Od dziecka kino było dla mnie czymś więcej niż rozrywką. To była przestrzeń, w której mogłem uciec od codzienności, wejść w cudze światy, przeżywać emocje, które w rzeczywistości były poza moim zasięgiem. Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy wpatrywałem się w ekran telewizora czy w projektor w szkolnej świetlicy. Bajki przyciągały mnie magią, kolorami i nieskończonymi przygodami, a każdy film fabularny, który udało mi się obejrzeć, stawał się jakby osobnym uniwersum, w którym mogłem zanurzyć się całym sobą. Nie ograniczałem się przy tym do jednego rodzaju kina. Polska klasyka, kino zagraniczne, filmy familijne, dramaty psychologiczne, thrillery i horrory – wszystko miało dla mnie wartość. Każdy gatunek uczył czegoś innego: bajki pokazywały wyobraźnię, dramaty – psychologię postaci, horrory – mechanizmy strachu i napięcia. Z czasem stało się jasne, że nie będę jednym z tych ludzi, którzy w dorosłym życiu odcinają się od dziecięcej fascynacji ekranem. Kino zostało ze mną i zo...