Przejdź do głównej zawartości

Posty

Jestem prawdziwym kinomaniakiem

    Od dziecka kino było dla mnie czymś więcej niż rozrywką. To była przestrzeń, w której mogłem uciec od codzienności, wejść w cudze światy, przeżywać emocje, które w rzeczywistości były poza moim zasięgiem. Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy wpatrywałem się w ekran telewizora czy w projektor w szkolnej świetlicy. Bajki przyciągały mnie magią, kolorami i nieskończonymi przygodami, a każdy film fabularny, który udało mi się obejrzeć, stawał się jakby osobnym uniwersum, w którym mogłem zanurzyć się całym sobą. Nie ograniczałem się przy tym do jednego rodzaju kina. Polska klasyka, kino zagraniczne, filmy familijne, dramaty psychologiczne, thrillery i horrory – wszystko miało dla mnie wartość. Każdy gatunek uczył czegoś innego: bajki pokazywały wyobraźnię, dramaty – psychologię postaci, horrory – mechanizmy strachu i napięcia. Z czasem stało się jasne, że nie będę jednym z tych ludzi, którzy w dorosłym życiu odcinają się od dziecięcej fascynacji ekranem. Kino zostało ze mną i zo...

Robot Towarzysz: kiedy samotność staje się luksusem, a technologia ciałem

    Czasami mam wrażenie, że świat przyspiesza szybciej niż jesteśmy w stanie go zrozumieć. Żyjemy w epoce, w której to, co jeszcze dekadę temu wydawało się science fiction, staje się codziennością. Ludzie spędzają więcej czasu z ekranami niż ze sobą, a samotność, choć niewidoczna na pierwszy rzut oka, jest epidemią ukrytą w mieszkaniach, w biurach, w hałaśliwych kawiarniach, gdzie każdy patrzy w swój telefon. I nagle pojawia się Moya – chiński robot-towarzysz, który generuje ciepło, porusza się jak człowiek i ma imitować wszystko, co w ludzkiej obecności cenimy najbardziej. Nie mogę przestać myśleć o tym, jak absurdalnie paradoksalny jest świat, w którym technologia staje się naszym zastępczym człowiekiem. Moya nie jest przecież zwykłym robotem do odkurzania ani gadżetem do zabawy. To maszyna, która wchodzi w najbardziej intymną sferę życia człowieka: dotyk, bliskość, iluzję emocji. I tak, to fascynuje. Ale jednocześnie budzi gniew, niepokój i gorzką refleksję: czy naprawdę...

Kontrowersja wraca!

    Zanim zacznę opowiadać o najnowszej kontrowersji wokół prezydenta Francji i jego komentarzy o grach wideo, pozwólcie, że podzielę się czymś osobistym. Jestem graczem od czasów, kiedy gry wyglądały jak kolorowe piksele na starym ekranie CRT. Wychowałem się w świecie, gdzie konsola była nie tylko maszyną do zabawy, ale też oknem do innych światów – pełnych historii, przygód i emocji, które potrafiły wciągnąć na godziny. Te doświadczenia nauczyły mnie cierpliwości, kreatywności, strategii i… czasem frustracji, gdy kolejny level okazywał się nie do przejścia. Dlatego, gdy słyszę, że ktoś z Pałacu Elizejskiego, najwyższy przedstawiciel państwa, stawia gry wideo w roli potencjalnego zagrożenia dla młodzieży, czuję mieszankę zdziwienia i lekkiego rozbawienia. Bo znam te społeczności od środka – znam e-sportowe turnieje, znam streamerów, którzy uczą języków, rysunku, kodowania, znam gry, które uczą współpracy i rozwiązywania problemów. Gry wideo nie są „złem”, które trzeba zwalcza...