemii”. To jest coś znacznie większego. To moment, w którym każdy z nas, mężczyzn, powinien zatrzymać się i spojrzeć na swoje codzienne nawyki z innej perspektywy.
Zrozumiałem, że nie chodzi tylko o czynności, ale o styl, o podejście, o to, w jaki sposób traktujemy swoje zdrowie – często zbyt nonszalancko, często z przekonaniem, że jesteśmy „twardzi” i możemy robić wszystko, byle szybciej i byle mieć to z głowy. A prawda jest taka, że nasze ciało ma swoją granicę wytrzymałości. I sprzątanie, które przez lata traktowałem jak nic nieznaczący obowiązek, zaczęło jawić się jako coś, co wymaga większego szacunku do własnego zdrowia.
Im więcej o tym myślę, tym bardziej widzę, że największym problemem nie jest samo sprzątanie, ale brak świadomości. Wchodzimy w weekendowy maraton porządkowy tak, jakbyśmy byli na zawodach – w ciszy, w pośpiechu, z presją, że wszystko musi błyszczeć. Potem pojawiają się bóle w plecach, drętwienie rąk, kołatanie serca, a my to bagatelizujemy. Bo „mężczyźnie nie wypada jęczeć”. Bo „co to jest sprzątanie”. Bo „każdy to robi”.
A jednak — nauka mówi, że działa tu cała mieszanka obciążeń: chemia, stres, niewłaściwe ruchy, brak przerw, nagły wysiłek. I kiedy te czynniki nakładają się na siebie przez lata, skutek może być poważniejszy, niż by się wydawało.
I tu pojawia się ta najbardziej osobista refleksja, która towarzyszyła mi aż do napisania ostatniego zdania tego artykułu:
zdrowie to nie jest coś, co mamy na zapas. Nie ma „drugiego życia”, nie ma „rezerwowej wersji siebie”. To, jak się dziś traktujemy – nawet podczas zwykłego sprzątania – odbija się na tym, jacy będziemy jutro.
Dlatego może warto zacząć inaczej podchodzić do sprzątania:
z przerwami, które naprawdę robimy, a nie tylko planujemy,
z otwartym oknem, żeby nie wdychać oparów,
z lepszymi produktami, które nie mordują płuc,
z myślą o ergonomii, zamiast rzucania się na podłogę jak komandosek na misji,
z podejściem „dbam o siebie”, a nie „muszę to zrobić szybko”.
I co najważniejsze – z odrobiną wyrozumiałości dla siebie.
Wcale nie musimy robić wszystkiego naraz. Nie musimy być „superbohaterami porządku”, którzy udowadniają coś światu. Możemy sprzątać mądrzej, lżej, spokojniej. Możemy traktować tę czynność nie jako wyścig, ale jako część codzienności, która nie musi kosztować nas zdrowia.
Pisząc ten artykuł, zrozumiałem jedno: mężczyzna, który dba o siebie podczas sprzątania, to nie ktoś słabszy – to ktoś rozsądniejszy. I jeśli naukowcy alarmują, że sprzątanie może skracać życie, to nie po to, by nas wystraszyć, ale po to, byśmy w końcu przestali udawać, że jesteśmy kuloodporni.
Może właśnie to jest najważniejsze przesłanie:
sprzątanie nas nie zabija — zabija nasze podejście do niego.
A to podejście możemy zmienić. Każdy z nas. Od dzisiaj.

Ciekawe, że to cholerne sprzątanie zabija tylko mężczyzn ! :) Dbaj o siebie i nie daj się zabić ! A poza tym Wesołych Świąt ! :)
OdpowiedzUsuńSprzątanie potrafi wykończyć każdego, niezależnie od płci, tylko jedni mówią o tym głośniej, a inni po cichu zaciskają zęby. Dobrze, że podchodzisz do tematu z dystansem, bo bez tego w świątecznym zamieszaniu łatwo się zatracić. Dbajmy o siebie nawzajem, nie tylko od święta. I również Wesołych, spokojnych Świąt! :)
UsuńUśmiałam sie serdecznie🤣. Kobiety od tysiąca lat robią to bez filozofii, bez przerw, z marnymi produktami, bez podejścia dbam o siebie ... Robią bo trzeba. Ale podziwiam Cię i szanuję, że się nad tym zastanawiasz i może więcej doceniasz Bliską Ci Kobietę.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, wiele rzeczy przez lata było robionych „bo trzeba”, bez wielkich rozważań i bez fanfar, i często dopiero z perspektywy czasu widać, ile to kosztowało. Fajnie, że zwracasz uwagę na ten kontrast, ale jednocześnie zostawiasz w tym miejsce na szacunek i refleksję, a nie wyśmiewanie. Takie spojrzenie więcej wnosi niż niejeden moralitet.
UsuńNo to jest bardzo ciekawe :) Ciekawe, dlaczego nie ma artykułu jak to działa na kobiety :)
OdpowiedzUsuńWszystkie co najlepsze na te zbliżające się Święta!!!
Rzeczywiście, to ciekawe spostrzeżenie – temat często traktowany jest jednostronnie, a przecież kobiety mogą doświadczać tego zupełnie inaczej. Byłoby interesujące zobaczyć perspektywę obu stron. Dzięki za życzenia, nawzajem – niech te Święta będą spokojne i pełne drobnych, miłych momentów!!
UsuńJa też uważam, że sprzątanie nie musi być maratonem sprzątania. Staram się robić to sukcesywnie i bez przesady. W końcu - dom to nie muzeum, jak to się mówi :)
OdpowiedzUsuńMam podobne podejście. Sprzątanie traktuję raczej jako element codziennego funkcjonowania, a nie projekt specjalny wymagający całego dnia i nadludzkiej energii. Robione na bieżąco jest po prostu mniej uciążliwe i nie odbiera czasu na ważniejsze rzeczy. Poza tym lekki „nieład życia” jest czymś normalnym — dom ma być do mieszkania, odpoczynku i spotkań, a nie do ciągłego pilnowania idealnego porządku. Balans wydaje się tu dużo zdrowszy niż perfekcja.
Usuńtak, niby ruszanie się to jest ruszanie się, w pewnych rozsądnych granicach zawsze powinno być zdrowe, ale to jest nieprawda... pomijając teraz kwestię "śmiesznych ruchów, niegodnych filozofa", to są ruchy prozdrowotne i antyzdrowotne... kiedyś to rozważałem pracując w magazynie nosząc i pakując paczki, że jak to jest?... że po tej męczącej w sumie robocie z przyjemnością jadę do domu na rowerze, a po drodze odhaczam jeszcze co nieco na siłce?... ciekawe...
OdpowiedzUsuńto ze sprzątaniem jest podobnie... sprzątanie męczy, ale dziarskie pomaszerowanie potem po piwo jakoś dziwnie regeneruje...
p.jzns :)
Też mam wrażenie, że samo „ruszanie się” to za mało, żeby mówić o czymś zdrowym. Dużo zależy od rodzaju ruchu, kontekstu i tego, co on robi z głową, a nie tylko z mięśniami. Praca fizyczna potrafi zmęczyć w sposób jałowy – powtarzalna, narzucona, bez poczucia sensu. A ten sam wysiłek, tylko z wyboru, jak rower czy siłownia, daje zupełnie inną energię, mimo że ciało teoretycznie robi więcej.
UsuńZe sprzątaniem mam podobnie – samo w sobie potrafi wyssać siły, ale już wyjście po coś „dla siebie” działa jak reset. Chyba nie chodzi o sam ruch, tylko o intencję i poczucie sprawczości. Organizm i głowa wyraźnie odróżniają „muszę” od „chcę”, nawet jeśli kalorie spalają się podobnie. p.jzns :)
Ja mam wrażenie, że sprzątanie może być szkodliwe dla mężczyzn, bo znacznie rzadziej sprzątają niż kobiety i mogą coś nadwyręzyć.
OdpowiedzUsuńAle ogólnie w to nie wierżę jakos specjalnie. A sprzątać nie lubię!
Ano, napisałem w swoim komentarzu, pytanie jest, jakie temat lepiej się sprzedaje.
UsuńA, że wdychanie oparów jakichś substancji nikomu dobrze nie służy, kobiecie czy mężczyźnie, więc uważam, że pewne informacje są pożyteczne :)
137 - Rozumiem ten tok myślenia, choć brzmi trochę jak pół żartem, pół serio. Prawda jest taka, że sprzątanie samo w sobie raczej nikogo nie „psuje”, tylko sposób, w jaki się do niego podchodzi. Jeśli ktoś robi to od święta, na raz, bez rozgrzewki i z ambicją ogarnięcia całego mieszkania w godzinę, to faktycznie łatwo coś nadwyrężyć – niezależnie od płci.
UsuńTeż nie mam poczucia, żeby sprzątanie było jakąś szczególną aktywnością prozdrowotną. To raczej obowiązek, który trzeba odhaczyć, a nie forma dbania o siebie. A że nie każdy to lubi? Normalne. Dla mnie kluczem jest umiar i rozsądek – trochę tu, trochę tam, bez dorabiania ideologii ani straszenia konsekwencjami. Dom ma być do życia, a nie do testowania wytrzymałości kręgosłupa.
Bluesand - Temat „lepiej się sprzedaje”, gdy da się go sprowadzić do prostego hasła albo lekkiej sensacji, nawet jeśli rzeczywistość jest dużo bardziej prozaiczna. A przecież sprawa jest dość oczywista: wdychanie chemii nie jest zdrowe dla nikogo, bez względu na płeć czy etykietkę, jaką się temu przypnie.
UsuńDlatego takie informacje uważam za zwyczajnie potrzebne, o ile są podane bez straszenia i bez dorabiania ideologii. Lepiej wiedzieć, na co się narażamy, niż później udawać zdziwienie. Reszta to już kwestia rozsądku i własnych wyborów, a nie chwytliwego nagłówka.
Lubię sprzątać. Oczywiście z dbaniem o siebie, włączam sobie fajną muzykę, a po wszystkim nagradzam sam siebie 👍
OdpowiedzUsuńMuzyka to podstawa :)
UsuńSprzątanie samo w sobie nie musi być karą ani obowiązkiem do odhaczenia, tylko zwykłą czynnością, którą da się zrobić po ludzku. Muzyka pomaga, bo nadaje rytm i sprawia, że człowiek nie skupia się wyłącznie na tym, co „trzeba”, tylko jest w tym trochę przyjemności. A ta mała nagroda na końcu ma sens – daje poczucie domknięcia sprawy i sygnał, że zadbało się nie tylko o przestrzeń, ale też o siebie. W gruncie rzeczy to chyba zdrowsze niż odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę i robienie z porządków życiowego problemu.
UsuńBluesand - dokładnie. Mam słuchawki z redukcją hałasu, więc nawet odkurzacza w trybie turbo mi nie hałasuje 😁
UsuńTak Andrzej. Ja lubię poczucie poukładania i czystości, lepiej się wtedy czuję. Oczywiście nie przeszkadza mi to gdy jestem u kogoś, tylko oczami wyobraźni widzę jakbym wtedy zasuwał i sprzątał 🤣
UsuńKiedyś byłem u gościa, który w kuchni przy zlewozmywaku miał tyle brudnych naczyń, że ja u siebie nie mam wszystkich tyle. Ten widok nie zrobił na mnie szczególnie złego wrażenia, ale ja bym tak nie zrobił w domu 😁
Porządek daje poczucie spokoju i kontroli, nawet jeśli nie każdy zwraca na to uwagę. Też uważam, że jedno to własne standardy we własnym domu, a drugie bycie gościem – nie ma sensu oceniać innych, ale dobrze wiedzieć, jak samemu chce się żyć. A to „sprzątanie oczami wyobraźni” jest bardzo znajome, chyba każdy, kto lubi ład i czystość, ma to odruchowo w głowie.
UsuńNie zdziwiłbym się, gdyby coś było na rzeczy w sensie całkiem dosłownym. Kobiety i mężczyźni różnią się od siebie i mają predyspozycje do różnych zajęć. Na przykład statystyki pokazują, że praca w zawodzie lekarza skraca życie kobiet.
OdpowiedzUsuńznaczy co?... lekarz facet swoją pracą działa na niekorzyść zdrowia pacjentek?... statystycznie znaczy....
Usuńspoko, wiem o co chodzi, ale zabrzmiało zabawnie :)
Vademecum Pacjenta - Też mam wrażenie, że nie wszystko da się sprowadzić do jednego, prostego mianownika. Różnice między kobietami a mężczyznami istnieją i ignorowanie ich w imię „równości za wszelką cenę” bywa po prostu nieuczciwe wobec faktów. Jeśli statystyki pokazują, że jakiś zawód inaczej wpływa na zdrowie kobiet niż mężczyzn, to warto się temu spokojnie przyjrzeć, zamiast z góry to negować albo sprowadzać do ideologii. To nie jest kwestia wartościowania, tylko biologii, obciążeń i realnych warunków pracy. Im szybciej zaczniemy o tym rozmawiać rzeczowo, tym łatwiej będzie coś sensownego zmienić – choćby w organizacji pracy czy profilaktyce zdrowotnej.
UsuńPKanalia - Też się na chwilę uśmiechnąłem przy takim sformułowaniu, bo rzeczywiście brzmi to dwuznacznie i łatwo pójść myślą w zupełnie inną stronę. A przecież chodzi o statystykę, obciążenie zawodu i jego wpływ na zdrowie osób, które go wykonują, a nie na pacjentów. To pokazuje, jak ważne jest precyzyjne mówienie o takich sprawach, bo jedno zdanie potrafi zmienić sens całej tezy. Dobrze, że potrafimy to czytać z dystansem i bez dorabiania sensacji tam, gdzie jej nie ma. :)
UsuńCiekawe, że dopieszczanie samochodów nie wpływa źle na zdrowie panów, autami mogliby się zajmować od rana do wieczora, a jak rzetelnie pucują!
OdpowiedzUsuńtylko na zewnątrz, a w środku tych aut jest przeważnie syf...
Usuńjotka - Coś w tym jest i trudno tego nie zauważyć. Przy samochodach potrafimy stać godzinami, z dokładnością niemal jubilerską, i nikt nie mówi, że nam to szkodzi — raczej wręcz przeciwnie, działa uspokajająco. Myślę, że tu chodzi nie tyle o samą czynność, co o nastawienie: jak coś się robi z własnej woli, z przyjemnością i bez presji, to organizm reaguje zupełnie inaczej. Pucowanie auta to dla wielu forma resetu głowy, a nie obowiązek. I chyba właśnie ten element robi całą różnicę.
UsuńPKanalia - To akurat trafna obserwacja. Często dbamy o to, co widać na pierwszy rzut oka, bo to łatwiej ocenić i pochwalić, a wnętrze schodzi na dalszy plan. Zresztą podobnie bywa nie tylko z samochodami — z wieloma sprawami w życiu. Z zewnątrz porządek, połysk i efekt, a w środku chaos, na który „kiedyś” przyjdzie czas. I to „kiedyś” potrafi się ciągnąć latami.
UsuńJak ktoś wspomniał, nie ma pewnie tylu artykułów o szkodliwym "działaniu sprzątania na kobiety", bo "szkodliwy wpływ sprzątania na mężczyzn" lepiej się sprzedaje, bo podział prac domowych to do dzisiaj kontrowersyjny temat, w niektórych kręgach :)
OdpowiedzUsuńPoza tym, to można dyskutować na ten temat do woli, bo podział prac domowych, w tym sprzątania, zależy od tego, która z osób pracuje większą ilość godzin "poza domem".
Komu się chce czytać suchy artykuł o szkodliwości chemikaliów. Co innego, jak przyporządkuje się to jakiejś czynności, do której można podejść emocjonalnie :)
Tak mi się wydaje ;)
Pozdro :)
Mam podobne odczucie. W takich tekstach często nie chodzi tylko o same fakty, ale o to, jak je opakować, żeby wywołać reakcję. „Sprzątanie szkodzi mężczyznom” brzmi prowokacyjnie, więc łatwiej kliknąć, skomentować, pokłócić się w sekcji pod artykułem. A przecież sedno sprawy jest dużo bardziej przyziemne: chemia może szkodzić każdemu, jeśli jest źle używana, niezależnie od płci.
UsuńPodział prac domowych to osobny temat i w praktyce rzadko bywa ideologiczny — częściej wynika z trybu życia, godzin pracy, zmęczenia albo zwykłych ustaleń między ludźmi. Tyle że o tym trudniej napisać coś „nośnego”. Emocje sprzedają się lepiej niż rozsądek, nawet jeśli ten rozsądek jest bliższy prawdy.
Andrzeju zdrowych , spokojnych i rodzinnych Świąt dla Ciebie i Twoich bliskich. Dziękuję za miły komentarz u mnie. Dzisiaj mój mąż ma ogarniać dom , lepiej nie pokażę mu tego artykułu 😄😄😄🎄🎄🎄🎄🎄 Miłego świętowania.
OdpowiedzUsuńBardzo miłe słowa, dziękuję. Takie spokojne, rodzinne święta to chyba najlepsze, co można sobie życzyć. A dom ogarniany przez męża brzmi jak dobry układ — czasem warto odpuścić perfekcję i po prostu cieszyć się chwilą 😉 Życzę Wam dużo luzu, uśmiechu i naprawdę miłego świętowania.
UsuńW takim razie jestem mężczyzną.
OdpowiedzUsuńNo i w porządku 🙂 Najważniejsze, żeby być sobą i dobrze się z tym czuć, bez dorabiania do tego ideologii czy tłumaczeń. Każdy ma swoje podejście do życia i swoje priorytety — płeć nie definiuje ani charakteru, ani tego, jak ktoś funkcjonuje na co dzień.
UsuńCo do płci, jestem bardzo zgodna sama z sobą, miałam na myśli sprzątanie. Zabija mnie jak mężczyzn! po prostu nie cierpię sprzątać 🙃
UsuńNo i kolejna wspólna cecha Frau Be, która nas łączy. Nie znoszę sprzątać, chociaż bałaganu nie lubię... No cóż urodzenie się tego samego dnia, chociaż innego roku świadczy jednak o pewnym podobieństwie...
UsuńFrau Be - Rozumiem to doskonale 🙂 Sprzątanie potrafi być bardziej kwestią charakteru niż płci. Jedni potrzebują porządku, inni wolą przeznaczyć energię na zupełnie inne rzeczy i to też jest w porządku. Najważniejsze, że jesteś z sobą zgodna — reszta to już tylko kwestia codziennych kompromisów i dystansu do siebie.
UsuńIsmena - To akurat bardzo życiowe — nie lubić sprzątania, a jednocześnie nie znosić bałaganu. Myślę, że wiele osób ma dokładnie tak samo, tylko nie zawsze się do tego przyznaje. A ta wspólna data urodzin, nawet z innego roku, faktycznie dodaje temu sympatycznego kontekstu. Czasem takie drobne podobieństwa bardziej zbliżają niż wielkie deklaracje.
OdpowiedzUsuńDlatego każdy mężczyzna powinien mieć swoją kobietę do sprzątania :P
OdpowiedzUsuńUśmiechnąłem się, ale tak serio — takie hasła działają tylko jako żart. W prawdziwym życiu porządek to raczej kwestia wspólnej odpowiedzialności niż przypisywania ról. Każdy dorosły człowiek powinien umieć ogarnąć swoją przestrzeń, niezależnie od płci. A jeśli ktoś sprząta za kogoś innego, to dobrze, żeby było to z wyboru, a nie z „przydziału”. Humor humorem, ale codzienność szybko go weryfikuje.
UsuńJa dlatego sprzatam z dobrym podejsciem i nie kupuje srodkow czyszczacych z dzialow chemicznych, tylko woda, ocet itp. I jak poczuje ze mje cialo potrebuje odpoczac to robie przerwe. Przeciez nikt nie stoi z batem nade mna.
OdpowiedzUsuńDokładnie tak – podejście ma ogromne znaczenie. Sprzątanie w spokoju, z własnym rytmem i używając naturalnych środków, naprawdę zmienia odbiór tej czynności. I dobrze, że dajesz sobie prawo do przerwy, kiedy ciało tego potrzebuje. Nikt nie powinien dyktować tempa życia, a świadomość własnych granic to klucz do spokoju i zdrowia.
Usuń