Nigdy wcześniej nie spoglądałem na nocne niebo w taki sposób, jak tej wyjątkowej nocy. Było ciche, spokojne, niemal mistyczne, jakby świat wstrzymał oddech, a czas przestał istnieć. Wyszedłem z domu późnym wieczorem, myśląc, że czeka mnie zwykły spacer po okolicy – kilka minut ciszy, kilka głębokich oddechów, zwykłe spojrzenie na gwiazdy. Nie spodziewałem się, że za moment znajdę się świadkiem spektaklu, który nie tylko zmieni moje postrzeganie nieba, ale sprawi, że każdy punkt na mapie Polski stanie się wyjątkowy, niemal magiczny. Niebo rozświetliło się zorzą polarną. Początkowo delikatną, jakby ostrożnie przemykającą po horyzoncie, wkrótce w pełni rozwinęła swój taniec, wplatając w noc pulsujące fale zieleni, purpury i błękitu. To było niezwykłe doświadczenie – niemal mistyczne – które nie da się uchwycić tylko za pomocą słów. Każda zmiana koloru, każdy wir światła wydawały się mówić własną historię – historię kosmosu, wiatrów słonecznych, ziemskiego pola magnetycznego i...